Derby rządzą się własnymi prawami, zagrajmy więc bez ryzyka!

derby-di-torino

Derby… derby nigdy się nie zmieniają. Pojedynek o prym w Turynie pomiędzy Torino i Juventusem to zawsze spotkanie, w którym, niezależnie od sytuacji w tabeli, nie brakuje emocji, walki. Faworytem można być tutaj tylko na papierze, bo derbowe zmagania weryfikują wszystko na boisku. W tym sezonie czeka nas pojedynek o tyle wyjątkowy, że w końcu stają naprzeciw siebie ekipy mogące rywalizować na zbliżonym poziomie. Bynajmniej nie zamierzam z tego miejsca przekonywać kogokolwiek, że mamy do czynienia z dwoma równorzędnymi zespołami – kadrowo mocniejsza jest oczywiście „Stara Dama”, jednak „Byki” nareszcie mają potencjał, by rywalowi zza miedzy napsuć sporo krwi i odegrać się za ubiegłoroczne niepowodzenia.

Skoro już wywołaliśmy wilka z lasu, to przyjrzyjmy się temu, jak to drzewiej w Turynie bywało. Od pamiętnego 2:1 sprzed niemal dwóch lat, gdy Torino przerwało wieloletnią posuchę w starciach z Juventusem, „Stara Dama” zbiera krwawe żniwa. W ubiegłych rozgrywkach trzykrotnie mieliśmy do czynienia z walką o Piemont i za każdym razem górą byli „Bianconeri”. Mało tego! Bilans bramkowy powie Wam o wiele więcej – mowa bowiem o dziesięciu golach strzelonych przez mistrza Włoch i ledwie dwóch bramkach „Byków”. 2:1 na J-Stadium w lidze, 4:0 w Coppa Italia i 4:1 w rewanżu w Serie A. To robi wrażenie i tylko podkreśla, jak bardzo żądzą rewanżu mogą pałać gracze Torino.

Torino, które w tym sezonie przeszło przemianę. Nowy szkoleniowiec, nowe ustawienie, przewrót w obronie i ataku. Sinisa Mihajlović musiał budować środek defensywy właściwie od podstaw, bo przed rozpoczęciem rozgrywek „Granacie” wyrwano fundamenty w postaci Kamila Glika i Nikoli Maksimovicia. Oznaczało to niechybne odejście od tak lubianego przez dotychczasowego trenera 3–5–2 na rzecz ofensywnego 4–3–3. W zaadaptowaniu do nowych warunków miały pomóc transfery Adema Ljajicia i Iago Falque. Postawienie na szeroko rozstawionych skrzydłowych i grającego na szpicy Andreę Belottiego było strzałem w dziesiątkę.

Jednocześnie jednak nie można zapominać, że to dopiero początek budowy Grande Torino serbskiego szkoleniowca. Dlatego też zdarzają się wciąż przestoje, dochodzi do słabszych występów i karygodnych błędów. Inaczej określić nie można na przykład ubiegłotygodniowej porażki z nieobliczalną Sampdorią. Wystarczy bowiem, że przetrzyma się huraganowe niejednokrotnie ataki „Byków”, i można liczyć na podjęcie walki. W tym można więc upatrywać szans „Juve”, które w obronie wciąż jest drużyną wielką. Jest tylko jedno „ale”.

„Stara Dama” straciła niedawno trzon defensywy – kontuzjowani są Barzagli i Bonucci, więc na boisku muszą wspólnie grać Daniele Rugani i Giorgio Chiellini. W dodatku wiąże się to ze zmianami w ustawieniu „Bianconerich” – to już nie 3–5–2, ale 4–3–1–2 z Pjaniciem w roli trequartisty. To właśnie umiejscowienie Bośniaka na boisku w taki sposób okazało się strzałem w dziesiątkę przeciwko Atalancie. Massimiliano Allegri najwyraźniej w końcu znalazł sposób na wykorzystanie potencjału sprowadzonego z Romy pomocnika. Wiele wskazuje na to, że nawet po powrocie 2/3 trio BBC szkoleniowcowi mistrza Włoch może być żal wrócić do poprzedniej formacji. Kto wie, może po Nowym Roku, gdy wszyscy będą już zdrowi, ujrzymy 3–4–1–2? Brzmi sensownie.

Wróćmy jednak do teraźniejszości. Przeciwko „Juve” przemawia bezsprzecznie fakt, że wszystkie mecze w tym sezonie lider Serie A przegrało na wyjeździe. To nic odkrywczego, nieco głębsza analiza terminarza „Starej Damy” dostarcza jednak istotnej informacji – każda porażka przychodziła po boju w środku tygodnia w Lidze Mistrzów. Po remisie 0:0 z Sevillą nastąpiło 1:2 z Interem. 1:0 z Lyonem? 0:1 z Milanem trzy dni później. I wreszcie, po udanym rewanżu z hiszpańską ekipą (3:1) miała miejsce bodaj najbardziej szokująca i dotkliwa przegrana – 1:3 z Genoą. W dodatku, wraz z meczem derbowym rozgrywanym na Stadio Grande Torino, okazuje się, że zawsze po grze w Europie przychodzi „Bianconerim” w tym sezonie walczyć poza własnym stadionem.

Nic czterokrotnie się nie zdarza? Zobaczymy. Jedno jest pewne, w Turynie czeka nas prawdziwa wojna. Tak jedni, jak i drudzy nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów. Juventus w przypadku porażki da sporą szansę Romie i/lub Milanowi na podgonienie lidera (a przecież 17. kolejka przyniesie hitowe spotkanie z rzymianami właśnie), podczas gdy Torino potrzebuje zdobyczy, by wciąż liczyć się w walce o europejskie puchary.

Nie zapominajmy jednak, że czeka nas przede wszystkim pojedynek o to, kto rządzi w stolicy Piemontu. Władca od dwóch niemal lat pozostaje bez zmian, czyżby szło nowe? A może Juventus po raz kolejny pokaże „Bykom” miejsce w szeregu?

Postaw 60 zł na to, że w meczu padnie powyżej 2,5 gola, a obie drużyny strzelą gola i wygraj 138 zł! 

Zakład bez ryzyka skierowany jest do nowych graczy. Jeśli jeszcze nie masz konta, to możesz założyć je z tego linku. 

Komentarze

komentarzy

Betsson