Borussia niejedno ma imię

Po 6. kolejkach piłkarze żółto – czarnej Borussii są blisko ligowego szczytu tabeli, natomiast ekipy z Mönchengladbach należy szukać w dolnych rejonach tego zestawienia. W zeszłym sezonie to BVB było czerwoną latarnią Bundesligi. Jakie są przyczyny tego, że ekipa z Dortmundu w tym sezonie ogrywa (prawie) wszystkich z dziecinną łatwością, a Borussia Mönchengladbach – mówiąc kolokwialnie – gra piach?

Aby dobrze zrozumieć cały ten proces należy cofnąć się do początku zeszłego sezonu. Wtedy to Niemieccy piłkarze po zdobyciu Mistrzostwa Świata udali się na zasłużone wakacje. Wśród nich byli m.in. gracze Borussii Dortmund. I tutaj dochodzimy do jednej z przyczyn fatalnej pierwszej części sezonu 2014/2015 w wykonaniu BVB. Ponieważ zawodnicy świętowali, nie mieli czasu na odpowiednie przygotowania do nowych rozgrywek. Sam Mats Hummels przyznał, że nie czuł się komfortowo, a kilka dodatkowych kilogramów nie pozwalało mu na grę na najwyższym poziomie.

Dodatkowo posypała się kadra. W pewnym momencie kontuzjowanych było ¾ zawodników, którzy mogliby z powodzeniem występować w pierwszym składzie. Kolejnym czynnikiem były nieudolne próby załatania dziury po Robercie Lewandowskim. Adrian Ramos oraz Ciro Immobile nie sprostali oczekiwaniom i dopiero ustawienie na „9” Aubameyanga dało spodziewany efekt w postaci goli i asyst. Jednak zarząd klubu, a także sam trener Klopp uznali, że trzeba ten okres przeczekać. Poza tym BVB paradoksalnie bardzo dobrze prezentowała się w Champions League, gdzie odpadła dopiero z Juventusem. Gdy zespół zaczął wychodzić na prostą, wyniki pokazały, że brak gwałtownych ruchów się opłacił. Żółto – czarni awansowali do finału Pucharu Niemiec oraz zajęli miejsce w tabeli, które dawało im szansę na zakwalifikowanie się do Ligi Europy.

Nowy sezon to przede wszystkim nowy trener w drużynie Łukasza Piszczka. Thomas Tuchel mógł spokojnie poukładać sobie drużynę. Do tej pory nie ma problemów z kontuzjami kluczowych graczy. Do znakomitej formy powrócił İlkay Gündoğan. Henrich Mychitarian stał się bardzo skutecznym zawodnikiem, który wraz z Reusem, Kagawą czy Aubameyangiem potrafią rozmontować każdą obronę jaka dotychczas stanęła im na drodze w tym sezonie. Cała machina Tuchela pracuje od początku na 200%, a styl w jakim ogrywają kolejnych rywali sprawia, że ręce same składają się do oklasków.

Teraz czas na przedstawienie Borussii Mönchengladbach, która o początku sezonu 2015/2016 najchętniej chciałaby zapomnieć. Najgorszy start w historii klubu i w samej Bundeslidze, licząc od FC Nuernberg w sezonie 1981/82. Zero punktów po 6 meczach (5 ligowych oraz 1 w Lidze Mistrzów). Zaledwie dwie strzelone bramki. Piach to określenie pieszczotliwe w stosunku do tego, co prezentuje aktualnie trzecia drużyna poprzedniego sezonu. Drużyna, która po 37 latach awansowała do Champions League nie może wyrwać się z dołka. Presji nie wytrzymał trener „Źrebaków”. Lucien Favre po ostatniej porażce z Köln podał się do dymisji, mimo tego, że nikt go z klubu nie wyrzucał. Sam Szwajcar podjął jednak inną decyzję i nie ma go już w zespole. A to właśnie w dużej mierze za sprawą tego szkoleniowca Borussia Mönchengladbach stała się postrachem w Bundeslidze. Favre przychodził do klubu w lutym 2011 roku. Zespół był wtedy w tragicznym położeniu, tracił mnóstwo goli, na dwanaście kolejek przed końcem brakowało mu siedmiu punktów do miejsca barażowego. Jednak BMG wykaraskała się by kilka lat potem rywalizować z najlepszymi, co dało miejsce w TOP 4 ubiegłego sezonu. To właśnie za kadencji Favre’a przez klub przewinęli się tacy zawodnicy jak Dante, Ter Stegen, Reus, Kramer czy Kruse. Ci dwaj ostatni odeszli w ostatnim okienku transferowym, jednak reszta podstawowego składu została utrzymana. Nic więc nie wskazywało na tak tragiczny początek sezonu. A na rozkładzie w najbliższej przyszłości Wolfsburg, Juventus czy Manchester City. Przyszłość zespołu nie rysuje się w jasnych barwach, jednak z końcową oceną należy poczekać.

Gdzie w takim razie jest miejsce Borussii Mönchengladbach? Czy są w stanie walczyć o miejsca dające europejskie puchary, czy też po zeszłosezonowej euforii zostaną średniakiem Bundesligi?

Ostatnia kolejka nieco zburzyła wspaniały obraz BVB, a także fatalne oblicze gry BMG. M’Gladbach wygrało co prawda 4:2, ale czy to na dobre koniec kryzysu „Źrebaków”? Być może zadziałał efekt „nowej miotły” w postaci zmiany na ławce trenerskiej, być może piłkarze odblokują się na dobre. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale może być sygnałem lepszej jesieni.

Komentarze

komentarzy