Marek Jóźwiak: Johna van den Broma nie można tak szybko rozliczać

 

Gościem naszego cyklu „Łączy nas Ekstraklasa” był tym razem Marek Jóźwiak. Z byłym piłkarzem Legii Warszawa i reprezentacji Polski, a obecnie ekspertem Canal+ Sport porozmawialiśmy o szansach „Wojskowych” na mistrzostwo Polski, świetnym początku sezonu Wisły Płock, potencjale Rakowa Częstochowa oraz o tym, czy Lech Poznań ma już w tym sezonie najgorsze za sobą.

***

Awans do Ligi Konferencji i zwycięstwo nad Piastem Gliwice to są takie sygnały, które wskazują na to, że w Lechu zaczyna dziać się lepiej? Czy mimo wszystko od tych swoich problemów „Kolejorz” nie ucieknie tak szybko i będą one jeszcze powracać w rundzie jesiennej?

Mam nadzieję, że Lech od tych problemów zdoła uciec, bo byłoby to z korzyścią, nie tylko dla poznańskiego klubu, ale również dla polskiej piłki. Im więcej silniejszych drużyn w Ekstraklasie, do których Lecha zaliczam, tym lepiej dla całych rozgrywek. Trudno mi natomiast powiedzieć jak ostatecznie będzie wyglądała kadra „Kolejorza”. Wiele będzie zależeć od tego, jak szybko do gry wrócą kontuzjowani piłkarze. Mam tu na myśli przede wszystkim Bartosza Salamona, który był i nadal jest wiodącą postacią defensywy.

Ważne będzie też to, czy do formy wrócą Ishak i Amaral, bo jeśli oni odzyskają formę, to myślę, że Lech będzie w stanie grać na takim poziomie, jak w zeszłym roku. Sądzę, że w Poznaniu bardzo czekają również na wrześniową przerwę reprezentacyjną, żeby móc wtedy na spokojnie to wszystko skorygować. Teraz natomiast tego czasu na poprawianie błędów będzie mało, ponieważ jest Puchar Polski, jest Ekstraklasa, będzie Liga Konferencji Europy. „Kolejorza” czeka bardzo intensywny okres.

Na ile możemy mówić tutaj o problemach kadrowych, a na ile o nie najlepszych efektach pracy Johna van den Broma?

Myślę, że o efektach pracy szerzej będziemy mówić w grudniu, już po rundzie jesiennej. Na pewno Johna van den Broma nie można tak szybko rozliczać. Widać, że trener chciał bardzo szybko zmienić system gry na bardzo ofensywny, natomiast na razie się to po prostu nie udaje, ponieważ nie ma odpowiedniego balansu pomiędzy ofensywą i defensywą. Lech jest trochę słabszy w odbiorze piłki, słabszy w defensywie, więc łatwiej jest mu strzelić bramkę. Z drugiej strony „Kolejorzowi” coraz ciężej przychodzi zdobywanie goli. Myślę więc, że tutaj jest do wykonania sporo pracy, jeśli chodzi o fazę przejścia do ofensywy oraz wykańczanie akcji.

Ponadto, Amaral i Ishak, o czym już wspomniałem, są trochę pod formą. To co kiedyś wpadało, dzisiaj nie chce wpadać do bramki, natomiast to co „Kolejorz” był w stanie wybronić to była rok temu bardzo silna strona zespołu Macieja Skorży. Mimo wszystko widać już pewne symptomy poprawy gry, szczególnie u bocznych obrońców. Mam tu na myśli przede wszystkim Joela Pereirę, który zagrał ostatnio bardzo dobry mecz.

Z jednej strony mamy Lecha, który zapewnił sobie awans do fazy grupowej Ligi Konferencji, a z drugiej Rakowa, któremu do osiągnięcia tego celu trochę zabrakło. Czego konkretnie zabrakło? Doświadczenia, szczęścia, czy może Slavia to nadal rywal, który jest poza zasięgiem polskich klubów? 

Zabrakło skuteczności. Szczególnie u siebie. Pierwszy mecz powinien zakończyć się znacznie wyższym zwycięstwem i wtedy Rakowa mielibyśmy w fazie grupowej. Mówiąc o skuteczności mam tu również na myśli okazję Lopeza, okazję Wdowiaka, który nie trafił do pustej bramki. To są sytuacje, które na poziomie europejskich pucharów trzeba wykorzystywać. To co zadziałało w meczu ze Śląskiem, zawiodło w dwumeczu ze Slavią. Raków potrafi sobie stwarzać sytuacje, poprzez intensywność, kreatywność, dobrą organizację gry. W tych kluczowych momentach niekiedy brakuje tam jednak gościa, który w najważniejszych chwilach potrafi zdobyć bramkę i zamknąć spotkanie.

Biorąc pod uwagę to co Raków zaprezentował do tej pory, czy to właśnie częstochowianie są obecnie najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa?

Zobaczymy jak to będzie wyglądało w dalszej części sezonu. Kadra Rakowa jest bardzo wyrównana. Jest 14-15 zawodników, którzy grają na podobnym poziomie. Pamiętajmy jednak też jak wyglądały poprzednie sezony, gdzie Raków, kiedy musiał wygrywać, nie mógł do końca udźwignąć tego ciężaru. Mam nadzieję, że te dwa lata doświadczenia w Ekstraklasie i europejskich pucharach pozwolą w tym roku piłkarzom Marka Papszuna być groźnym konkurentem dla tych najpoważniejszych rywali. Mam nadzieję, że również w końcówce sezonu Raków będzie zespołem, który będzie potrafił wygrywać z zespołami, z którymi będzie po prostu musiał wygrać, by liczyć się w walce o mistrzostwo.

Legia ma za sobą udany początek sezonu. Czy to, że po raz pierwszy od wielu lat „Wojskowych” nie stawiano przed sezonem w roli murowanego faworyta do zdobycia mistrzostwa, może pomóc Warszawianom w spokojnej odbudowie?

Nie wiem kto mówił, że Legia nie jest w tym sezonie faworytem. Pamiętajmy, że Legia w każdym sezonie walczy o mistrzostwo Polski. Po tak trudnym sezonie myślę, że jakakolwiek poprawa w porównaniu do poprzedniej kampanii będzie „Wojskowym” zapisane na plus, natomiast nie oznacza to, że Legia nie będzie się liczyć w wyścigu o mistrzostwo czy europejskie puchary. Wydaje mi się, że co roku celem tej drużyny jest walka o europejskie puchary i że dołożone zostaną wszelkie starania, by w tym sezonie ten cel osiągnąć. Zimą może pojawić się szansa na kolejne wzmocnienia, które sprawią, że po mistrzostwach świata Legia wróci jeszcze mocniejsza i będzie w stanie powalczyć o trofea. Jeśli to wszystko nadal będzie rozwijać się tak jak na początku sezonu, to w drugiej części sezonu to Raków i Lech będą musiały gonić Legię, podczas gdy rok temu było odwrotnie.

Mówiąc o drużynach, które mogą powalczyć o końcowy sukces, nie można nie wspomnieć o Wiśle Płock. Czy „Nafciarze” są już na tyle poukładaną drużyną, by dobrą formę z pierwszych meczów utrzymać przez cały sezon? 

Myślę, że dobra forma Wisły to trochę taki powiew świeżości w Ekstraklasie. Pokazuje to, że cały czas mamy drużyny, które niespodziewanie są w stanie zagrozić najlepszym. Zespół z Płocka ma za sobą bardzo udany początek sezonu i oby kontynuowali to jak najdłużej, ponieważ zwiększy to rywalizację i pokaże innym drużynom, że przy odpowiedniej pracy, odpowiednich wzmocnieniach, odpowiednim prowadzeniu gry, można coś osiągnąć. Wisła póki co wykorzystuje trochę słabość innych zespołów, ale nie zmienia to faktu, że ta gra wygląda naprawdę dobrze, pod każdym względem. Zastanawiam się jeszcze jak na postawę defensywy wpłynie odejście Damiana Michalskiego, bo był to podstawowy środkowy obrońca. Teraz będziemy mieli okazję przekonać się czy zmiennicy będą w stanie unieść tę odpowiedzialność, która na nich spadnie.

Pozostając trochę w temacie Wisły Płock, gdzie mocne wejście do drużyny zaliczył Davo. Czy któryś z nowych nabytków klubów Ekstraklasy zrobił już na panu dobre pierwsze wrażenie?

Myślę, że wszystkim tym piłkarzom trzeba dać trochę czasu i moment na ocenę zawodników przyjdzie po zakończeniu rundy jesiennej. Na razie mamy za sobą siedem kolejek, kilku zawodników zdołało już się wyróżnić, tak jak właśnie Davo czy Nene z Jagiellonii. To są gracze, na których warto zwrócić uwagę, bo mają coś, co pozwala im wyróżniać się na tle pozostałych. Z taką ogólną oceną transferów jednak jeszcze bym poczekał.

Od początku tego sezonu układ tabeli zmienia się bardzo dynamicznie. Swój lepszy okres miała Cracovia, miała Stal, nadspodziewanie dobrze prezentuje się Radomiak. W kim według pana możemy upatrywać czarnego konia tych rozgrywek? 

Sądzę, że obecnie za czarnego konia uważać należy Wisłę Płock. To ten zespół chce i może być w stanie najwięcej namieszać. Cracovia jest bardzo niestabilna, podobnie Stal Mielec, która po kilku dobrych wynikach, zalicza kilka słabych. Wisła Płock, nawet pomimo ostatniej porażki, jest cały czas na fali wznoszącej i ich gra może się podobać. Myśle więc, że to jest zespół, który może w tym sezonie namieszać w czołówce.

Rozmawiał: Mateusz Mazur