Zmiany przez duże M – Młodzi wkraczają na Camp Nou

Kiedy Barcelona stała się wielka? Można by przyjąć za to kadencję Rijkaarda, zjednanie sobie szatni i wygranie Ligi Mistrzów w 2006 roku. To jednak nie był początek prawdziwej dominacji. Ta nastąpiła wraz w objęciem sterów przez Pepa Guardiolę. Rewolucyjny futbol, rywale ustawiający autobusy przed bramką w obawie przed blamażem – to wiemy wszyscy. Mimo absolutnej dominacji, od 2008 roku czegoś ciągle na Camp Nou brakowało.

Zastanawiacie się czego? Odpowiedź jest prosta – mocnej ławki. Pomijając preferencje Guardioli, w których nie było miejsca dla typowej „dziewiątki”, której braki były aż nadto widoczne, to właśnie brak konkurencji był sporym problemem. Można mówić „co z tego, jeśli pierwszy skład był najmocniejszy na świecie” – zgadza się, ale powszechnie mówi się, że drużyna jest tak silna, jak silna jest ławka. Szczęśliwie dla Guardioli, trafił on na okres eksplozji talentu Pique, Busquetsa, Messiego, a na wyższy poziom weszli również Iniesta czy Xavi.

Soccer - UEFA Champions League - Final - Barcelona v Manchester United - Stadio Olimpico

Patrząc jednak na ławkę z tamtego okresu, mówiąc delikatnie – szału nie było. Keita, Gudjohnsen, Bojan, Pinto, czy na siłę wciskani wychowankowie tacy jak Fontas, Jeffren, Cuenca. Niektórzy z nich mieli chwilowe przebłyski, ale nie ma co się oszukiwać, to nie byli zawodnicy klasy światowej, którzy wchodząc z ławki byli w stanie odmienić losy meczu. Wynik dalej zależny był od genialnego Messiego, walecznego Puyola i duetu Iniesta-Xavi, który być może swego czasu był najlepszym środkiem pola w historii piłki.

Przez lata ludzie to wypominali, a Barcelona jakby wbrew wszystkiemu dalej wygrywała co mogła, dokonując tylko kosmetycznych zmian w podstawowej jedenastce, kiedy było to konieczne. Odejście Valdesa, Puyola, Xaviego, Abidala, czy Henry’ego wymuszało transfery, jednak o wartościowych wzmocnieniach ławki kibice Barcy dalej mogli tylko pomarzyć. Tamten zespół był młody. Do tego 22-letni wtedy zawodnicy tacy jak Messi, Pique czy Pedro, wkroczyli na absolutnie najwyższy poziom. Do tego 21-letni Busquets, 25-letni Iniesta, brzmi to niesamowicie. Niestety czasu się nie oszuka, a w tym czasie jedynymi naprawdę młodymi i bardzo wartościowymi zawodnikami, którzy trafili na Camp Nou byli Neymar i ter Stegen. Patrząc na ławkę, byli to zawodnicy koło trzydziestki, albo młodzi i przeciętni, trzymani na ławce głównie z powodu bycia canteranos.

Bez nazwy-1
Sytuacja diametralnie zmieniła się tego lata. Klub kupił kilku młodych, perspektywicznych graczy, którzy już są znani i mogą pochwalić się sporym doświadczeniem. Taki obrót spraw powoduje, że Barcelona za kadencji Lucho wydała 232 miliony na ławkę, a „tylko” 111 milionów na pierwszy skład. Składają się na to Luis Suarez, ter Stegen i Rakitić, natomiast ławka to Alcacer, Cillessen, Gomes, Digne, Umtiti, Denis Suarez, Arda, Aleix, Douglas, Mathieu, Vermaelen oraz Bravo (ten ostatni już opuścił klub, sprowadzany był jako opcja zastępcza dla ter Stegena, stąd jego obecność tutaj).

Te nazwiska już jak najbardziej robią wrażenie, każda pozycja ma mocną obsadę i kontuzje graczy pierwszego składu nie będą już spędzać snu z powiek sympatykom Dumy Katalonii. Na bokach ataku śmiało grać może odzyskujący wielką formę Arda, Luis Suarez w końcu ma zmiennika na swoją pozycję, środek pola z perspektywą młodego-głodnego sukcesów Denisa Suareza i wielkich możliwości Andre Gomesa, również daje komfort w razie nieobecności np. Andresa Iniesty, czego przykład widzieliśmy w końcówce sierpnia. W obronie zwolnił miejsce wiekowy Adriano, którego miejsce zajął świetny Digne, a Bartrę, który nie cieszył się zaufaniem trenera, zastąpił Umtiti, kolejny z młodego utalentowanego pokolenia francuskiej piłki. Co ciekawe, Barcelona dzięki wzmocnieniom posiada obecnie najdroższą kadrę w swojej historii. Nie wpływa na to nawet fakt, że zamiast dopuszczalnej ilości 25 zawodników w kadrze, Blaugrana posiada obecnie 22.

 

kadra

Jednak nie to jest najlepsze. Najlepsze jest to, że prawie wszyscy pozyskani zawodnicy, to piłkarze bardzo młodzi. Nie ma już kupowania zawodników dobijających do trzydziestki, „bo i tak będą siedzieć na ławie”. Klub pozyskał piłkarzy maksymalnie 23-letnich (pomijając Cillessena), którzy w zamyśle dalej mają się rozwijać, a w przyszłości jak równy z równym walczyć o pierwszy skład. Stało się to w najlepszym możliwym momencie biorąc pod uwagę, że ci, którzy do tej pory grali pierwsze skrzypce, po prostu się starzeją. Przykro to mówić i ciężko uwierzyć, ale chyba najlepszy w historii rocznik Barcelony – ’87 – za rok będzie miał 30 lat. Iniesta jako 32-latek też będzie potrzebował kogoś, kto godnie go zastąpi, gdy ten będzie potrzebował krótkiego odpoczynku bez martwienia się, że jeszcze bardziej osiwieje na swojej jakże bujnej czuprynie.

Wydaje się zatem, że Barcelona zabezpieczyła się przed sytuacją, w jakiej nie tak dawno znalazł się Milan. Grali w nim wielcy zawodnicy, jednak kiedy mieli już ponad 30 lat nikt nie zainteresował się tym, by kupić naprawdę wartościowych zmienników. Weterani hurtowo zaczęli kończyć kariery, w szatni zabrakło ludzi, którzy byli by w stanie dalej pociągnąć tę lokomotywę. Efekty tego błędu obserwujemy już od kilku sezonów. Pokaż mi swoją ławkę, a powiem ci jak mocny masz zespół… Blaugrana przez lata skutecznie opierała się tej teorii, jednak może cieszyć, że działacze w końcu poszli po rozum do głowy i dali Lucho komfort, którego brak w poprzednim sezonie zmuszał trenera do stawiania na niemalże tą samą, żelazną jedenastkę. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że te bardzo przemyślane i wartościowe transfery nie okażą się niewypałami, a przekonamy się o tym już w najbliższych latach, a może nawet miesiącach.