Czwartek z kontry: Anelka ofiarą politycznej poprawności?

Nicolas Anelka faszystą czy kolejną ofiarą poprawności politycznej? Ze sponsorowania West Bromwich Albion wycofał się serwis internetowy Zoopla, a angielska federacja zastanawia się nad pięciomeczową dyskwalifikacją dla Anelki po tym, jak francuski napastnik… celebrując zdobycie bramki pozdrowił swojego znajomego komika i satyryka, który wymyślił „quenelle” – gest, o którym w świecie piłkarskim mówi się w ostatnich tygodniach bardzo dużo.

 

 

Oficjalnie gest nie jest faszystowski czy antyżydowski, potwierdzają to nawet eksperci z Komisji Przedstawicielskiej Instytutu Żydów we Francji. Nie przeszkadza to jednak angielskiej federacji nadinterpretować intencję komika Dieudonne M’Bali, autora gestu, jednocześnie będąc przekonanym, że wiedzą o nim więcej niż jego twórca. Poprawność polityczna weszła z buciorami w świat piłki nożnej i nie chcę z niego wyjść, przez nią ukarany został m.in. John Terry czy Luis Suarez.

 

Dowalić kilkumeczową dyskwalifikację pod pretekstem walki z rasizmem – brzmi pięknie, niestety w starciu ze zdrowym rozsądkiem jest bez szans. Czym różni się bowiem nazwanie kogoś „starą pier… piz…” od „starą czarną pier… piz…”?  Za pierwsze słowa w kierunku Manuela Pellegriniego szkoleniowiec Newcastle, Alan Pardew, dostał tylko ostrzeżenie; w drugim przypadku John Terry został odsunięty od czterech spotkań i musiał zapłacić niemałą grzywnę. Czy to, że w ferworze walki i przypływie emocji jedno wyzwisko więcej oznacza, że kapitan Chelsea jest rasistą? Ciekawe, co na to John Obli Mikel, Michael Essien, Ramirez, Ashley Cole czy Samuel Eto’o, czyli czarnoskórzy zawodnicy „The Blues” dzielący szatnię z legendą londyńskiego klubu.

 

Wykopać rasizm ze stadionów? Jak najbardziej! Rzucanie w stronę czarnoskórych piłkarzy bananami czy wydawanie małpich odgłosów przez trybuny powinno być bardzo surowo karane, ale dyskwalifikacje i grzywny za wyzwiska już niekoniecznie. Inna sprawa, że w ostatnim czasie piłkarze zrobili się bardzo przewrażliwieni na tym punkcie, każde – nawet najmniejsze – słowo rzucane z trybun jest wałkowane w ich głowie kilka razy. Pascal Chimbonda na przykład mówił, że słyszał ze strony swoich kibiców rasistowskie wyzwiska, chociaż… nie potwierdził to żaden z jego klubowych kolegów.

 

Podobnie zachowują się panowie szukający dziury w każdym zachowaniu, chociaż nie miałoby ono wiele wspólnego z antysemityzmem, faszyzmem czy rasizmem. Do słynnego sloganu UEFY „Let’s kick racism out of football” dorzuciłbym jeszcze poprawność polityczną. Nadgorliwość jest gorsza od – nomen omen – faszyzmu.

 

***

 

Mohamed Salah ma bardzo szeroki wykrok – Egipcjanin był już jedną nogą w Liverpoolu, ale w ostatniej chwili zdołał postawić drugą w Londynie, konretnie na Stamford Bridge. Prawie jak jego przyszły kolega klubowy Willian, z tym że Brazylijczyk potrafił jeszcze w międzyczasie zrobić sobie zdjęcie z koszulką Tottenhamu. Kibice „The Reds” mogą cytować kultową scenę z „Kilerów 2-óch” o tym, gdzie i jak lądował sobowtór Jurka Kilera, fani Chelsea powoli żegnać Juana Matę, którego z otwartymi rękami powitają u siebie sympatycy „Czerwonych Diabłów”, zaś kibice Legi… No cóż…

 

***

 

Nie dziwie się, że filmów o piłce nożnej jest tak mało lub że są wątpliwej jakości – futbol sam pisze najlepsze scenariusze. Dawid Janczyk odchodził z warszawskiej Legii jako bohater młodziezowego mundialu i wielka nadzieja polskiej piłki, a CSKA Moskwa płaciła za niego ogromną sumę 4.2 mln euro. Podczas siedmiu lat spędzonych w stolicy Rosji strzelił jedną bramkę, zaliczając po drodze wypożyczenia do Lokeren, Germinal Breeschot, Korony Kielce czy PFK Oleksandrii. W ostatnich czterech latach na listę strzelców wpisywał się… czterokrotnie. Statystyki jak na napatnika niepojęte, ale to nie przeszkadza Janczykowi i jego menedżerowi wygadywać coś o uwolnieniu się z moskiewskiego więzienia czy odbudowie formy. Napastnik daje sobie miesiąc na dojście do formy (jakby w ostatnim czasie miał go mało…), nie trzeba się bowiem przyglądać, że nadwaga nie jest mu obca.

 

To prawdopodobnie największy piłkarski upadek XXI wieku, do którego miana wydawałoby się aspirował Dariusz Dudka. Jeszcze w czerwcu 2012 roku wychodził w pierwszym składzie najważniejszego turnieju dla Polski w historii, a kilkanaście miesięcy później o jego transferze informuję na swojej stronie internetowej… futsalowa drużyna z drugiej ligi. Dudka wszystkiemu zaprzeczył, ale jego sytuacja i tak nie wygląda różowo. Jeśli Janczyk upadł z hukiem, to Dudka coraz bardziej słania się na nogach.

 

***

 

Semir Stilić wraca do polskiej Ekstraklasy, a konkretnie do Franciszka Smudy. Pomocnik z Bałkanów swego czasu przymierzany był do Bundesligi, na myśl o jego wyborze występowania w barwach Karpat Lwów niektórzy pukali się w czoło, jednak nawet w lidze ukraińskiej Bośniak nie dał sobie rady. Lepiej szło mu w Gaziantesporze, gdzie w ośmiu meczach zdobył cztery bramki i zaliczył jedną asystę, ale to nie jest wynik na miarę oczekiwań, jakie stawiano przed byłym pomocnikiem Lecha. W polskiej lidze z pewnością jednak znów będzie gwiazdą, której błysk wniesiony do drużyny „Białej Gwiazdy” będzie niezbędny, by myśleć o grze w europejskich pucharach.

 

***

 

Niby różnica pomiędzy Barceloną, Atletico i Realem Madryt wynosi zaledwie jeden punkt, co wskazywałoby na wyrównaną ligę, jednak obrazek po meczu Levante z Dumą Katalonii nie pozostawia złudzeń. Gospodarze, remisując (!) u siebie (!!) cieszyli się po końcowym gwizdku sędziego tak, jakby przed chwilą wygrali mistrzostwo świata lub każdy z piłkarzy za punkt wywalczony na swoim stadionie otrzymywał kilka milionów euro premii. Wpadka faworyta paradoksalnie pokazała największą słabość La Ligi.

 

W Premier League sytuacja się krystalizuję – o mistrzostwo, podobnie jak w Hiszpanii, walczą już tylko trzy drużyny, które dzielą w tabeli dwa oczka. Niezwykle interesująco zapowiada się bój o premiowaną grą w Lidze Mistrzów czwartą lokatę, który stoczy Liverpool, Everton, Tottenham i kolejny raz upokorzony – tym razem z Pucharze Ligi – Manchester United. David Moyes nie składa jednak broni, na Old Trafford melduję się Juan Mata. Swoją drogą, chyba każdy chciałby przechodzić z jednego wielkiego klubu do drugiego w takim stylu, jak Hiszpan – bez nienawiści, bez spalonych mostów, z sympatią i wyrazami szacunku kibiców byłej drużyny, którzy życzą mu wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Chociaż ta droga nie jest – delikatnie mówiąc – dla fanów „The Blues” drogą ulubioną.

 

Tylko spaść nie ma kto. Różnica pomiędzy dziesiątą w tabeli Aston Villą, a czerwoną latarnią ligi z Cardiff to zaledwie sześć punktów. Dwa mecze – w angielskiej lidze to niekiedy zaledwie cztery dni. Najciekawszy sezon od kilku lat trwa w najlepsze.

 

/Bartek Stańdo/