Blaski i cienie 17. kolejki Ekstraklasy

Jak po każdej kolejce Ekstraklasy, wybraliśmy tych, którzy przez najbliższy tydzień mogą mienić się panami piłkarzami i tych, którzy za swoją postawę powinni jak najszybciej udać się na nabożeństwo pokutne.

(+) Generał brygady Pavol Stano

Pavol Stano jest postawnym, aczkolwiek już 37-letnim mężczyzną. Bądźmy szczerzy – w tym wieku może już coś boleć, może się nie chcieć, można być najzwyczajniej w świecie niezdolnym to największego wysiłku. Słowak swoją grą w sobotnie popołudnie zaprzeczył temu w sposób zdecydowany i udowodnił, że wielozadaniowość jest jednym z jego największych atutów. Nie dość, że trafił głową do bramki Mateusza Bąka, to w defensywie był absolutnym hegemonem, niepozwalającym rywalom praktycznie na nic. Wygrał niesamowitą liczbę pojedynków główkowych i jesteśmy w stanie przychylić się do sugestii komentatorów spotkania, którzy zaproponowali, aby wcielić Stano do Słowackich Sił Powietrznych. Póki co, wysoki obrońca prezentuje się lepiej niż większość stoperów naszej ligi, dlatego z obraniem nowej ścieżki kariery radzilibyśmy się jeszcze wstrzymać. Dariuszowi Pietrasiakowi nie wypadało od niego zbytnio odstawać, więc też zagrał co najmniej przyzwoite zawody.

(+) Grzegorz Bonin – skrzydłowy

Trener Szatałow zrozumiał, że ma w swoich szeregach zawodnika, który robi różnicę na skrzydle, a jego wystawianie w środku pola nie przynosi oczekiwanych korzyści. Grzegorz Bonin znów biegał bliżej linii bocznej i trzeba przyznać, iż robił to tak samo dobrze, jak zdarzało mu się to na początku trwających rozgrywek. Konfiguracja z byłym zawodnikiem Górnika Zabrze i Korony Kielce jako bocznym pomocnikiem i Cernychem na szpicy daje zdecydowanie najlepsze efekty. Dwóch asyst, jakie zaliczył nie można nazwać przypadkowymi, bowiem zarówno dośrodkowanie na głowę Mierzejewskiego, jak i cała akcja przy bramce Litwina, znamionowały dużą klasę jednokrotnego reprezentanta Polski. Nie można nie zauważyć, że w końcówce miał już pewne problemy kondycyjne i zaczął grać bardzo nonszalancko, ale jego wkład w zwycięstwo Górnika Łęczna był tego dnia fundamentalny.

(+) Bezlitosny Hamalainen

Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że po tym, co zaprezentował Fin w meczu z Górnikiem Zabrze, spotkanie z Wisłą w Krakowie rozpocznie jako napastnik. Kolejny raz na pozycji najbardziej wysuniętego gracza zawiódł Zaur Sadajew, któremu bliżej było do przedwczesnego zejścia do szatni, niż do zdobycia gola dla Lecha. W strzelaniu bramek musiał zastąpić go Hamalainen i nie wyglądało na to, żeby sprawiało mu to jakąkolwiek trudność. Z łatwością wykończył perfekcyjne dośrodkowanie Lovrencsicsa, a kilkanaście minut później zaliczył przypadkową asystę przy trafieniu Szymona Pawłowskiego. W Polsce w końcu zrobiło się zimno i być może taka aura wpłynie korzystnie na Hamalainena. W najbliższą niedzielę dojdzie jednak do poważnej weryfikacji jego umiejętności, bo z całym szacunkiem dla Dominika Sadzawickiego, ale klasą jeszcze nie dorównuje Arkadiuszowi Głowackiemu, a to właśnie z nim przyjdzie się zmierzyć sympatycznemu Finowi.

Niestety, jak zwykle trudniejszym zadaniem było wyłonienie tylko trójki parodystów, których popisy musieli oglądać zmarznięci kibice.

(-) Bezjajeczna Lechia Gdańsk

Bezapelacyjne miejsce pierwsze dla zbieraniny kopaczy z Gdańska. Trener Brzęczek może mieć wątpliwości, czy nie wsadził się na minę, podejmując się pracy z tą grupą zawodników. Jeśli nie był to z jego strony błąd, to na dzień dzisiejszy jest to, co najmniej wątpliwa przyjemność. Patrząc na personalia, gdańszczanie grający z przewagą jednego zawodnika przez 60 minut, powinni zaaplikować Podbeskidziu kilka bramek i czekać na gońca z Bielska w sprawie omówienia warunków kapitulacji.  W momencie, gdy z boiska wyleciał Frank Adu Kwame, Lechiści pomyśleli chyba, że mecz sam się wygra. Oprócz starającego się Makuszewskiego, aktywnego Colaka i solidnego Janickiego nie ma w tej drużynie piłkarzy z jajami. Nad grą ,,galaktycznego” tercetu Vranjes-Borysiuk-Łukasik, wypada spuścić zasłonę milczenia i trudno oprzeć się wrażeniu, że był to jawny sabotaż. Kto pomyślał przed sezonem, że teoretycznie najsilniejszą formację ,,Biało-Zielonych” będziemy uważać za piątą kolumnę, niech pierwszy rzuci kamień.

(-) Marcin Malinowski tym razem antybohaterem

Jeszcze tydzień temu wyrażał szczere zdziwienie przed kamerami, na wieść o tym, że został wybrany graczem meczu ze Śląskiem Wrocław. Wtedy Marcina Malinowskiego mogliśmy nazywać profesorem, bo przy Cichej był praktycznie bezbłędny. Okazuje się, że nic w przyrodzie nie ginie i w Łęcznej 39-letni zawodnik popełnił tyle pomyłek, że śmiało można by nimi obdzielić nawet trzy pełne spotkania. Grzegorz Bonin i Fedor Cernych ogrywali go niemiłosiernie, w efekcie czego padały bramki dla Górnika. W Chorzowie mówi się o tym, że zostanie mu złożona oferta przedłużenia kontraktu, jednak na miejscu samego zawodnika zastanowilibyśmy się, czy nie jest to dobry moment na to, by z godnością pożegnać się z zieloną murawą. W tym tygodniu Malinowski zdecydowanie zasłużył na krytykę, ale znając realia naszej Ekstraklasy, wcale się nie zdziwimy, jeśli doświadczony zawodnik już w najbliższy weekend, znów zaprezentuje swój najwyższy poziom.

(-) Panikarz z Krakowa – Adam Marciniak

Blondwłosy obrońca Cracovii już doskonale wie, co czuł kilka tygodni temu Christoph Kramer. Oczywiście lobik reprezentanta Niemiec w spotkaniu z Borussią Dortmund był o wiele bardziej spektakularny, ale zagranie Adama Marciniaka też niczego sobie. Szkoda tylko, że obu panom pomyliły się bramki, do których powinni trafiać i zamiast peanów śpiewanych na ich cześć, musieli usłyszeć koncert szyderstw. Można mieć gęsią skórkę na myśl o tym, że na początku swojej kadencji Marciniak był próbowany na lewej obronie w reprezentacji Polski. Sam piłkarz nie poprawił swojego wizerunku pomeczową wypowiedzią na temat samobójczego trafienia: Źle się zachowałem, straciłem Michała Żyrę z oczu, myślałem, że odpuścił, ale gdzieś wyskoczył zza pleców. Nie wiem, co zrobiłem. Przyznacie, że takie tłumaczenie nie przystoi, miejmy nadzieję, że byłemu już reprezentantowi Polski.

 

17. kolejka obfitowała tylko w 13 goli, ale kilka z nich było całkiem ładnych:

Obrońca Śląska nie daje żadnych szans Janukiewiczowi, strzelając swoją premierową bramkę w Ekstraklasie:

Paweł Zieliński (Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 1:1)

http://ekstraklasa.tv/bramki/slask-pogon-1-1-zielinski-doprowadza-do-remisu/m4qws

Fin perfekcyjnie wykańcza doskonałe dośrodkowanie Lovrencsicsa:

Kasper Hamalainen (Lech Poznań – Górnik Zabrze 3:0)

http://ekstraklasa.tv/bramki/lech-gornik-z-1-0-hamalainen-wykorzystuje-swietna-wrzutke-lovrencsicsa/kb27w

Defensor Górnika Łęczna, który w przeszłości był napastnikiem, udowadnia, że nadal ma instynkt strzelecki:

Łukasz Mierzejewski (Górnik Łęczna – Ruch Chorzów 3:0)

http://ekstraklasa.tv/bramki/gornik-l-ruch-1-0-bramka-mierzejewskiego/rgqq5

 

Kuriozalnych zagrań w naszej Ekstraklasie nigdy nie brakowało i ostatnia kolejka nie była pod tym względem wyjątkiem.

Adam Marciniak w ostatniej chwili uniemożliwia Michałowi Żyrze zdobycie gola:

http://ekstraklasa.tv/bramki/legia-cracovia-1-0-samobojcze-trafienie-marciniaka/63lhm

Przemysław Trytko znajduje Arkadiusza Malarza na linii bramkowej:

http://ekstraklasa.tv/bramki/korona-pge-gks-0-0-trytko-nie-wykorzystuje-setki/l20kf

Frank Adu Kwame zapomina, że ma żółtą kartkę:

http://ekstraklasa.tv/bramki/podbeskidzie-lechia-0-0-adu-kwame-wylatuje-z-boiska/6mnyd