Nowy wymiar komentarza. Duet Borek–Hajto przyćmił występ Polaków

Po obejrzeniu dziesiątek meczów współkomentowanych przez Tomasza Hajtę już wiemy, czego się po nim spodziewać. Barwne porównania czy boiskowe rady to tylko ułamek repertuaru byłego obrońcy reprezentacji Polski. Jest to jak najbardziej oryginalne i jednym się podoba, ale innych męczy. W każdym spotkaniu poziom komentarza stara się ratować Mateusz Borek, lecz czasami to za mało. Dziś Tomasz Hajto pobił wszelkie wcześniej ustanowione przez siebie rekordy. 

Jak powszechnie wiadomo, Hajto to były obrońca nie tylko reprezentacji, ale i chociażby Schalke 04 Gelsenkirchen. Doświadczenia piłkarskiego nie sposób mu odmówić, co pozwala z łatwością i dokładnością oceniać boiskowe sytuacje, wszak Hajto pełni funkcję eksperta. Można lubić jego komentarz lub nie, ale jedno jest pewne: nie można być obojętnym.

W każdym ostatnio komentowanym spotkaniu Tomasz Hajto udziela biegającym po boisku piłkarzom rad, a wszystko zaczęło się od instruowania Kamila Grosickiego i sławnego już „No wejdź w to pole karne, pokiwaj”. Dziś nie było inaczej.

Oczywiście na początku spotkania komentatorzy wyłącznie chwalili, znów przecież rozpoczęliśmy dobrze. Tomasz Hajto nie mógł się nachwalić umiejętności Dawida Kownackiego, który asystował przy bramce Monety.

Z każdą minutą i bramkami Szwedów entuzjazm gasł nie tylko na trybunach i przed telewizorami, ale i na stanowiskach komentatorskich. I Mateusz Borek, i Tomasz Hajto coraz częściej krytykowali piłkarzy. Ten pierwszy jednak nie mógł konkurować ze swoim współkomentatorem, który oprócz porad dokładał agresywny ton i sprawiał wrażenie, jakby za chwilę miał rzucić słuchawki i przejąć rolę Marcina Dorny, albo i któregoś z piłkarzy.

Znów mocno przeciętne spotkanie rozegrał Paweł Dawidowicz. Owszem, słowa krytyki były jak najbardziej uzasadnione, ale redaktor Hajto z każdą minutą w swoich osądach brnął coraz dalej.

Jedni temu przyklaskiwali, zgadzając się ze słowami Hajty, inni uważali za wyraz nieprofesjonalizmu.

Czy granica dobrego smaku została przekroczona?

Do podobnego wniosku chyba doszedł sam Hajto, bo w końcowych fragmentach oszczędzał słów tak zdecydowanej krytyki. W innej części meczu znów miał jednak problem z nazwiskami. Najpierw młody „szwedzki” piłkarz stał się byłym polskim piłkarzem.

A potem boczny obrońca reprezentacji Polski… doktorem dorosłej kadry.

Pod koniec spotkania Hajto znów miał powód do pochwalenia Dawida Kownackiego.

To spotkanie, pomijając walory czysto piłkarskie, to chyba największa dotąd kopalnia cytatów komentatora Hajty. Nie było jeszcze meczu, żeby Tomasz Hajto był aż tak ożywiony, tak pobudzony, żeby „dawał” piłkarzom tak dużo wskazówek. W tytule piszemy o duecie, bo choć Mateusz Borek komentował na stałym swoim poziomie, to odegrał sporą rolę, uspokajając zapędy współkomentatora. A główny bohater, no cóż. Znów dał piłkarskiej Polsce powody do wypominania meczu z Portugalią na mundialu 2002, nieudanej przygody trenerskiej czy…

 

forBET – Zarejestruj się z kodem EURO21, wpłać 100zł, a na Twoim koncie pojawi się 250zł!