Chapecoense najbardziej pechowym klubem świata? Tym razem kara eliminująca z Libertadores

(Foto: Cahê Mota / GloboEsporte.com)

Na przełomie listopada i grudnia wydarzyła się jedna z największych współczesnych katastrof lotniczych z jego udziałem, która wstrząsnęła całym światem i niemal zniszczyła cały klub. Chapecoense potrzebowało kilku miesięcy na odbudowę i minionej nocy mogło w swoim debiucie awansować do 1/8 finału Copa Libertadores. Tymczasem kilkanaście godzin przed decydującym meczem z wenezuelską Zulią okazało się, że zagra jedynie o… trzecie miejsce w grupie, po tym jak CONMEBOL ukarał go walkowerem za mecz z argentyńskim Lanus. 

Wszystko dotyczyło występu nieuprawnionego zawodnika w Buenos Aires – Luiza Otavio. Pech chciał, że cała sytuacja miała miejsce w drugim meczu, który wygrało, a nie na przykład w pierwszym, który padł łupem „El Granate”. I w ten sposób, zamiast siedmiu punktów, przed ostatnią kolejką Chapecoense miało na swoim koncie ledwie cztery oczka, czym zakończyło walkę w Libertadores na rzecz Lanus i Nacionalu Montevideo. Niezadowolenie może być tym większe, iż w ostatniej kolejce czekał go mecz z Zulią, a pokonanie wenezuelskiego klubu, u siebie, nie byłoby wielkim problemem i dawałoby pewny awans do najlepszej szesnastki w Ameryce Południowej.

Luiz Otavio czerwoną kartkę dostał w meczu z Nacionalem Montevideo. W klubie wydawało się, że skoro to rozgrywki pod egidą CONMEBOL, to również inny turniej prowadzony przez południowoamerykańską konfederację będzie zaliczony na poczet kary i dlatego nie wystąpił w rewanżowym meczu o Recopa Sudamericana przeciwko Atletico Nacional. Jak się jednak okazało, kara nie obejmowała jednego, lecz trzy mecze, choć jak zobaczymy na poniższym wideo, cała sytuacja wydaje się więcej niż wątpliwa.

Tyle że pojawia się kłopot, bo adwokat reprezentujący Chapecoense, Mario Bittencourt, przyznał, że owszem, CONMEBOL wysłał do klubu informację o karze, ale do nieodpowiedniej osoby. Wszystko gdzieś utknęło i ostatecznie pozwolono zagrać środkowemu obrońcy w meczu z Lanus. Gdyby chodziło o kilkuminutowy występ, to może jakoś udałoby się wykręcić, znając latynoskie standardy, ale tu chodzi o pełne 90 minut gry oraz… gola na wagę trzech punktów. Trzech punktów, które ostatecznie trafiły do klubu z Argentyny. I w ten sposób zamiast walki o awans w ostatniej kolejce pozostała gra o trzecie miejsce, które gwarantuje dalszą grę w Copa Sudamericana, który można, analogicznie do Ligi Europy, nazwać pucharem pocieszenia, choć po takiej historii z Luizem Otavio trudno mówić o jakimkolwiek pocieszeniu, a jedynie o fatum ciążącym nad klubem ze stanu Santa Catarina.

Fortuna: Odbierz 110 zł na zakład bez ryzyka + do 400 zł bonusu!