Czwartek z kontry: Zaczynamy!

Zacznijmy od pytania fundamentalnego: dlaczego akurat czwartek? Ten termin wydaje się być na takie wywody idealnym – tuż po Lidze Mistrzów, przed rozgrywkami ligowymi. Dla mnie czwartek to piłkarski koniec tygodnia, czas na chwilę odpoczynku przed weekendowym maratonem z Ekstraklasą i najlepszymi europejskimi ligami. Liga Europy? Od dawna te rozgrywki przestały mnie rajcować, uważam je za kompletnie bezsensowne i niepotrzebne. Może gdyby w Lidze Mistrzów – jak sama nazwa wskazuje – graliby mistrzowie krajów, to biedniejsza siostra Champions League nie byłaby taka zła? W obecnej formule europejskich pucharów nie ma racji bytu, przynajmniej nie w moim piłkarskim życiu.

Także poważni piłkarze traktują te rozgrywki jak piąte koło u wozu. Na przykład Arjen Robben nie może sobie wyobrazić występów w Lidze Europy: – To najgorsze, co mogłoby się stać. Myślę, że już lepiej nie grać w niej wcale. Nawet wygranie Ligi Europy nic dla mnie nie znaczy – powiedział kiedyś „Bildowi” skrzydłowy Bayernu Monachium.

Zastanówmy się, w jakim celu rozgrywane są mistrzostwa świata, Europy czy Polski? Nie ma tu żadnego haczyka, odpowiedź jest banalnie prosta: po to, by wyłonić najlepszego na świecie, w Europie i w Polsce. Na pytanie o sens Ligi Europy odpowiedzieć niestety nie potrafię, w przyznawaniu tego trofeum jest tyle samo logiki, ile w nagradzaniu np. szóstego miejsca w Ekstraklasie. Niby fajnie, niby dali puchar, mamy medale, tak naprawdę się cieszymy, ale… z czego? Nawet fajna oprawa, większość meczów w TV, sztuczne podnoszenie prestiżu spotkań i hymn nie zmienią tego, że to rywalizacja o 33. miejsce w Europie.

* * *

Uff…. Wreszcie! Też cieszycie się, że to koniec przerwy na mecze międzynarodowe? Odkąd zmienili system rozgrywania spotkań z sobota-środa na piątek-wtorek nienawidzę reprezentacyjnej przerwy. Weekend bez dobrego meczu wydaje się taki smutny, nudny. Błąkam się po domu, ciągle czuję, że coś jest nie tak, że czegoś tu brakuje. No i jeszcze te nasze Orły…

Po meczach ze Słowacją i Irlandią nie dowiedziałem się niczego nowego. Lewandowski schodząc do środka i szukając piłki sprawia, że nie ma NIKOGO w polu karnym, a jeśli już ustawia się przy stoperach – nie dostaje żadnych piłek. I jak tu od niego wymagać cudów? Podobnie jak w poprzednich meczach grę szarpał Błaszczykowski, który dwoił się i troił, ale żaden z pomocników nie kwapił się do tego, by mu pomóc. Nie zawiedli bramkarze, obrona znów zagrała fatalnie. To było stracone 180 minut, szczególnie dla kibiców, którzy wydali niemałe pieniądze na bilet, a zobaczyli… No właśnie, co zobaczyli?

Selekcję negatywną selekcjonera Nawałki. Mam wrażenie, że woleliby zobaczyć zwycięstwo zapewnione przez najlepszych piłkarzy w kraju, a nie sprawdzanie dla którego ligowego przeciętniaka kadra to za wysokie progi. Jedni nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, kim jest Nawałka i jego wybrańcy – trudno im się dziwić, przyszli po prostu obejrzeć wygraną reprezentacji. Pozostali znają zawodników pokroju Pazdana, Mączyńskiego, Kosznika, Olkowskiego, Jodłowca, Celebana, Brzyskiego, Ćwieląga czy Jędrzejczyka, bo męczą się z nimi w każdej kolejce Ekstraklasy. Katowanie ich popisami zawodników z tej półki także w meczu kadry było całkowicie niepotrzebne.

* * *

Ronaldo – Ibrahimović 4:2. Przyszły zdobywca Złotej Piłki pokonał największego nieobecnego przyszłorocznego mundialu. Chociaż szwedzki napastnik w swoim stylu przesadza mówiąc, że mundial bez niego nie jest nic wart, to z pewnością dużo straci na jakości. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby dane było snajperowi PSG zagrać na brazylijskich stadionach, to mógłby dorzucić coś do tej pokaźnej kolekcji:

[sz-youtube url=”http://www.youtube.com/watch?v=gc9ktJ3JHXA” /]

Mundial będzie uboższy.

* * *

Reprezentacja do lat 21 pokonała Grecję 3:1. Popatrzyłem na skład, jaki oddelegował na to spotkanie Marcin Dorna i wniosek mógł być jeden: ta drużyna rozniosłaby ekipę Nawałki bez problemu.

* * *

Głośno jest o Obraniaku, który odmówił selekcjonerowi Adamowi Nawałce przyjazdu na zgrupowanie. Nie wiem, dlaczego po wielkiej, choć zasłużonej, nagonce na zawodnika Bordeaux wszyscy zaczęli widzieć w nim zbawcę reprezentacji Polski. Na szczęście Obraniak po raz drugi pokazał Polsce środkowy palec, demaskując swoje prawdziwe zamiary: wybicie się na kraju, który organizował Mistrzostwa Europy 2012, wykorzystanie występów w jego barwach do negocjacji kontraktowych i rozwoju kariery. Temu farbowanemu lisowi nie chciało się uczyć „ojczystego” języka, podczas meczów głównie człapał, a po Euro skorzystał z pierwszej lepszej okazji (ławka z Ukrainą), by się obrazić i oświadczyć, że on już w tej drużynie występował nie będzie. Przypomniał sobie o naszym kraju – podobnie jak jego koledzy z nory – gdy pewne było, że w ekipie „Trójkolorowych” nie ma czego szukać. Ciekawe, czy dopiero wtedy, jak Platini wyciągnął kartkę z napisem „Poland and Ukraine”?

Tacy jak on nie będą umierać za biało-czerwone barwy, a dla takich miejsca w reprezentacji Polski być nie może. Szanujmy się…

* * *

Przed nimi dwa najważniejsze mecze w tym sezonie, do których przystąpią bez czterech podstawowych obrońców i najlepszego środkowego pomocnika. Nie chciałbym być teraz w skórze kibiców Borussi Dortmund, która z Bayernem i Napoli zagra bez Piszczka, Suboticia, Gundogana, Schmelzera i Hummelsa. Dwaj ostatni kontuzji nabawili się w meczu reprezentacji Niemiec, tuż przed decydującymi zmaganiami w Bundeslidze i Lidze Mistrzów. Jeśli klub z Dortmundu wytrzyma najbliższe dni, może być nie do zatrzymania. Jeśli powinie im się noga, mogą spisać sezon na straty: siedem punktów przewagi fenomenalnego Bayernu w lidze i koniec przygody z Champions League zakończy żółto-czarnym sezon już w listopadzie.

Hans-Joachim Watzke mówi, że nie pamięta, by ten zespół znalazł się w tak dramatycznym położeniu. Klub z Signal Iduna Park musiał ściągać bezrobotnego Manuela Friedricha, na bokach obrony zagrają z pewnością nominalni boczni pomocnicy, ale… W takich meczach kształtuje się charakter drużyny i wbrew pozorom można zdziałać dużo. Presja i oczekiwania zmalały do minimum, a 80 000 fantastycznych kibiców spróbuje ponieść zawodników BVB. Szanse niewielkie, ale cuda się zdarzają. Szczególnie w takich meczach.

* * *

Na koniec coś fajnego: klubowa piłka wraca i to w jakim stylu! Sobotę zaczynają derby Merseyside, gdzie Everton podejmie na własnym boisku Liverpool, później lider Arsenal zmierzy się z rewelacyjnym Southampton, które zajmuje trzecie miejsce w lidze. Na Emirates czeka nas więc bezpośredni pojedynek bramkarzy rywalizujących o reprezentacyjną bluzę z numerem jeden, Szczęsnego i Boruca. Na deser wspomniane starcie Borussi Dortmund z Bayernem Monachium. Zwieńczeniem fantastycznej kolejki Premier League będzie mecz Manchesteru City z Tottenhamem, wieczorem derby Sevilli, a przecież we wtorek rusza Liga Mistrzów… Stay tuned!

/Bartek Stańdo/