Filmowe podsumowanie Premier League cz. 3

Oto ostatnia część naszego filmowego podsumowania Premier League (część druga tutaj). Poza najlepszymi pięcioma drużynami, opisaliśmy również króla strzelców, najlepszego zawodnika i największe odkrycie sezonu. Zapraszamy:

Tottenham HotspurPiąty element

Kibicowanie Tottenhamowi od paru ładnych sezonów jest prawdziwą udręką. A to zabraknie dwóch punktów do czwartego miejsca, a to Drogba strzeli w 88. minucie bramkę w finale Ligi Mistrzów, która pozbawi „Koguty” udziału w tychże rozgrywkach, a to ulubieniec kibiców Gareth Bale odchodzi do Realu Madryt, co pozwala Arsenalowi na kupno Mesuta Ozila i tak nakręca się cała spirala, która prowadzi do nieszczęścia. Na dodatek, od kilku już sezonów możemy zaobserwować wyraźną tendencję uwielbienia Tottenhamu do piątego miejsca, które jest chyba najgorszym z możliwych (poza oczywiście miejscami dającymi spadek) w Premier League. Zastanawialiśmy się, czy nie nawiązać do kapitalnej produkcji Franka Darabonta i powiedzieć o Kogutach „Skazani na Ligę Europy”, ale ostatecznie wybraliśmy film Luca Bessona. Tottenham zaliczył kolejny kiepski sezon, który charakteryzował się katastrofalnymi błędami w obronie, doprowadzającymi do szału kibiców na White Hart Lane. Wystarczy powiedzieć, że piłkarze Pochettino mieli gorsze wyniki w defensywie od 16-go w tabeli Sunderlandu czy też od spadkowicza Hull City. Z taką obroną nie ma co liczyć na awans do Ligi Mistrzów i z pewnością to właśnie na ten aspekt powinien zwrócić uwagę Argentyńczyk. Całe szczęście, że szefostwo Tottenhamu przejrzało na oczy i w końcu drużynę zaczęli wzmacniać ci, którzy faktycznie są potrzebni – nie kupuje się w końcu kolejnych niesprawdzonych środkowych pomocników z Francji, tylko inwestuje się w obronę. Tym sposobem do drużyny przyszli już Kieran Trippier oraz Kevin Wimmer, a bliski podpisania kontraktu z Kogutami jest Toby Alderweireld. W tym sezonie na szczególne wyróżnienie zasługują przede wszystkim Harry Kane i Hugo Lloris. Pierwszy okazał się całkowitym objawieniem. Strzelał bramki jak na zawołanie, a przede wszystkim zapewnił zwycięstwo nad odwiecznym rywalem „The Spurs” – Arsenalem. Dwie bramki wychowanka Tottenhamu dały kapitalny tryumf nad „Kanonierami”, który był jednym z niewielu pozytywów tego fatalnego sezonu. Ależ zdziwić się musiał ten kibic Arsenalu:


Kane dał też mnóstwo radości fanom 1 stycznia, kiedy to Tottenham niespodziewanie pokonał Chelsea aż 5:3 i to po fantastycznym meczu. Pozostaje pytanie: czy to była świetna forma „Kogutów”, czy też piłkarze Mourinho byli na przysłowiowym kacu. Lloris natomiast nie raz, nie dwa ratował swoją drużynę przed utratą bramki i ciężko się dziwić, że teraz jest rozchwytywany przez największe europejskie kluby. Wyróżniał się też Christian Eriksen, który dał Tottenhamowi mnóstwo punktów swoimi bramkami w ostatnich minutach meczów. Duńczyk miał jednak bardzo przeciętną końcówkę sezonu i Pochettino liczy na poprawę filigranowego rozgrywającego w następnym sezonie. Piłkarsko rozwinęli się też tacy piłkarze jak Danny Rose, który popełniał już dużo mniej błędów i strzelił nawet więcej bramek niż Soldado i Adebayor, którzy są praktycznie na wylocie z klubu. Imponował Nabil Bentaleb, który ma potencjał na jednego z lepszych defensywnych pomocników w Premier League. Przebłyski dobrej gry miewali Jan Vertonghen i Eric Dier, jednak czasami popełniali tak dziecinne i rażące błędy, że ciężko uznać ich za filary drużyny. Na korzyść Diera działa jego wiek. Jest dobrze zapowiadającym się środkowym obrońcą. Obudził się natomiast Nacer Chadli. Po średnio udanym pierwszym sezonie, w drugim strzelił 11 bramek i akurat do jego postawy nie można mieć większych zastrzeżeń. Podsumowując, nad Tottenhamem ciąży jakieś fatum piątego miejsca. Wydaje się też, że Pochettino podjął się walki na zbyt wielu frontach. Długa przygoda z Pucharem Ligi, brutalnie zakończona na Wembley przez Chelsea, a także niepotrzebny angaż w Ligę Europy spowodowały spore przemęczenie zespołu. Warto wspomnieć, że Tottenham zagrał w tym sezonie ponad 50 spotkań, a skład na część z nich wyglądał tak:

10945621_10206106971062056_7559871139415950038_n

W tym okienku transferowym ma dojść do sporej czystki w klubie i jeżeli przeprowadzi się rozważne transfery i uporządkuje grę w obronie, może w końcu uda się namieszać w górze tabeli.

Manchester UnitedNowa nadzieja

Drużyna „Red Devils” zanotowała spory progres. Udało się uniknąć kompromitacji z sezonu poprzedniego, w którym gracze z Old Trafford nie potrafili walczyć nawet awansu do Ligi Europy. W tym roku „Czerwone Diabły” zagrają w eliminacjach i ogólnie mogą tę kampanię uznać za udaną. Był to tak naprawdę zapoznawczy sezon z drużyną Louisa van Gaala. United mieli przebłyski całkiem obiecującej gry, ale zaliczyli również kilka wpadek – największa przytrafiła się w Pucharze Ligi, gdzie Manchester uległ 4:0 występującemu wtedy w League One MK Dons (teraz drużyna awansowała do Championship). Czerwona część Manchesteru mogła się cieszyć dobrymi wynikami z odwiecznym rywalem – Liverpoolem. 3:0 u siebie oraz 2:1 na wyjeździe dały pozytywny zastrzyk energii. Manchester z tego sezonu zapamiętamy z głośnych transferów – zapłacono niezwykle wysokie kwoty za takich piłkarzy jak Angel di Maria, Ander Herrera oraz Luke Shaw. Ściągnięto także Marcosa Rojo oraz Daley’a Blinda. Łącznie za tych piłkarzy zapłacono 146 milionów funtów (sic!), co okazało się niekoniecznie dobrym interesem. O ile mógł podobać się Ander Herrera, który był ważnym elementem środkowej strefy boiska, to transfery Shawa, Rojo oraz di Marii okazały się nie do końca udane. O ile można jeszcze bronić liczbami byłego gracza Realu Madryt, to jednak stosunek cena-jakość niekoniecznie wychodzi na korzyść „Diabłów”. Shaw natomiast większość czasu spędzał w gabinetach lekarzy. Manchester United potrafił zagrać kapitalnie i skutecznie, ale zaliczał też legendarne wpadki, jak chociażby porażka z Leicester 3:5. Prawdziwą zmorą dla van Gaala jest też drużyna „Łabędzi”, która dwukrotnie okazywała się katem Manchesteru. Prawdziwą wpadką Manchesteru był kolumbijski napastnik Radamel Falcao. „El Tigre” miał być wielkim wzmocnieniem, a okazał się totalną klapą. Jako pozytyw można uznać fakt, że było to tylko wypożyczenie. Jasnych punktów było kilka. Przede wszystkim kapitalny David de Gea, który wyrósł na cel transferowy numer jeden Realu Madryt. Jego kapitalne interwencje pozwoliły obronić Manchesterowi bardzo dużo punktów. Przede wszystkim podobały się jego mecze z Liverpoolem oraz Manchesterem City. Oto kilka dobrych interwencji de Gei:


Można pochwalić holenderskiego szkoleniowca za renesans Marouane’a Fellainiego, który zaczął wreszcie przypominać tego Fellainiego z Evertonu. Bardzo dobry sezon Belga, kilka ważnych bramek i wreszcie taka dyspozycja, jakiej oczekiwaliby kibice United. Do pozytywów można zaliczyć także dyspozycję Juana Maty, który również nawiązywał swoją formą do tej prezentowanej jeszcze w Chelsea. A jego kapitalnego gola przeciwko Liverpoolowi będą pamiętać chyba wszyscy.


Dobry sezon także za Ashley’em Youngiem. Angielski skrzydłowy, mocno krytykowany rok temu, wreszcie gra na swoim optymalnym poziomie. Liczne bramki oraz asysty pozwoliły pozytywnie ocenić sezon byłego gracza Aston Villi, chociaż nie zaczął się on dla niego zbyt kolorowo:


Kilka dobrych spotkań zagrał też nieco zapomniany Chris Smalling, który strzelił tyle samo goli co Falcao. O Rooneyu chyba nie trzeba wspominać, bo to klasa sama w sobie.

Pozostaje pytanie: czy Louis van Gaal, niczym Luke Skywalker, będzie „nową nadzieją” na lepsze jutro dla Manchesteru? Czy będzie w stanie nawiązać do sukcesów legendarnego sir Alexa Fergusona? Wszystko zależy od postawy drużyny w przyszłym roku. Klub zaczął już działalność transferową i zakontraktował Memphisa Depaya, który ma potencjał na jednego z najlepszych skrzydłowych na świecie.

Arsenal W pogoni za szczęściem

„Kanonierzy” w tym roku zanotowali spory progres. Na grę Arsenalu patrzyło się z przyjemnością. Wreszcie nie był to futbol oparty na finezji, z której niewiele wynikało. Drużyna z Emirates połączyła przyjemne z pożytecznym i gra stała się nie tylko efektowna, ale i efektywna. Przede wszystkim kapitalną inwestycją Wengera okazało się pozyskanie Alexisa Sancheza, którego, obok Fabregasa, śmiało możemy uznać za transfer sezonu. Chilijczyk zdobył 16 bramek i zaliczył 8 asyst, co tylko uwypukla, jak kapitalnym pomysłem było ściągnięcie go z Barcelony. Sanchez miał ogromny wpływ na ostateczny wynik Arsenalu. Pozbycie się etykiety „wiecznie czwartego” zespołu oraz obrona Pucharu Anglii czynią ten rok całkiem udanym dla kibiców „The Gunners”. Podobnie jak w przypadku Chelsea, drużyna prowadzona przez Wengera nie popisała się w Lidze Mistrzów. A wydawało się, że wreszcie los jest dla Arsenalu łaskawy i jest szansa na awans do ćwierćfinału tych rozgrywek. Zaporą nie do przejścia okazało się jednak Monaco, które niespodziewanie pokonało „Kanonierów” 3:1 na Emirates. Mimo, że w rewanżu Arsenal mocno postraszył zespół z księstwa (wygrał 2:0), to ostatecznie musiał pożegnać się z najbardziej prestiżowymi rozgrywkami w Europie. Pomimo tego, drużyna nie poddała się i kontynuowała dobrą grę na własnym podwórku. W pewnym momencie Arsenal był nie do zatrzymania. Mobilizująco podziałała porażka na wyjeździe w derbach północnego Londynu z Tottenhamem 1:2 i od 7 lutego do 11 maja „Kanonierzy” byli niepokonani. Oprócz pozyskania Sancheza, francuski szkoleniowiec dokonał innego wzmocnienia – wskutek wielu kontuzji wśród zawodników z środka pola, Wenger zdecydował się na ściągnięcie z wypożyczenia Francisa Coquelina, który okazał się złotym interesem. Francuz grał kapitalnie, przerywał ataki, kreował grę, odbierał piłki i popisywał się kapitalnymi wślizgami. Jego metamorfoza była niesamowita – dość powiedzieć, że miał lepsze statystyki defensywne od tak bardzo chwalonego Nemanji Matica. Bardzo dobrym pomysłem Wengera było też danie szansy młodemu Hectorowi Bellerinowi. Młody Hiszpan grał bez kompleksów, niczym doświadczony prawy obrońca. Nikt chyba już nie płacze za Bacarym Sagną, który odszedł do Manchesteru City. Pochwalić należy Davida Ospinę, który wszedł między słupki bramki Arsenalu kosztem Wojciecha Szczęsnego, który po raz kolejny podpadł Wengerowi. Dla Polaka nie był to udany sezon i nie zanosi się wcale na lepszy – właśnie do Arsenalu sprowadzono Petra Cecha. Ospina radził sobie lepiej niż dobrze. Skuteczny był też Santi Cazorla, który zaliczył 7 trafień i 11 asyst. Rewelacyjny wynik Hiszpana – widać, że zawodnik nie zamierza jeszcze składać broni. Na wyróżnienie zasługuje też skuteczny w ważnych meczach Olivier Giroud. Francuz zazwyczaj nie zawodził, a na pewno prezentował się lepiej niż Danny Welbeck. Z marazmu obudził się Mesut Ozil, jednak cały czas daleki jest od swojej optymalnej formy. Pochwalić należy także utrzymującego wysoki poziom Aarona Ramseya, który jednak nadal nie grał tyle, ile by zapewne chciał, a wszystko przez prześladujące go kontuzje.

Arsenal to zespół, który w przyszłym sezonie może sporo namieszać w czołówce Premier League. Jeżeli drużyna wzmocni się szybkim i bramkostrzelnym napastnikiem i jeżeli potwierdzą się plotki o przyjściu do drużyny Arturo Vidala, Arsenal może stać się drużyną nie do zatrzymania. Do drużyny już dołączył Petr Cech i jest to bardzo dobry ruch ze strony Wengera. Fatum czwartego miejsca zostało zdjęte, czas na atak jeszcze wyższych pozycji w Premier League. A może i nawet walkę z Chelsea o mistrzostwo? Wszystko jest możliwe.

Manchester City To nie jest kraj dla starych ludzi

Tragedii niby nie ma. „The Citizens” zostali vice-mistrzami i ponownie mieli najlepszą ofensywę w lidze. Wielokrotnie w tym sezonie spadała na nich jednak fala krytyki. W Lidze Mistrzów znów nie przebrnęli przez granicę 1/8 finału, w pucharach odpadli niezwykle szybko. A Premier League? Do stycznia wydawali się być jedyną ekipą, która ma szanse popsuć plany Mourinho o mistrzowskim tytule. Potem jednak zaliczyli parę rozczarowujących występów i do końca musieli drżeć o drugie miejsce, na którym ostatecznie skończyli. W niczym nie przypominali już złotego zespołu sprzed roku, mimo, iż nie zmienili kadry tak jak rywale. Yaya Toure przestał strzelać i mimo, iż w wywiadach się tego wypierał, to widać było po nim, że jest tym faktem lekko sfrustrowany.  Vincent Kompany rozegrał chyba najgorszy sezon w karierze. Popełniał masę błędów, a przy średniej formie Mangali, prowadzić to mogło jedynie to wielokrotnego tracenia punktów w idiotyczny wręcz sposób. Do przeciętnych występów zdążył nas już przyzwyczaić Samir Nasri, choć znowu uraczył nas kilkoma perełkami, jak chociażby mecz z AS Romą. Porządnie wyglądali defensywni pomocnicy – Fernandinho i Fernando, no ale właśnie… porządnie to za mało, by liczyć się w walce o mistrzostwo kraju. Nie zawiódł na pewno David Silva, ale momentami nie miał on po prostu z kim grać, szczególnie, gdy kontuzjowany był Aguero. Argentyńczyka zostawimy jednak na koniec. Z czego więc wynikać mógł ten nie najlepszy (to chyba najtrafniejsze określenie) sezon w wykonaniu „The Citizens”? Z pewnością dużą rolę w tym odegrał fakt, mówiący o tym, że Manchester City ma obecnie najstarszą kadrę w lidze. Średnia wieku piłkarzy wynosi aż 29,1 lat! Potrzebna jest im rewolucja, jaka dokonała się u ich sąsiadów.

Odmłodzenie kadry jest więc teraz celem numer jeden Pellegriniego. Dodatkowo Chilijczyk musi ściągnąć do klubu kilku Anglików, gdyż „The Citizens” są na muszce FA, które wyczekuje, aż jakiś klub będzie miał za małą liczbę zawodników ze statusem „home-grown” w kadrze.

ChelseaZłap mnie, jeśli potrafisz

Za drużyną Mourinho kapitalny sezon. Mistrzostwo kraju oraz Puchar Ligi pokazują, że w tym roku w Anglii nie było mocnych na drużynę ze Stamford Bridge. Wystarczy spojrzeć na to, jak długo „The Blues” liderowali w tym sezonie. 274 dni – to nowy rekord Premier League, który wcześniej należał do Manchesteru United i wynosił 262 dni. Co ciekawe, ten rekord mógłby być jeszcze większy, gdyby nie… Tottenham, który przez kilka dni po drugiej kolejce znajdował się na szczycie tabeli.

11694276_860781897341715_1340935103_n

Wyróżniając poszczególnych zawodników, ciężko tak naprawdę znaleźć tych kilku najlepszych, ponieważ chciałoby się wyróżnić całą jedenastkę, a wybrać trzeba tylko kilku graczy. Przede wszystkim głównym architektem tego sukcesu jest oczywiście niezastąpiony Jose Mourinho. Jego nieograniczone pokłady charyzmy oraz zdolności taktyczne są niepodważalne i powrót tego menedżera na Stamford Bridge był najlepszym, co mogło spotkać kibiców Chelsea. To trener, który idealnie pasuje do tej drużyny. Można mu jednak wrzucić mały kamyczek do ogródka, a chodzi oczywiście o postawę „The Blues” w Lidze Mistrzów i odpadnięcie w 1/8 finału z PSG. Na pewno w przyszłym sezonie to na tych rozgrywkach będzie zależało najbardziej Portugalczykowi, bo to jedyne trofeum, którego nie zdobył z Chelsea. To właśnie Mourinho okazał się rekinem biznesu, sprowadzając z Barcelony Cesca Fabregasa, który okazał się kapitalnym wzmocnieniem. Jego niesamowite prostopadłe podania 19 razy okazywały się kluczowe, co powoduje, że Hiszpan był w tym aspekcie gry bezkonkurencyjny. Drugi Santi Cazorla miał na koncie aż o 7 asyst mniej. Transfer Fabregasa był też kolejnym policzkiem dla Wengera, za którym Mourinho, eufemistycznie mówiąc, nie przepada. Drugim doskonałym wzmocnieniem okazał się zakup napastnika Diego Costy, który strzelił 20 goli i był trzecim najskuteczniejszym strzelcem Premier League. Znalazł się jedynie za plecami Sergio Aguero oraz Harry’ego Kane’a. Renesans formy przeżywał John Terry, który był skałą nie do zdobycia. Na dodatek strzelił w tym sezonie 5 bramek, a to wynik, jak na obrońcę, co najmniej dobry. Legenda Chelsea pokazuje, że jest jak wino – im starszy, tym lepszy. Z pewnością w przyszłym sezonie będzie równie ważnym elementem układanki Mourinho. Jeżeli chodzi o obronę, fantastycznie spisywał się też Branislav Ivanović. Serb również zagrał wszystkie mecze w pełnym wymiarze czasowym i grał wręcz wyśmienicie. Mógł się podobać rodak Ivanovica – Nemanja Matić, który imponował przede wszystkim na początku sezonu. Był bardzo niewygodnym rywalem, a napastnicy rywali starali się uniknąć starć z serbskim defensywnym pomocnikiem. Strzelał i asystował także Oscar, a kilka bardzo ważnych goli zanotował także Loic Remy. Na deser zostawiliśmy sobie tego, który imponował najbardziej. Tego, który został zwycięzcą plebiscytu FA na najlepszego piłkarza sezonu. Eden Hazard, bo o nim mowa, już teraz jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, a z pewnością będzie jeszcze lepszy. W tym roku był zmorą wszystkich obrońców w Premier League. Wkręcał w ziemię praktycznie każdego, niszcząc po drodze wszystko, co napotkał. 14 goli i 10 asyst mówią same za siebie. Belg był kluczowym zawodnikiem w talii Mourinho i to od jego dyspozycji dużo będzie zależeć w przyszłym roku.

Jak wiadomo, w filmie Spielberga Frank Abagnale w końcu zostaje schwytany przez Carla Hanratty’ego. Jednak czy któraś z obecnych drużyn Premier League jest tak skuteczna w pościgach jak postać grana przez Toma Hanksa? Zastanawialiśmy się jeszcze nad Nietykalnymi, dowodzonymi przez Elliota Nessa, jednak wybór ostatecznie padł na film z Leonardo di Caprio w roli głównej. Wydaje się, że Chelsea na dłuższy czas może mieć monopol na wygrywanie w Premier League. Kapitalny sezon „The Blues”.

11721746_860781824008389_1266545097_n

Król Strzelców – Sergio Aguero (26 bramek)

To jest właśnie cały Argentyńczyk. Kontuzje eliminują go z części sezonu, a on i tak strzela, jak na zawołanie. Na zdobycie 26 bramek potrzebował zaledwie 2539 minut. Już sam ten fakt może szokować, choć Aguero zdążył nas już do tego przyzwyczaić. Największym zaskoczeniem jest za to jego brak w „11” sezonu wybranej przez FA.  Pozycja napastnika była jednak w tym sezonie dobrze obsadzona w Premier League i żadnemu z dwójki Costa-Kane nie można zarzucić, by znaleźli się tam przpadkowo.

Najlepszy Zawodnik: Eden Hazard

Nie trzeba tego nawet wyjaśniać. Eden to klasa sama w sobie. Strzela, asystuje i dyryguje grą „The Blues” mimo, iż jest skrzydłowym. Nie robi tego jednak do końca legalnie, gdyż ten klej na jego korkach ewidentnie przyczynia się do tego, że Belg nie traci piłki i wykonuje zwody z taką łatwością.

Odkrycie Roku: Harry Kane

Również sprawa prosta. Powieliliśmy wybory federacji FA, gdyż były one wyjątkowo trafne. Kane okazał się być lekiem na chory od lat atak Tottenhamu. Poza niesamowitą skutecznością, młody Anglik popisał się również niezwykłą pracowitością na boisku. Nieraz wracał do obrony, aby wesprzeć kolegów, a do tego stosował pressing, który wielokrotnie utrudniał życie rywalom.

Jacek Walkiewicz / Mateusz Musik

Komentarze

komentarzy