Król prowokacji strollowany przez Hindusów

cwqsagxviaac-xz

Rzadko zdarza się, by po rozegraniu finału mistrzostw świata kibice jeszcze długo nie mówili o jego wyniku, lecz jednym, konkretnym piłkarzu. Taka sytuacja miała jednak miejsce dziesięć lat temu, kiedy w decydującym meczu niemieckiego mundialu jego antybohaterem został Marco Materazzi. To właśnie on w niewybredny sposób sprowokował Zinedine’a Zidane’a, który nie wytrzymał i uderzył Włocha, za co wyleciał z boiska. I choć od tamtego wydarzenia minęła dekada, były obrońca m.in. Interu Mediolan wciąż musi zmagać się z docinkami na temat jego prowokacji.

Materazzi to typowy obywatel Italii – uwielbia dużo i szybko mówić, a przy tym żywiołowo gestykulować. Kiedy jednak coś idzie nie po jego myśli, używa swojej najgroźniejszej broni, czyli na wszelkie sposoby próbuje zdeprymować swego rywala. Tak było w czasach, gdy grał w piłkę, ale i obecnie potrafi zajść innym za skórę. Popularny „Matrix” nie zważa na to, że trenerowi pewnych rzeczy nie wypada po prostu robić i dalej zachowuje się, jak podczas pamiętnego starciu Włochów z Francuzami.

Znany z trudnego charakteru 43-latek od 12 września 2014 r. pełni funkcję trenera indyjskiego klubu Chennaiyin FC, w którym zakończył swoją profesjonalną karierę piłkarską. Początkowo Włoch był grającym szkoleniowcem drużyny, ale jakiś czas temu postanowił zawiesić korki na kołku, wdziać nieco bardziej gustowne ubranie i poświęć swój czas już jedynie trenowaniu swoich niedawnych kolegów z boiska. Dotychczas trudno doszukać się w CV Materazziego-trenera większych sukcesów, ale i tak jest o nim głośno.

Zatrudniający go parę lat temu włodarze Chennaiyin FC doskonale wiedzieli, że niewyparzony język mistrza globu z 2006 r. przyniesie im dużo rozgłosu. Wyniki drużyny są sprawą drugorzędną, liczy się przede wszystkim popularność. Materazzi czując, że może robić, co mu się żywnie podoba, korzysta z tego i dość regularnie wdaje się w pyskówki z przeciwnikami. Tak było m.in. kilka miesięcy temu w spotkaniu derbowym, w którym naprzeciwko teamu prowadzonego przez Marco stanęli gracze Kerala Blasters. W jego trakcie dawny gwiazdor europejskich boisk nie omieszkał zwyzywać rywali, a względem jednego z nich użył nawet siły fizycznej.

W minioną sobotę zwaśnione drużyny znów stanęły ze sobą w szranki, jednak ci, którzy spodziewali się, że mecz rozgrywany na stadionie Kerala Blasters obfitować będzie w niezdrowe emocje, musieli poczuć spory zawód. Spokojni z natury Hindusi postanowili pokazać Materazziemu, że są odporni na jego prowokacje i nie mają zamiaru zniżać się do jego poziomu. Zamiast obrzucać go stekiem wyzwisk, petardami czy jakimikolwiek innymi przedmiotami, postanowili założyć na głowę maski z podobizną Zinedine’a Zidane’a. Czemu miało to służyć? Najpewniej ukazaniu aprobaty względem zachowania obecnego trenera Realu Madryt sprzed dziesięciu lat, kiedy w finale MŚ 2006 uderzył głową prowokującego go Włocha.

Trzeba przyznać, że fani z Indii w dość nietypowy, ale też zarazem bardzo dobitny, sposób odgryźli się Materazziemu. Szkoda, że kibice ze Starego Kontynentu nie idą w ich ślady i do wyrażania swej niechęci do poszczególnych piłkarzy czy trenerów używają bardziej tradycyjnych metod, czyli namiętnego wyklinania ich. Może kiedyś jednak zrozumieją, że nie zawsze liczy się treść, lecz forma okazywania swych uczuć.

maski
Kibice Kerala Blasters w maskach z podobizną Zinedine’a Zidane’a.