Los szyderczo z nas zakpił. Chorwaci skarceni w ostatnich minutach po bezbarwnym meczu

quresma

Miał być to prawdziwy spektakl, najlepszy mecz tego wieczoru dla postronnego widza. Los jednak szyderczo z nas zakpił.

Spotkanie wyjątkowo interesowało (oprócz rzecz jasna obu mierzących się ze sobą narodów) także Polaków, którzy wygodnie w fotelach oczekiwali na przeciwników w ćwierćfinale. Jeśli analitycy polskiej reprezentacji zdrzemnęli się po pierwszej (a nawet po drugiej) połowie – nie mieli raczej koszmarów. Był to niejako sequel poprzedniego spotkania rozgrywanego pomiędzy Walią i Irlandią Północną. Oczywiście stojący nieco (wyżej pod względem indywidualnych umiejętności poszczególnych graczy.

Chorwaci starali przejąć się piecze nad widowiskiem, ale czym bliżej dostawali się pod bramkę Rui Patricio, momentalnie tracili połowę swojego impetu. Próbowali Perisic oraz Brozović, ale nic konkretnego z tego wynikało. Znowu kulą u nogi okazał się Mario Mandzukic, dla którego w reprezentacji ponownie jakby brakowało miejsca. W Portugalii wyglądało to jeszcze gorzej. Szarpał Nani, ale na szarpaniu się skończyło. Ronaldo natomiast przeszedł kompletnie obok, co jeszcze nie zdarzyło mu się na tym EURO. Okej – być może w spotkaniach z Islandią i Austrią nie potrafił strzelić bramki, lecz ciągle próbował. Teraz – do 45 minuty – tego zabrakło. Pierwszą połowę najlepiej podsumowały cyfry przy liczbę oddanych celnych strzałów na bramkę, przy której widniały po obu stronach dwa zera. Czy druga odsłona mogła być zatem jeszcze gorsza?

Owszem – była. Jeszcze gorsza, jeszcze bardziej przygnębiająca. W kolejnych 45 minutach znowu nie doczekaliśmy się celnego strzału po obu stronach. Wszystko zmierzało zatem w stronę dogrywki, po której nie robiliśmy sobie żadnych nadziei. Oczekiwaliśmy czegoś podobnego. A może nawet gorszego.

Gdy wszystko zmierzało ku rzutom karnym, Portugalczycy przeprowadzili zabójcza kontrę na wagę awansu do ćwierćfinału. Ostateczny cios zadał Ricardo Quaresma, który dobił odbitą piłkę przez Subasicia po strzale Cristiano Ronaldo, statystującego przez 115 minut tego meczu. Tym samym Portugalia (po raz szósty w historii z rzędu) zmierzy się z podopiecznymi Nawałki 30 czerwca. I sądząc po tym spotkaniu – nie mamy się czego obawiać.