Mecz jak sinusoida. Portugalczycy w finale po kilku szalonych minutach

Dzisiejszego wieczora byliśmy świadkami nietypowego meczu. Nudne spotkanie dla koneserów taktyki przerwała eksplozja skuteczności i szczęścia w wykonaniu Portugalii.

Pierwsza półfinałowa rywalizacja była zapowiadana jako pojedynek dwóch gwiazd Realu Madryt. To właśnie Cristiano Ronaldo i Gareth Bale mieli rozstrzygnąć losy tego meczu i wprowadzić swój zespół do finału mistrzostw Europy. Ewentualny sukces na Euro może mocno odcisnąć się na końcowej klasyfikacji Złotej Piłki za rok 2016.

Zanim na Stade de Lyon rozbrzmiał gwizdek Jonasa Erikssona w Polsce panowała nostalgia po odpadnięciu Polski.

Mecz rozpoczął się spokojnie. Atakowały obie ekipy. W rolę Aarona Ramseya chciał się wcielić Joe Allen. Nie do końca mu się to udawało. Dużo tracił i faulował. Już na początku zobaczył żółty kartonik i musiał się pilnować.

Dobrze zorganizowana obrona Walijczyków dawała w kość Ronaldo. Ten w swoim stylu, bardzo ekspresyjnie nie zgadza się z decyzjami sędziego.

Dopiero po kwadransie gry zobaczyliśmy naprawdę groźną sytuację. Swoją szansę po wymianie podań z Cristiano miał Joao Mario. Ciekawy sposób wykonania rzutu różnego zaprezentowali Walijczycy. Chyba sami siebie nieco zaskoczyli, bo Bale musiał się nieźle wygimnastykować. Wyspiarze jednak wciąż nacierali, ich lider szalał po obu skrzydłach. Po 20 minutach wnioski były na korzyść Garetha Bale’a.

Wydawało się, że mecz zaczyna się rozkręcać. Nie tylko za sprawą piłkarzy. Pięknie na trybunach zaprezentowali się Walijczycy.

Na murawie górą formacja defensywna czarnych koni Euro 2016. Szczególnie wyróżnia się James Collins.

Ten mecz był jak sinusoida. Były chwile emocji, ale w kolejnych minutach wiało nudą. Ot, mecz dla koneserów taktyki. Śmiało można było go porównać do pojedynku w naszej Ekstraklasie. Jeśli obejrzelibyście takie Podbeskidzie z Łęczną, to dzisiejszy był właśnie dla was.

Obie drużyny nie pokazały pełni możliwości w pierwszej połowie. Walijczykom brakowało tego jednego elementu.

Kto naśmiewał się z Ronaldo, musiał pokornie pochylić głowę. Portugalczyk zaprezentował swoje najlepsze oblicze i doskonale wybił się do piłki lecącej z narożnika boiska. Portugalia po 50 minutach na prowadzeniu.

Minęła krótka chwila i znów radośnie wyskoczyli pogromcy polskiej reprezentacji. Po strzale CR7 Nani sprytnie tylko dołożył nogę, myląc tym samym bramkarza. Gol z odrobiną szczęścia.

Fernando Santos to jakiś motywacyjny geniusz. Portugalia wyszła po przerwie całkowicie odmieniona. Szybko zapewnili sobie dwubramkowe prowadzenie. Niektórzy obstawili już koniec meczu…

…inni wierzyli, że coś się zmieni. Jak mawiał znany polski trener:

Ronaldo swoim golem zrównał się z Michelem Platinim w liczbie trafień w całej historii Euro. Obaj mają na tę chwilę po dziewięć. Walia natomiast starała się coś zrobić, ale brak Ramseya był bardzo odczuwalny.  Smoki czasami wręcz bezsilne. Ambicja nie wystarcza na lepszych piłkarsko Portugalczyków. Bale’a stać dziś jedynie na strzały w środek bramki i mur.

Mecz znów wrócił do etapu „spokój”. Portugalczycy już nie martwili się o wynik, starali się trzymać piłkę jak najdalej od własnej bramki.

Koniec. Portugalczycy w finale już czekają na zwycięzcę jutrzejszego meczu. Portugalczycy, którzy w słabej grupie zajęli trzecią lokatę, a potem prześlizgiwali się do kolejnych faz turnieju, w przegranym polu pozostawiając m.in. naszych rodaków. Dziś rozkręcili się na dobre i zastanawiać może ich dyspozycja w finale. Walii natomiast gorąco gratulujemy. Zostawili na tym Euro kawał serca, krzyżując plany niejednej drużynie. Do domów mogą wracać więc z podniesionymi głowami.