Król jednej imprezy. Bence Mervo nie może znaleźć swojego miejsca na ziemi

To historia jakich wiele. Jest jednak o tyle ciekawa i inna od pozostałych, że posiada polski wątek. Bence Mervo trafił do Śląska Wrocław w lutym 2016 roku. Oczekiwania wobec Węgra były olbrzymie, bo nie mogło być inaczej. Przecież niecodziennie możemy podziwiać na polskich boiskach zawodników, którzy zdobyli koronę króla strzelców młodzieżowych mistrzostw świata. Tyle tylko, że w przypadku węgierskiego napastnika niespecjalnie było co podziwiać. I ten stan rzeczy się utrzymał, mimo że Mervo zdążył zmienić pracodawcę.

W futbolu dwa lata to szmat czasu. Bence Mervo o koronę króla strzelców na mundialu do lat 20 walczył z m.in. Gabrielem Jesusem czy Andre Silvą. Dziś napisalibyśmy, że przegrać z nimi strzelecki wyścig to żaden wstyd, a sama możliwość rywalizacji z takimi gwiazdami jest godną do odnotowania przygodą. Natomiast dwa lata temu… to Mervo strzelił od nich więcej bramek. Tę część historii (jakże miłej dla Węgra) większość kibiców zdążyła już poznać. Warto jednak przedstawić jej kontynuację. Polscy fani byli na bieżąco z dokonaniami Mervo,  do kiedy ten występował w Śląsku Wrocław. Później słuch o nim zaginął, a w pewnym sensie zaginął też sam piłkarz, który od momentu opuszczenia drużyny z Dolnego Śląska, czyli przerwy zimowej poprzedniego sezonu, rozegrał 84 minuty.

Mervo po rocznej przygodzie we Wrocławiu powrócił do szwajcarskiego FC Sion, z którego był wypożyczony. Nikt z okazji jego powrotu nie zamierzał wyprawiać uczty. Prędzej by ją zorganizowano we Wrocławiu, gdzie nie był już mile widziany. Węgier spakował manatki i od razu wybrał się w kolejną podróż. Transfer definitywny do DAC Dunajskiej Stredy wydawał się dość rozsądnym posunięciem. Zejście jeden szczebelek niżej w europejskiej hierarchii nie jest tragedią, biorąc pod uwagę, że w słabszej lidze automatycznie wzrasta szansa na częstsze występy, a co za tym idzie częstsze wpisywanie się na listę strzelców. W Dunajskiej Stredzie mógł się też wreszcie poczuć jak w rodzinnym domu. To miejscowość leżąca obok granicy z Węgrami,  80% jej mieszkańców to rodacy Mervo.  Jak się już na pewno domyślacie, w rzeczywistości tak kolorowo nie było.

Gdyby węgierski napastnik grał na Słowacji od deski do deski, dziś miałby na swoim koncie 22 występy w tamtejszej ekstraklasie. Uzbierał zaledwie trzy, a będąc bardziej precyzyjnym 84 minuty. W tym sezonie ani razu nie pojawił się nawet na ławce rezerwowych. Węgierskie media informują, że zawodnik nie jest jeszcze gotowy do gry po urazie. Co to za kontuzja? Na ten temat trudno znaleźć wiarygodną informację. Nawet oficjalna strona klubu milczy na ten temat. Jedynie sam Mervo za pośrednictwem Instagrama co pewien czas informuje fanów, że nie zawiesił  butów na kołku. Skoro trenuje z drużyną, to może załapanie się do meczowej osiemnastki jest tylko kwestią czasu. Akurat czasu ma jeszcze sporo, bo z DAC Dunajską Stredą związał się do końca następnego sezonu.

step by step ? #nemarra?? @kalmar_13

A post shared by M E R V Ó B E N C E ?? (@mervobence) on

22-letni napastnik na pewno z zazdrością spogląda w kierunku Viktora Kovalenki. Rozgrywający (rozgrywający, nie grzejący ławę) Szachtara Donieck na mś u-20 w Nowej Zelandii również strzelił pięć bramek. To kolejny przykład na to, jak wiele może zmienić się przez dwa lata. Kovalenko trafiał już do siatki w europejskich pucharach, odegrał też ważną rolę w dorosłej reprezentacji Ukrainy podczas zeszłorocznych mistrzostw Europy. A Mervo? Niespecjalnie nas dziwi, że nie zadebiutował jeszcze w seniorskiej kadrze.

Ulubiony film byłego zawodnika Śląska Wrocław to Dirty Dancing. Pozostaje nam tylko życzyć mu, by na murawie czuł się tak pewnie i swobodnie jak Patrick Swayze na parkiecie tanecznym.

Fortuna: Odbierz 110 zł na zakład bez ryzyka
+ do 400 zł bonusu!