Piłkarsko-alkoholowy pojedynek. Zawodnicy pili w szatni i… na boisku

drunk

Lato, słońce, ciepło – idealna okazja, by spotkać się ze znajomymi na świeżym powietrzu i schłodzić rozpalone gardła zimnymi, często wysokoprocentowymi, napojami. Przy okazji można też wziąć ze sobą piłkę i po biesiadowaniu trochę pokopać. Oczywiście jeśli jesteśmy jeszcze w stanie jako tako sobie z tym poradzić. Pewnie każdy z Was uczestniczył w tego typu towarzysko-futbolowej zabawie choć raz w życiu. Ci prawdziwi piłkarze jednak nie powinni. No, chyba że ktoś im na to pozwoli.

Myślicie pewnie, że żaden profesjonalny trener nigdy nie wyraziłby zgody na picie alkoholu w szatni i późniejsze rozgrywanie meczu. Macie rację, trudno wyobrazić sobie tego typu wydarzenia w drużynie Bayernu Monachium, Realu Madryt czy Manchesteru United. Carlo Ancelotti, Zinedine Zidane lub Jose Mourinho, gdyby do tego stopnia rozpuścili swoich zawodników, na drugi dzień zapewne znajdowaliby się już na bezrobociu.

To, co w największych klubach jest nie do pomyślenia (i słusznie), można wprowadzić jednak w mniej znanych zespołach – z tego założenia wyszli zapewne twórcy kanału „humornieu” na platformie YouTube.com, którzy postanowili przeprowadzić interesujący eksperyment. Otóż pewnego dnia wpadli na mecz dwóch norweskich drużyn, by zaproponować im rozegranie nietypowego pojedynku. Nietypowego, ponieważ przed jego rozpoczęciem (ale też i w trakcie) zawodnicy obu zespołów mieli spożyć dużą ilość alkoholu. A mówiąc dokładniej – piwa zmieszanego z tequilą. Prawda, że wyzwanie dużego kalibru?

Piłkarze, za pozwoleniem trenerów, postanowili jednak stawić czoła wyzwaniu youtuberów i zorganizowali w szatni prawdziwą imprezę. Nie brakowało śpiewów, tańców oraz oczywiście napojów rozweselających. Kiedy już jednak widać było, że lada moment mogą, mówiąc kolokwialnie, zaliczyć zgon, trenerzy zaprosili ich na boisko w celu rozegrania obiecanego starcia. Jak poradzili sobie futboliści dwóch pięcioosobowych zespołów? Popatrzcie sami.

Jak widać na załączonym filmiku, wynik meczu pozostawał sprawą drugorzędną. Liczyło się przede wszystkim to, by w ogóle trafić w piłkę lub – w przypadku bramkarzy – złapać ją. Jednym szło lepiej, drugim gorzej. Niektórzy w trakcie emocjonującego pojedynku nie wytrzymali obciążeń i ich organizmy postanowiły się zbuntować. Można było więc zaobserwować sceny doskonale znane nam spod osiedlowych sklepów monopolowych, kiedy jeden z panów zwraca to, co wcześniej wypił.

Ostatecznie piłkarsko-alkoholowy mecz zakończył się zwycięstwem graczy drużyny przyodzianej w pasiaste koszulki. Wynik 4:3 mógłby być jeszcze bardziej okazały, gdyby nie fakt, że strzelcy kilku bramek nie spełniali podstawowego warunku do ich uznania – stężenie alkoholu w wydychanym przez nich powietrzu nie wynosiło jednego (lub więcej) promila. Zabawa jednak była przednia, choć kilkanaście godzin później odważni uczestnicy eksperymentu musieli srogo żałować tego, że zgodzili się wziąć w nim udział.