Pojedynek ZZP: Liverpool – Manchester United

Mimo że na przestrzeni ostatnich kilku sezonów oba kluby straciły swoją wysoką  pozycję w hierarchii angielskiego futbolu, ich spotkania wciąż elektryzują fanów na całym świecie i przyciągają przed ekrany telewizorów więcej odbiorców niż słynne Gran Derbi. Na jednej murawie będziemy mogli obejrzeć dwa najbardziej utytułowane kluby w historii angielskiej piłki – Liverpool FC i Manchester United. To zawsze gwarancja wielkich emocji, walki o każdą piłkę i gry na 110 procent możliwości. Czas na kolejną odsłonę Bitwy o Anglię!

Runda Pierwsza – Wstępne rozpoznanie.

JS: Kurde, trochę boję się o ten dzisiejszy mecz. Liverpool gra ostatnio dobrze tylko z czołówką.

MM: Ja tam się go nie obawiam. Poprzedni rywale mogli nas straszyć zawodnikami takimi jak Ighalo, Wijnaldum, czy Antonio. Tutaj natomiast patrzę na kadrę kolejnego przeciwnika i nie widzę zagrożenia.

JS: No tak, nie dość, że nie mają napastnika, to jeszcze wypadł Michael Carrick. Jeśli Newcastle pakuje im 3 bramki, to co z De Geą zrobi Firmino… Do tego wraca Henderson, a wiadomo, jaki on ma wpływ na grę The Reds.

MM: W swoich poprzednich trzech meczach “Sroki” trafiały do siatki rywali 0 (ZERO) razy. Po czym na St. James’ Park przyjeżdża Manchester United i następuje magiczne przełamanie. To nie może być przypadek. United zgarnęli nawet za ten mecz pochwały. Nie cieszyłbym się jednak z faktu, że to był ich pierwszy mecz od tygodni, który kibice z OT mogli obejrzeć w całości, nie zasypiając przy tym w trakcie.

suarez-gerrard_1603getty_63

KB: A wy zbierzecie w ogóle jedenastu zdrowych zawodników? Nieobecność Carricka faktycznie może was cieszyć, zwłaszcza że wiąże się to z Fellainim w środku pola. Warto sobie jednak przypomnieć gdzie nasz Marouane rozegrał jedno z najlepszych spotkań w barwach United. Gerrard poprosiłby go pewnie o koszulkę, gdyby nie skończył po 38. sekundach.

BG: O bramkarzach to raczej w przypadku fanów Liverpoolu bym się nie wypowiadał. Ostatnie spotkania pokazują w jak słabej formie jest Mignolet, który w ostatnim meczu z Arsenalem popełnił dwa błędy, dające gole “Kanonierom”. O miernej postawie tego gracza wypowiada się nawet były obrońca LFC, Stephane Henchoz: “Jest niezły na linii, ale nie radzi sobie w grze w powietrzu i w zamieszaniach podbramkowych, których przecież podczas meczów Premier League jest mnóstwo. Jest za słaby”.

KB: Zarówno Mignolet jak i rudy jegomość, który nie wiadomo z jakich powodów znalazł się na tak wysokim poziomie jak Premier League, mogą w niedzielę nawiązać do wspaniałej tradycji występów przeciwko Manchesterowi, która rozpoczął jakiś czas temu Bradley Jones. Dodając do tego czynniki takie jako Kolo Toure czy “najlepszy” obrońca BPL Mamadou Sakho, jestem pewien, że nawet Wayne Rooney będzie w stanie na dobre się odblokować.

BG: Nie zapominajmy, że w drużynie Jurgena Kloppa zabraknie innego “filaru” defensywy The Reds – Dejana Lovrena. Na szczęscie przy aktualnej formie Rooneya, żaden z obrońców Liverpoolu nie byłby w stanie zatrzymać tego zawodnika. Niemiecki trener wystawiłby zapewne Martina Skrtela, jednak on także jest kontuzjowany. Defensywna masarka – tak należałoby to nazwać.

Runda Druga – Walka na noże

MM: Akurat absencja Skrtela to dar z niebios dla Liverpoolu. Szczególnie w przypadku, gdy arbitrem spotkania będzie Mark Clattenburg, a więc ulubieniec kibiców United. Gdyby więc Słowak wszedł jutro na boisko, to dałbym wszystkie pieniądze na to, że Rooney wykonywać będzie rzut karny (pewnie ze skutkiem podobnym do tego z marca ubiegłego roku). Zostawmy już jednak nieobecnych, a skupmy się na tych, którzy powalczą jutro o 3 punkty. Mówicie o problemach “The Reds” na linii bramkowej? Z taką dyspozycją graczy Manchesteru nawet przeciętny Mignolet nie będzie miał problemu.

Zresztą ostatnie poczynania “Czerwonych Diabłów” w ofensywie (wyłączając przypadkowy mecz z Newcastle) każą myśleć, iż Belg bardzo rzadko będzie zmuszany do interwencji. Myślę nawet, że ta porywcza gra United nie wysili nie tylko Mignoleta. Spokojne popołudnie powinni mieć też wspomniani wyżej Kolo oraz Sakho. Mata i spółka klepać będą jedynie na własnej połowie.

JS: Klepać matę to będzie Louis van Gaal, kiedy po raz kolejny będzie udawał Platona przed dziennikarzami.. Pragnąłbym tylko przypomnieć, że z Kolo w składzie Liverpool nie przegrał jeszcze ani jednego meczu w tym sezonie. The Kop wraz z kibicami City (jeśli takowi istnieją) będą mogli dziś odśpiewać najlepszą przyśpiewkę, jaka kiedykolwiek powstała. Wracając do Maty, to chciałbym Wam uzmysłowić, że Walijski Xavi, a właściwie Pirlo, pokazał w pojedynku z Arsenalem, że wraca do optymalnej formy. Kiedy popatrzę na pierwszą jedenastkę z Allenem, Hendo i Canem, to nie mam wątpliwości, kto zdominuje środek pola. Co do gry z przodu, to nie mam żadnych obaw patrząc na to, co pokazał ostatnio Firmino, a dodatkowo w odwodzie zostaje Benteke, który pokazał już Wam w tym sezonie, co zrobić, by mecz stał się widowiskiem dla kibiców.

KB: Zaraz, zaraz. Przewrotka Benteke może i była efektowna, ale to cudowny drybling Martiala sprawił, że ten mecz był wyjątkowy. Udowodnił też doskonale, że nie ma wielkiej różnicy między tyczkami, a obrońcami z Merseyside. Nawiązując do Lingarda, bo został wywołany do tablicy, to mimo że wciąż brakuje nieco chłodnej głowy to z każdym meczem wygląda zdecydowanie lepiej i jestem pewien, że się o tym przekonacie. Po za tym jeżeli miałbym wybierać między tymi młodymi i obiecującymi to wolę Lingarda niż Jordona Ibe’a i 10 innych „Sterling wannabe”, których macie w akademii. Środek pola spokojnie możecie zostawić Schneiderlinowi i Herrerze, bowiem walijski Pirlo podsumował swój potencjał piękną asystą w pucharach, a Emre Can wciąż leczy chyba kostkę, po tym jak w zeszłym sezonie ośmieszył go Daley Blind.

BG: Jeżeli mowa o Walijczykach, to z pewnością Klopp powitałby w swoim zespole Garetha Bale’a, bowiem skrzydłowi w jego zespole nie zaistnieli. Ibe zanotował jedną asystę w rozgrywkach ligowych. Tak wychwalana przez Was pomoc ma jeden problem – nie ma napastnika, do którego mogłaby podać. Sturridge niedługo zapomni jak wygląda murawa na stadionie, a Benteke ostatnią bramkę zdobył w zeszłym roku. Nie zapominajmy, że Liverpool ma w przyszłym tygodniu ważne spotkanie z Exeter w FA Cup. Każda dodatkowa absencja w starciu z Manchesterem może uniemożliwić im pokonanie rywala z League Two.

Runda Trzecia – Decydujące starcie

MM: Kurcze, Bartek. Tak patrzę na te asysty w jakże silnie obsadzonych skrzydłach Manchesteru, a tam widzę podobne, jak nie gorsze wyniki. Jesse Lingard ma do tej pory jedną asystę w Lidze Mistrzów, Juan Mata od 30. września zanotował również jedną asystę, natomiast Memphis Depay wciąż czeka na to premierowe kluczowe podanie. Sytuacja na flankach jest więc w obu klubach jednakowa. Benteke nie ma jeszcze w tym roku bramki, ale mamy raptem 17 styczeń, a niemoc strzelecka w 4 ostatnich spotkaniach to pryszcz przy popisach Rooneya z początku sezonu (no chyba, że na jego konto wpiszemy ten fantastyczny finisz w pierwszym meczu z Tottenhamem). A na koniec creme de la creme – Kuba, powiedz mi proszę, co sądzisz o menedżerze Manchesteru United?

JS: Uwielbiam go niemal tak samo albo nawet bardziej niż Davida Moyesa. Moją sympatię zyskał przede wszystkim dzięki stylowi, w jakim prowadzi zespół, ale bardzo spodobała mi się także jedna jego wypowiedź: ”People don’t want to hear me. They say a club like Manchester United has to win. But that’s the past”. Uważam, że w końcu „Czerwone Diabły” znalazły charyzmatycznego następcę Sir Alexa. The Chosen One nieraz już pokazał swoje wyjątkowe możliwości, na przykład w pojedynku z MK Dons. Na koniec chciałbym tylko zwrócić uwagę, w ostatniej kolejce mecze obu zespołów zakończyły się wynikiem 3:3. Liverpool grał jednak z liderem, a United z przedostatnią drużyną Premier League. Patrząc na to, trudno liczyć na równie ciekawe, wyrównane widowisko, ale mimo wszystko mam nadzieję, że fani nie będą się nudzić i będą usatysfakcjonowani gradem bramek, jaki zapewni im zespół z Anfield, ku uciesze kibiców śpiewających “You’ll never walk alone”. Zapnijmy więc pasy i usiądźmy wygodnie w fotelach…

juan-mata-manchester-united-liverpool_3280537

KB: Jeżeli chodzi o osobę van Gaala to nie stwierdziliście niczego odkrywczego. Jasne że można śmiać się z jego wyników, z wielomilionowych, nietrafionych transferów, z jego kompromitujących wypowiedzi i w zasadzie ze wszystkich jego działań. Prawda jest taka, że facet się pogubił i im prędzej odejdzie, tym lepiej dla Manchesteru. Znamienne jest dla mnie jednak to, że mimo tak beznadziejnej konkurencji w postaci kiepskiej drużyny Holendra, co chwilę tracącej punkty w przeciągu ostatnich kilku tygodni, nie potrafiliście ani razu wyprzedzić Manchesteru chociażby o jeden malutki punkcik, mając do tego wielokrotnie okazję. Van Gaal pokonał was już trzykrotnie w trakcie pobytu tutaj i w niedzielę dokona tego ponownie. Kibice na Anfield utrzymają swoją smutną normę jednego głośnego akcentu w postaci wspomnianego już “You’ll never walk alone”, a później będą wsłuchiwać się w popisy wokalne Busby Boys, towarzyszące grze budzącego się Manchesteru.

BG: O holenderskim trenerze można powiedzieć wiele złego, jednak to Liverpool w tym sezonie musiał dokonać zmiany na ławce trenerskiej. Na nieszczęście wszystkich fanów czerwonej strony Manchesteru, Brendana Rodgersa zastąpił Jurgen Klopp, który musi budować nowy zespół. Niestety dla niego oraz całego Liverpoolu, tego spotkania nie będzie wspominał dobrze. Anthony Martial i jego poker face znów będą śnić się po nocach kibicom z Anfield. Były menadżer BVB już sięga po obrońców z Bundesligi, jednak posiłki przybędą dopiero latem. W niedzielę nie będzie taryfy ulgowej, a to, że padnie wiele bramek zagrawantuje powracający do żywych Rooney. Miejmy nadzieję, że to spotkanie nie zawiedzie kibiców angielskiej piłki. Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na ten elektryzujący pojedynek. Glory, glory Man United!

Po stronie Liverpoolu walczyli Jakub Schulz i Mateusz Musik, z kolei z obozu Manchesteru United wystąpili Krzysztof Bielecki i Bartek Gregorczyk. A wy jakiego wyniku spodziewacie się w tym starciu?

[socialpoll id=”2324209″]