Premier League na finiszu. Chelsea czy Tottenham?

1212
To, kto zwycięży w Premier League, rozstrzygnie się w ostatnich kolejkach

Historia zatacza koło i ekipa Jose Mourinho ponownie może wpłynąć na losy mistrzostwa Anglii, mimo że sama już się w niej nie liczy. Tak było przed trzema laty, gdy grająca pod batutą Portugalczyka Chelsea udała się na Anfield i pokonała Liverpool. Tym samym prysła szansa na pierwszy od lat tytuł dla klubu z miasta Beatlesów. Puchar wzniósł ku niebu Vincent Kompany, a sam mecz zapadł w pamięci ze względu na poślizgnięcie Stevena Gerrarda.

W ostatni weekend Manchester United wygrał z Chelsea i sprawił, że przewaga „The Blues” nad Tottenhamem stopniała do czterech punków. Do końca ligowego sezonu pozostało sześć meczów. Dyspozycja obu ekip powinna zagwarantować nam emocje do ostatniej kolejki. Podopieczni Antonio Conte wydawali się nieomylni do końca 2016 roku, ale wraz z wystrzeleniem rac coś się zepsuło, jak głosi klasyk. Rok rozpoczęli od porażki z „Kogutami”. Nikt jednak nie panikował, bo przewaga i tak była spora – ot, wypadek przy pracy. Kolejne wpadki to pojedynki z Liverpoolem, Burnley, Crystal Palace i Manchesterem United. Fakty są takie, że Chelsea już od dziesięciu meczów z rzędu traci przynajmniej jednego gola.

W zdecydowanie lepszej formie jest Tottenham. Ostatni raz przegrał ponad dwa miesiące temu, a od kilku spotkań niszczy swoich rywali. W kwietniu rozegrał już cztery mecze i w każdym pokonywał drużynę przeciwną różnicą co najmniej dwóch goli. Piłkarze Mauricio Pochettino są głodni kolejnych bramek, a odpowiedzialnych za ich strzelanie nie brakuje. Jest walczący o koronę króla strzelców Kane, mający świetny sezon pod tym względem Dele Alli, a także Eriksen czy Son. Ostatnio odblokował się nawet Vincent Janssen. Sielanka twa, ale być może do czasu…

Terminarz

Sprawdźmy, co czeka obie ekipy w końcówce sezonu. Kto ma przed sobą prostą drogę do mety, a kto napotka na swojej drodze zakręty? Już na pierwszy rzut oka można dostrzec, że łatwiej powinno się grać piłkarzom Conte. Zawsze daleki byłem od dopisywania drużynom punktów jeszcze przed rozegraniem meczu, ale na potrzeby tego tekstu postarajmy się wskazać potencjalne pola minowe, na które mogą natrafić jedni i drudzy.

Chelsea do ligowych zmagań wróci w kolejnym tygodniu i spotka na swojej drodze Southampton. Od momentu powrotu „Świętych” do elity na Stamford Bridge mierzono się czterokrotnie. Gospodarze wygrali tylko raz, ale mimo to podejdą do tego meczu w roli faworyta. Najtrudniejsze zadanie czeka ich kilka dni później, kiedy wybiorą się do niebieskiej części Liverpoolu. Tutaj strata punktów nie powinna nikogo dziwić. Zawodnicy Ronalda Koemana są w dobrej formie, a Romelu Lukaku już przymierza koronę króla strzelców. Nieprzyjemne może być też wyjazdowe spotkanie z West Bromem. Znamy zalety drużyny Pulisa i pamiętamy, jak długo męczyli się „The Blues” w ostatnim spotkaniu tych drużyn. Zadecydował gol Costy, który od pięciu ligowych meczów nie cieszył się z bramki. Reszta spotkań na papierze wydaje się łatwa, chociaż wiemy, że mecze w końcówce sezonu przeciwko ekipom walczącym o utrzymanie nigdy nie należą do przyjemnych. Inna sprawa, czy ich los nie będzie już wówczas przesądzony…

2

Tottenham natomiast spotka się z nieprzewidywalnym Crystal Palace, które akurat w meczach na Selhurst Park radzi sobie całkiem dobrze. Później przyjdzie zagrać na własnym stadionie w najważniejszych derbach z Arsenalem, a po dwóch tygodniach z Manchesterem United. Wnioski są bardzo proste – będzie trudno, bardzo trudno, a próba przewidzenia wyniku może okazać się karkołomna. Wyjazdy na spotkania z West Hamem, odmienionym Leicester i szukającym każdego punktu Hull również nie będą łatwe. Terminarz Chelsea trzeba uznać za zdecydowanie łatwiejszy.

1

Podobno zawsze łatwiej gonić, niż być ściganym. Presja spoczywa na liderze, forma jest po stronie Tottenhamu, ale przeciwnicy Chelsea wydają się zdecydowanie łatwiejsi. Już dzisiaj zespoły spotkają się w bezpośrednim meczu na Wembley, którego stawką będzie awans do finału ligi angielskiej. Będzie można spojrzeć rywalom w oczy, naprężyć muskuły, wpłynąć na psychiczną formę rywala i rozpocząć korespondencyjny pojedynek w Premier League. Wystarczy jedno, dwa potknięcia i upragniony puchar może wypaść z rąk. Ponownie o tytule może zdecydować jeden poślizg. Zapnijcie pasy.