Ranieri odnowiciel. Jego Sampdoria znalazła się… w europejskiej czołówce

Jak „rozwalić” dwa kluby za jednym zamachem? Czasem wystarczy po prostu przejście jednej osoby w inne miejsce. Kilka miesięcy temu przekonały się o tym Milan i Sampdoria, za sprawą Marco Giampaolo. 52-latek nie tylko dokonał niemożliwego sprawiając, że Milan wyglądał o wiele gorzej niż wcześniej, ale dodatkowo osierocony klub z Genui nie mógł pozbierać się po jego odejściu. Do czasu.

Giampaolo w latach 2016-2019 stworzył naprawdę ciekawy projekt, czego najlepszym dowodem był fakt, iż Fabio Quagliarella w barwach „Sampy” był w stanie zdobyć tytuł króla strzelców Serie A. Latem to się zmieniło, a ekipa przejęta przez Eusebio Di Francesco przegrała sześć z siedmiu pierwszych kolejek sezonu. Obaj panowie opuścili swoje kluby szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.

O ile AC Milan nowego trenera wybrał raczej niezbyt trafnie, o tyle Sampdoria trafiła (póki co) idealnie. Posadę otrzymał Claudio Ranieri i stopniowo zaczął wyciągać zespół z bagna, w którym się znajdował. Dwa punkty przewagi nad strefą spadkową to kiepski wynik niemal na półmetku rozgrywek, ale pamiętajmy o wspomnianych początkach sezonu.

Odkąd sympatyczny Włoch zasiadł na trenerskim stołku, Sampdoria przegrała tylko cztery ligowe mecze. „Tylko”, bo punktowała w siedmiu innych, zdobywając łącznie 13 punktów. W serca fanów została wlana solidna porcja optymizmu, ale nie tylko punkty mogą cieszyć.

Dlaczego? Okazuje się, że Ranieri świetnie zadbał o to, z czego było znane m.in. jego mistrzowskie Leicester – o defensywę. Odkąd zaczął pracować w klubie z Genui, jego podopieczni pięciokrotnie zachowali czyste konto w meczu ligowym. To nie tylko najlepszy wynik w Serie A, ale także ścisła czołówka, biorąc pod uwagę najlepsze europejskie ligi. Więcej meczów na „zero” z tyłu rozegrały jedynie Leicester (sześć) i Real Madryt (siedem).

Obrona to zaledwie jeden z wielu czynników, które decydują w świecie piłki o grze i wynikach, ale dobrze widzieć, że Włochowi znów nieźle się układa. Oby tak dalej.

Komentarze

komentarzy