Lopeteg(N)ui i pępek świata Perez. Dżentelmeni tak nie robią

2008 rok, mistrzostwo Europy i piękne pożegnanie się Aragonesa. 2010 rok, kontynuacja dzieła przez del Bosque i tytuł mistrzów świata. 2012 rok, kolejny tytuł i obroniony tron na Starym Kontynencie. Reprezentacja Hiszpanii ostatnią dekadę mogła zaliczyć do tych z kategorii wyśnionych. Trudno dobrze wyobrazić sobie, w jakim stanie uniesienia podczas tych imprez byli hiszpańscy kibice, jednak wszystko co dobre, szybko się kończy. W Hiszpanii trwało to trochę dłużej, ale i na nią przyszedł czas.

Szok przyszedł już w 2014 roku, kiedy obrońcy tytułu nawet nie wyszli z grupy. Wydawało się, że to science fiction, ale z takim mamy do czynienia dopiero teraz. 12 czerwca, dwa dni do otwarcia mundialu, trzy dni do pierwszego i jakże ważnego starcia Hiszpanii z Portugalią. Tymczasem świat obiega informacja, że po mistrzostwach Lopetegui odchodzi z kadry na rzecz Realu Madryt.

To wydarzenie podzieliło ludzi na dwa obozy. Jeden (mniejszy) twierdzący, że to nic złego, w końcu dalej mógł poprowadzić reprezentację w profesjonalny sposób, jak gdyby nigdy nic. Drugi (zdecydowanie większy) jest oburzony zachowaniem trenera, ale też Florentino Pereza, który w taki sposób spowodował wstrząs we własnej ojczyźnie.

Historia pokazuje kilka, teoretycznie podobnych sytuacji. Pierwsze z brzegu – van Gaal i Conte. Ci jednak decyzje ogłosili wcześniej, ustalając wszystko z federacjami, by nic nie kolidowało ze zbliżającym się turniejem. Poza czasem, który w takich momentach odgrywa rolę, obaj objąć mieli kluby z nie swojego kraju.

W Hiszpanii sytuacja wygląda inaczej. Lopetegui 22 maja podpisał nową umowę i aż do wczoraj nikt nie otrzymał jakiegokolwiek sygnału, że coś się zmieni. Szef hiszpańskiej federacji o wszystkim dowiedział się pięć minut przed oficjalnym komunikatem. Mówi się, że Real aktywował klauzulę odejścia wysokości 2 milionów euro. Mało, ale mogłoby być nawet 20 – to nie zmienia absolutnie nic.

Dobre wyjścia były tylko dwa. Albo poinformować o chęci odejścia kilka miesięcy wcześniej i nie przedłużać umowy (ta opcja odpada, w końcu Zidane zrezygnował nagle), albo załatwić wszystko, ale z ogłoszeniem decyzji poczekać do zakończenia udziału na mistrzostwach. Tymczasem Perez zachował się jak pępek świata, zupełnie nie myśląc o kadrze i hiszpańskich kibicach, a jedynie o satysfakcji fanów Realu, żeby nie musieli się dłużej niecierpliwić tym, kto zastąpi Zidane’a.

Jak typowy gnojek zachował się też Lopetegui. 51 lat na karku, prowadzi swój ukochany kraj, z którym do tej pory nie zaznał porażki (!), wizja zyskania miłości całego kraju w razie dobrego występu. Oczywiście nikt nie mówi, że jeśli już podpisał kontrakt, musi go wypełnić, bo nie takie historie znamy ze świata piłki. Jednak gdyby miał choć trochę ogłady i „pomyślunku” zakomunikowałby Perezowi, że chętnie obejmie posadę w wielkim Realu, o którym wielu marzy, jednak resztę dogadają po mundialu, bo teraz ma sporo na głowie. Albo nawet podpisać umowę, ale umówić się na dotrzymanie tajemnicy na czas mundialu. Tymczasem otrzymaliśmy obraz dwóch niemyślących panów, których zachowania można przełożyć na polskie „januszowanie”.

Perez: „Kuurła, Zidane’a ni ma, na rynku nikogo ciekawego. Te, czekej, może tego Lopeteguiego? Do wyjęcia za dwie bańki, bieremy go. Mundial? Jaki mundial? Przecie może se ich poprowadzić, ale kibicom powiemy tera, bo po co mają się jeszcze niecały miesiąc męczyć? Halyna, podej telefon”

Lopetegui: „Halo? Real? Co? >>Pioter, leć po matke i szampana, bedziem oblewać

Dla federacji to było za dużo. Potajemne umowy i brak profesjonalizmu nie mogą się zdarzać na takim poziomie, w takim momencie. Lopetegui został zwolniony, a przytaczając wypowiedź Jana Tomaszewskiego, nawet „dyscyplinarnie wypier*olony”. Większość piłkarzy podobno była przeciwna zwolnieniu trenera, jednak federacja się nie ugięła. Lopetegui może powoli pakować się i wracać z Rosji, jego miejsce zajmie Hierro. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Dla tych, którzy wciąż mają jakieś „ale”: wyobraźmy sobie, że Legia jest polskim Szachtarem. Najlepsza drużyna w lidze, regularnie wychodząca z grupy LM – marzenie polskich trenerów. I teraz wyobraźmy sobie, że Adam Nawałka w marcu ogłasza, że po mundialu rezygnuje, by prowadzić Legię. Byłby zawód, ale każdy by to zrozumiał. Druga opcja – nikt o niczym nie wie, a po turnieju w Rosji, z którego odpadliśmy – dajmy na to – w ćwierćfinale, pan Adam ogłasza, że jego czas dobiegł końca, dziękuje za te wszystkie lata i ogłasza kontrakt z Legią. Normalne sytuacje.

Ale teraz inna: Nasz selekcjoner przedłuża kontrakt, wszyscy myślimy tylko o mundialu, a w sobotę – trzy dni przed meczem z Senegalem – Legia ogłasza, że po turnieju przejmuje Nawałkę. I to w sytuacji (sci-fi), gdy 1/3 naszej kadry gra w Legii, a kolejna 1/3 w Lechu. Czy to jest w porządku? Niech każdy odpowie sobie sam…

Załóż konto w ETOTO i odbierz zakład bez ryzyka do kwoty 100 zł

Komentarze

komentarzy