Atmosfera w reprezentacji Francji dobra jak nigdy. Evra i Pogba aż śpiewają z radości

 evra

W lipcu minęły cztery lata odkąd Didier Deschamps został selekcjonerem reprezentacji Francji, z którą jako zawodnik cieszył się ze zdobycia mistrzostwa świata i Europy. Były szkoleniowiec m.in. Juventusu Turyn wciąż czeka na wielki sukces z „Trójkolorowymi” w roli ich opiekuna, gdyż takim na pewno nie było zajęcie drugiego miejsca na tegorocznym Euro, ale trzeba przyznać, że już jeden – i to znaczący – zdążył osiągnąć.

Może stwierdzenie, że tytuł wicemistrzów Starego Kontynentu dla „Tricolores” nie jest znaczącym wyróżnieniem, brzmi dziwnie, ale wszyscy doskonale wiemy, jak bardzo pragnęli oni zająć pierwsze miejsce w turnieju rozgrywanym w ich kraju. Ze srebrnych medali ucieszyłaby się zapewne każda inna reprezentacja, ale nie Francuzi, którzy z regularnością szwajcarskiego zegarka wypuszczają w świat kolejne znakomite generacje piłkarzy. Poza tym drużyna znad Sekwany pragnęła poprzez wygranie czempionatu złożyć hołd kilkuset ofiarom paryskich zamachów z listopada zeszłego roku. Nie udało się, choć było blisko. O porażce gospodarzy z Portugalią przesądził świetny strzał Edera.

Nie zmienia to jednak faktu, że za niespełna dwa lata w Rosji, gdzie rozgrywane będą kolejne finały mistrzostw świata, podopieczni Deschampsa będą jednym z głównych faworytów do zdobycia tytułu. O tym, że może ich zabraknąć nad Wołgą, nikt nawet nie myśli. Skoro bowiem Francuzi potrafili przechodzić przez sito eliminacji, mimo iż ich kadra często była targana różnymi konfliktami, musi udać się im to także teraz, a więc w momencie, gdy sytuacja w niej jest najlepsza od co najmniej kilku lat.

Kibice mają zapewne jeszcze w pamięci różnego rodzaju skandale z udziałem francuskich piłkarzy przeszkadzające im w skupieniu się na grze. Dowodzący reprezentacją w latach 2004–2010 Raymond Domenech długo nie potrafił znaleźć akceptacji w oczach swych podopiecznych, w tym legendarnego Zinedine’a Zidane’a. Niby podczas mundialu w 2006 r. to znany z zamiłowania do wróżb trener kierował drużyną, ale i tak można było odnieść wrażenie, że zawodnicy większym respektem darzyli swego kapitana, który przed każdym spotkaniem w Niemczech rozstawiał ich po kątach.

Kiedy „Zizou” postanowił zakończyć karierę, Domenech nie potrafił już samodzielnie zapanować nad grupą rozkapryszonych gwiazd, co prowadziło do kolejnych żenujących wydarzeń z ich działem. Euro 2008 Francuzi zakończyli już po trzech meczach grupowych, w których zdołali urwać zaledwie jeden punkt Rumunom. Dwa lata później, podczas MŚ w RPA, nie było już źle, ale wręcz tragicznie i kompromitująco zarazem. Zespół, który w cieniu skandalu dostał się na afrykański mundial (pamiętna ręka Thierry’ego Henry’ego w rewanżowym meczu barażowym z Irlandią), znów wrócił do domu szybciej niż oczekiwano. Przegrane z gospodarzami i Meksykiem oraz punkt urwany Urugwajowi nie przesłoniły konfliktu na linii trener–piłkarze, którego eskalacja zakończyła się odmówieniem wyjścia na trening przez zawodników oraz zniesławieniem przez nich Domenecha.

anelka-vs-domenech
Nicolas Anelka (z lewej) i Raymond Domenech, czyli panowie, którym nie było ze sobą po drodze podczas mundialu w RPA.

Jego następca, Laurent Blanc, wydawał się człowiekiem mogącym wprowadzić do francuskiej kadry oczekiwany przez jej fanów porządek, ale polsko-ukraińskie finały Euro 2012 pokazały, że jednak zadanie to przerosło jego możliwości. Po meczu ćwierćfinałowym pomiędzy Francją a Hiszpanią, wygranym przez późniejszych mistrzów 2:0, rozczarowany takim obrotem spraw Samir Nasri wyzywał swoich rodaków-dziennikarzy, wystawiając tym samym swój naród kolejny raz na pośmiewisko.

Dopiero powierzenie sterów reprezentacji Deschampsowi sprawiło, że piłkarze zdołali znaleźć ze sobą wspólny język, tworząc grupę doskonale rozumiejących się ludzi. Wreszcie zaczęli zachowywać się, jak na profesjonalistów, a nie rozwydrzonych dzieciaków, przystało. Nawet afera z szantażowaniem Mathieu Valbueny przez Karima Benzemę sekstaśmami z udziałem tego pierwszego nie zdołała zmącić dobrej atmosfery w zespole. Deschamps wcielił się w rolę mediatora w sporze pomiędzy dwoma graczami i był w tym na tyle skuteczny, że mający pełne prawo obrazić się śmiertelnie na napastnika Realu Madryt Valbuena stwierdził przed startem Euro 2016, że nie miałby nic przeciwko, by zawieszony za swój występek przez francuską federację futbolu (FFF) Karim znalazł się w 23-osobowej kadrze. Ostatecznie musiał on oglądać mecze kolegów w telewizji, ale postawa jego „ofiary” pokazała, że dzisiejsza reprezentacja Francji jest zupełnie inna od tej, jaką mogliśmy oglądać jeszcze kilka lat temu.

Pewnego rodzaju przemianę przeszedł jeden z jej najstarszych członków, Patrice Evra. W 2010 r. to on był jednym z głównych przewodniczących grupy zbuntowanej przeciwko Domenechowi, która postanowiła zaprotestować i nie wychodzić na jeden z treningów. Zachowanie obrońcy Juventusu zakrawało na absurd, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że przed jednym z meczów Francji w RPA popłakał się on w czasie odgrywania „Marsylianki”. Z jednej więc strony wzruszyły go nuty hymnu narodowego jego kraju, z drugiej zaś postanowił skompromitować go głównie wespół z Nicolasem Anelką poprzez ubliżanie trenerowi. Absurd.

Dziś jednak utytułowany defensor zachowuje się zupełnie inaczej. Nawet jeśli nie jest już tak świetny piłkarsko jak dawniej, czego potwierdzeniem była jego dość słaba forma w meczach francuskiego Euro, w zespole Deschampsa odgrywa wciąż bardzo ważną rolę. Czarnoskóry piłkarz dba o doskonałą atmosferę w drużynie, a zarazem pokazuje kibicom, że czasy, kiedy on i jego koledzy odnosili się z lekceważeniem do narodowych barw Francji, już dawno minęły.

Potwierdzeniem powyższych słów może być krótki filmik opublikowany przez Evrę na jednym z portali społecznościowych po piątkowym spotkaniu jego zespołu ze Szwecją (2:1). Nie był to łatwy mecz dla faworyzowanych Francuzów, którzy przegrywali już 0:1, ale jednak zakończył się dla nich szczęśliwie. Stan zadowolenia Patrice’a ze zdobycia kompletu punktów był tak duży, iż postanowił on dać upust swoim emocjom w oryginalny sposób. Otóż na wspomnianym nagraniu Evra i Paul Pogba z uśmiechami na ustach śpiewają piosenkę skierowaną ku… niebieskiej koszulce Francji. Obaj wyglądają tak, jakby słowa piosenki adresowali do ukochanej kobiety, co wiele mówi o ich przywiązaniu, ba, miłości wynikającej z gry dla Francji. I to jest właśnie wspomniany na wstępie sukces Deschampsa.