Burzyński: Barcelona traci mistrzowską tożsamość?

La_Masia_1

Szkółki piłkarskie w dzisiejszych czasach stały się symbolem mądrego i rozsądnego zarządzania w klubie sportowym. Każdy fachowiec i laik powie to samo, podstawą jest szkolenie młodzieży. Niestety, ale zagłębiając się w ten temat, bardzo szybko uświadomimy sobie, jak mało wiemy o tym aspekcie futbolowego rzemiosła. Piłka nożna była nieskomplikowanym sportem dla każdego durnia w czasach, gdy chodziło głównie o kopanie nadmuchanego balona pokrytego skórą. Dzisiejsze realia są zupełnie inne. Nie chodzi już tylko o prowadzenie drużyny, to są już ogromne przedsiębiorstwa z wieloma rozbudowanymi działami m.in. takimi jak akademie piłkarskie.

W ostatnich latach szkółka piłkarska Barcelony stała się światowym trendem. Oczywiście nie bez powodu. W 2010 roku, trójka wychowanków Azulgrany zgarnęła całe podium w plebiscycie na najlepszego piłkarza świata. Jednak niebywała rzecz stała się w listopadzie 2012 roku, gdy Tito Vilanova wystawił jedenastkę złożoną z samych wychowanków. Oczy całego piłkarskiego świata zwrócone były w kierunku FC Barcelony. Każdy chciał na własne oczy poznać przepis na idealne szkolenie. Przyjeżdżali, odjeżdżali, kopiowali, pławili się nowymi umiejętnościami prowadzenia młodzieży. Wnioski były zawsze te same, dać komfort i wyszkolić najpierw na dobrego człowieka, a później piłkarza.

Dlaczego Barcelona to sprzedawała? Należy raczej zapytać, a kto by nie sprzedawał? Oczywiście do tego dochodzi przede wszystkim technika, technika i jeszcze raz technika – powtarzali jak mantra . Poza tym co może było choć trochę innowacyjne, to gra w tym samym systemie w każdej grupie wiekowej. Jednak proszę wskazać choć jedną szkółkę z prawdziwego zdarzenia, która czyniła inaczej? Czy Real Madryt, Sporting Lizbona, Ajax Amsterdam uczyli ośmiolatków biegać interwały, czy też może grać w piłkę? Dzisiaj już wiemy, że Barcelona wpadła we własne sidła. Nie straciła tożsamości, tylko szczęście, które mogła mieć każda inna wielka akademia. Różnica jest tylko taka, że kataloński klub trafił na czasy, gdzie bez marketingu możesz cmoknąć się w pompkę, a nie prowadzić klub. Sprzedali ten produkt jako symbol sukcesów.

Nie wystarczy dobra akademia, by wychować gwiazdę futbolu. Na to składa się wiele czynników, które są zwykle splotem różnych wydarzeń. Ale to nie tylko ma odniesienie w futbolu, bo w piłkę grają zwykli ludzie tacy jak my. Kopanie tej futbolówki ku naszej uciesze to ich praca, a jak łatwo się domyślić, poza obowiązkami zawodowymi piłkarze mają również prywatne życie. Nim osiągną sukces, to wspinają się na szczyt tak samo jak każdy z nas w swojej branży. Uświadommy sobie jak wiele dzieje się rzeczy po drodze.

Dlaczego w firmie jest paru kierowników i jeden dyrektor? Może być tak, że wszyscy będą po jednej uczelni, ale to rzadkość. Jednak zdarza się to czasami. Na tej samej zasadzie działają akademie piłkarskie.  Oczywiście są lepsze i gorsze, ale kilka jest na zbliżonym poziomie, a jeśli coś jest na podobnym poziomie to decydują detale.

Dokonajmy analizy jedenastu wychowanków, którzy wybiegli od pierwszej minuty w tym legendarnym meczu. Zagrali wtedy: Víctor Valdes, Martín Montoya, Gerard Pique, Carles Puyol, Jordi Alba, Xavi, Sergio Busquets, Cesc Fabregas, Pedro, Lionel Messi i Andres Iniesta.

Vicotr Valdes, to gościu który nienawidził stać na bramce od dziecka. Z mitycznej La Masii rezygnował dwa razy i miał wstręt do futbolu. Pique zrozumiał, że chce zarabiać na futbolu dopiero po wyjeździe na Wyspy. Zanim wrócił do Barcelony, grał również na wypożyczeniu w Saragossie. Gdyby nie było Guardioli, który zauważył w nim wielką jakość, to nigdy nie byłby w tym miejscu, gdzie jest obecnie. Ogromną rolę wywarł też na nim Puyol. Natomiast popularny tarzan miał być wypożyczony do Realu Betis, ale doznał kontuzji, bo pajacował na treningu jako bramkarz. Jordi Alba to kolejny zawodnik, który musiał wiele przejść by wrócić na Camp Nou. Fabregas ta sama historia! Guardiola uratował Busquetsa i Pedro, przecież oni również mieli być wypożyczeni. Gdyby nie upór matki Xaviego, jego również nie byłoby już w Barcelonie, odszedłby jako przegrany i niedojda, bo zanim Blaugranę przejął Gurdiola, to grał na nieswojej pozycji. Iniesta to kolejny ocalony, o mały włos nie skończyłby na wypożyczeniu w Rengersach! Podobno był zbyt wiotki, by grać poważny futbol, tam o zgrozo miał nabrać siły. Andres swego czasu miał również ogromne problemy z aklimatyzacją w La Masii. Historię Messiego zna chyba każdy, tutaj to dopiero były psikusy losu, typu kontrakty na chusteczkach i inne perypetie. Celowo pominąłem Montoye, bo gdyby inaczej to wszystko się potoczyło, to może on dzisiaj odgrywałby rolę Sergiego Roberto, który przez dwa lata był wyszydzany, a dzisiaj stanowi solidny punkt drużyny.

Nie ma gotowego przepisu na piłkarza, to wszystko są detale i zrządzenie losu. Nikt nie ma magicznej różdżki, oczywiście musisz mieć podstawy, ale później to już szczęście i odpowiedni menadżerowie. Żaden trener z akademii nie będzie przejmował się jednym zawodnikiem, on ma wielu pod swoją pieczą. Menadżer też ma wielu, ale on ma świadomość tego, że jak dobrze wykona swoją pracę, to w przyszłości odbierze za to solidną nagrodę.

Graham Hunter w swoim felietonie opublikowanym na espnfc.com porusza jeszcze inny problem, związany z brakiem cierpliwości do młodych wychowanków w wielkich klubach.

Fani i media będą z reguły coraz częściej żądać najlepszego rozwiązania NA DANY MOMENT. Wszystko jest kwestią krótkoterminowości: „wygrywać, teraz!”, „dawać tematy do nagłówków, teraz!”, „wydawać pieniądze, już!”, „zadowolić sponsorów, już!”. 

La Masia to tylko przykład. W miejscach gdzie akademie są na najwyższym poziomie jest identycznie. Nieważne czy to Monachium, Londyn, Manchester, Paryż, Turyn, Madryt, nikt nie będzie na ciebie czekał. Jeśli staniesz w miejscu, to będziesz oglądał plecy. Oczywiście są kluby, które typowo zarabiają na wychowankach, ale oni nigdy nie będą wygrywać. Zapytajcie kibica FC Barcelony, Manchesteru United, Realu Madryt czy zamieniliby tytuły na pieniądze ze sprzedaży zawodników? Oczywiście żartowałem, to pytanie retoryczne.

Odbierz darmowe 20 zł w nowym polskim bukmacherze forBET. Graj za darmo!