Chaos w PSG, Neymar się stawia. Albo on, albo Tuchel?

Paris Saint-Germain ma ogromne ambicje. Klub, w który pompowane są petrodolary, od lat próbuje podbić Europę i stworzyć coś wielkiego. Wielomilionowe transfery i potęga, jaką wydają się na papierze, nie mają jednak nic wspólnego ani z jakością występów w kluczowych meczach, ani z poziomem profesjonalizmu. Ten najwyższy był chyba jeszcze wtedy, kiedy szatnię za „gębę” trzymał Zlatan Ibrahimović.

W dzisiejszym PSG co chwilę ma miejsce jakaś mniejsza bądź większa afera, głównie z udziałem tych, którzy trafiali na Parc des Princes za największe pieniądze. Numerem jeden jest oczywiście Neymar – w przypadku Brazylijczyka wydaje się, że już po kilku dniach/tygodniach w Paryżu uświadomił sobie, że podjął złą decyzję. Teraz jedynie co jakiś czas daje temu upust.

Wydaje się, że podobnie dzieje się po porażce z Borussią Dortmund w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Ostatni występ przed wspomnianym meczem Neymar zaliczył 1 lutego, po czym – jak się wydawało – leczył kontuzję. To właśnie opuszczenie tego okresu i wypadnięcie z rytmu meczowego Neymar uznał za jedną z przyczyn porażki.

– To trudne pozostać bez gry przez cztery mecze. Niestety, to nie był mój wybór. To było coś, co klub ustalił ze swoimi lekarzami. Nie podobało mi się to, mieliśmy na ten temat wiele dyskusji. Ja chciałem grać, czułem się dobrze, ale klub miał obawy i w efekcie to ja byłem tym, który cierpiał – zdradził Neymar.

To właśnie przez przesadną ostrożność m.in. ze strony Tuchela, Neymar nie wystąpił choćby w pucharowym meczu z Dijon, wygranym przez „Les Parisiens” 6:1. W odpowiedzi na taką decyzję, Brazylijczyk… odmówił trenowania. Oficjalnie ogłosił klubowi, że odpoczywa, jednak był to jawny manifest niezadowolenia i typowy foch w stylu: „Nie mogę zagrać? W takim razie nie będę też trenował”.

Wydaje się, że Thomas Tuchel nie jest w stanie zapanować nad wielkim ego i trudnymi charakterami swoich gwiazd. Czy będzie kolejnym, którego misja w Paryżu zakończy się niepowodzeniem?