Kolebka Futbolu: „Chcę dać szansę młodym zawodnikom, której ja nie miałem” [WYWIAD]

Mieszkasz na drugim końcu Europy, a mimo tego potrafisz zarządzać coraz większą organizacją, dzięki której młodzi polscy piłkarze mają szansę przebić się do profesjonalnej piłki. Taką osobą właśnie jest Emil Kot, czyli pomysłodawca i właściciel projektu „Ty Też masz szansę”. Wczoraj na naszych łamach pojawił się reportaż z siódmej edycji TTMSZ, a dzisiaj w ramach cyklu „Kolebka Futbolu” możecie przeczytać, co ma do powiedzenia najważniejsza osoba w największym piłkarskim przedsięwzięciu non-profit w Polsce.

Skąd pomysł na „Ty Też Masz Szansę”?

Myśl powstała w mojej głowie jakiś czas temu z tego powodu, że też byłem takim piłkarzem, który kopał się po czwartych ligach jako 16-latek i nie widziałem dużych szans, żeby ktoś mnie zobaczył na meczu IV ligi. Gdyby nie mecz z rezerwami Dolcanu Ząbki, gdzie trenerem pierwszej drużyny był Marcin Sasal, nikt o mnie nie miał zielonego pojęcia. Wiem jednak, że po tym meczu pojawiło się jakieś zainteresowanie mną i kilkoma kolegami z rocznika 90. To była jedyna możliwość, żeby trener pierwszej drużyny z wyższej ligi mógł mnie i innych zobaczyć, bo akurat przyjechał na mecz rezerw.

Co nie często się zdarza…

Nie często i pomyślałem, że fajnie byłoby stworzyć taką możliwość chłopakom z niższych lig, żeby po prostu ktoś mógł ich zobaczyć. Jeśli chodzi o niższe ligi, tam gra cała masa zawodników w wieku lat 16-18, którzy byli pominięci przez akademie, system i w jakiś sposób mogą nadrobić jeszcze te dwa-trzy lata w akademii. Wiadomo, że nie trenują tak samo jak w akademii Śląska, Legii, Lechii, Lecha czy gdzieś indziej, nie mają opieki szkoleniowej, fizjoterapeuty, spotkań z psychologiem, opieki medycznej.

Ale mają tę przewagę, że grają w seniorach w bardzo młodym wieku.

Dokładnie i wydaje mi się, że lepsza będzie dla chłopaka, pod kątem dalszego jego rozwoju, gra w IV lidze w wieku lat 16. niż występy w CLJ do 19. roku życia. Takie metody były jeszcze kilka lat temu, gdy dorośli już ludzie grali w lidze juniora starszego. Wydaje mi się, że mijało się to z celem, ponieważ taki chłopak wchodził wówczas do seniorów mając 20 lat, a na zachodzie w tym wieku gość jest już przygotowany do poważnego grania.

Zresztą gra w seniorach daje dużo takiego sprytu, cwaniactwa. Mieliśmy dobry przykład w tej edycji Dominika Konkiela, którego osobiście widziałem, ponieważ organizowaliśmy kurs skautingowy i byliśmy na jego meczu, akurat grał. Rocznik 2004, gra w A-klasie, podejrzewam, że trenuje gdzieś dwa, może trzy razy w tygodniu, nie więcej. Piłkarsko? Mimo że nie był objęty żadnym programem szkolenia, wygląda naprawdę dobrze. Ma swobodę operowania piłką, wie gdzie poruszać się po boisku, skanuje przestrzeń i ma jakieś podstawy, żeby wejść wyżej. Wiem, że teraz prawdopodobnie będzie testowany przez Lechię Gdańsk, żeby zobaczyć jak będzie wyglądał na tle rówieśników z gdańskiego klubu. Wydaje mi się, że nie będzie widać dużej różnicy, a mówimy o chłopaku, który rozegrał kilka meczów w A-klasie. Wcześniej grał, gdzieś w lidze regionalnej na Kaszubach!

Mieszkając w Anglii chyba nie jest łatwo koordynować taki projekt.

Mój największy minus jest taki, że nie mogę obejrzeć tutaj na miejscu zawodników, a zawsze lubiłem to robić. Oczywiście traktowałem to czysto hobbistycznie, poza trenowaniem zespołu i bycia „kandydatem na trenera” (śmiech). Poza tym chodziłem sobie na IV ligę, okręgówkę i chciałem oglądać chłopaków, którzy dopiero wchodzą do seniorów. To jest bolączka, że nie mogę sobie pojechać, nawet po wskazaniu przez jednego skauta, samemu się przekonać, jak taki zawodnik wygląda, gdzie gra i czegoś się o nim dowiedzieć.

W Anglii również mamy młodych chłopaków między rocznikami 2001 a 2003, których też monitoruje i staram się ich obserwować. Zresztą oni też byli na TTMSZ, jak teraz Żukowski, wcześniej Nóżka, Chałupniczak czy Błasik. Specjalnie przylatywali z Anglii do Warszawy na te mecze i nie wykluczam, że pewnie przy okazji kolejnych edycji zaproszę następnych.

Jak wygląda proces selekcji do meczu?

Orzeł i reszka (śmiech).

Domyślam się, że macie szerokie grono skautów, ale…

To jest ten kłopot, że ja tych zawodników nie widzę i nie jestem w stanie ich ocenić. Wiadomo, każdy powie, że znalazł zawodnika, który jest najlepszy, ale to jest normalne, więc trzeba trochę chłodnej głowy. Kieruje się też statystykami, ponieważ to sporo mówi, jeśli chłopak z rocznika 2001/2002 ma kilkanaście spotkań w czwartej lidze, to wiemy, że on nie wziął się tam z przypadku. Jeśli jeszcze pojedzie tam nasz skaut i powie „Tak, to jest on” – już mam dwa pozytywne sygnały. Nie tylko ma dobre statystyki, ale ktoś go zweryfikował na żywo, ktoś go polecił, do tego ja wykonuje kilka telefonów do ludzi, którzy go znają albo go widzieli i wtedy dopiero go zapraszamy. Nie w każdym przypadku da się tak zrobić, ale w większości tak.

Z jakiej grupy selekcjonujecie 22 zawodników?

Wrzucam na naszą grupę dwie jedenastki i proszę o pinię naszych skautów, którzy przez ostatnie pół roku oglądali wiele meczów. Później oni wpisują – lewy obrońca z poziomu x, prawy obrońca z poziomu y itd. Nieraz jest duży ból głowy przy wyborze zawodników. Przy tej edycji największe obłożenie mieliśmy na pozycjach 6 i 8. Tam łącznie było chyba 15 kandydatów i wszyscy mniej więcej na poziomie IV ligi grali regularnie. Pokazuje to tendencje w polskiej piłce, że tych ludzi na 6 i 8 jest multum, a lewych obrońców mieliśmy tylko trzech do wyboru.

To samo jest z klasycznymi „9”, chociaż w tej edycji mieliśmy fajnych chłopaków. Borowski bardzo dobrze wyglądał – gol i asysta, Gust trochę słabiej, ale to tez jest zawodnik z B-klasy, więc małymi krokami idzie do przodu. Tyle że znalezienie młodzieżowca z pozycji numer 9, który gra w niższych ligach i ma dobre liczby jest bardzo trudne. Zazwyczaj ci zawodnicy najszybciej idą w górę, bo patrzysz na liczby i już masz ogląd sytuacji.

Staracie się docierać do klubów z wyższych lig, żeby przyjechali na test-mecz?

Mailowo, Twitter, ogólnie media społecznościowe. Generalnie każdy możliwy sposób.

Jaki odbiór?

Jedni przyjeżdżają, inni nie. Wiadomo jaki jest poziom. My nie mamy tutaj gotowych piłkarzy do Ekstraklasy i to jest oczywiste. Naszym celem jest trzecia, druga liga. Kluby właśnie z tego poziomu powinny się interesować najbardziej takim projektem. Ewentualnie kluby posiadające rezerwy na tym poziomie, np. Miedź Legnica, która była obecna. Tam jest cały proces szkoleniowy i zawodnik np. z czwartej ligi może wejść o poziom wyżej, więc nie ma przepaści, a trafia już do dużego klubu. Wiadomo, że ma więcej jednostek treningowych, które inaczej wyglądają niż w okręgówce, więc robi jakiś postęp. Nie wiadomo, może za jakiś rok czy dwa trafi na trening do pierwszego zespołu i będzie miał szansę debiutu w Ekstraklasie czy I lidze.

Mówisz, że powinny się zainteresować, ale czy się faktycznie interesują?

Nie zawsze się interesują. Był dzisiaj Widzew, ŁKS, Pogoń Szczecin. Olimpia Zambrów była obecna i od razu po meczu zaprosiła jednego chłopaka do siebie, więc są tacy, którzy przyjadą i próbują kogoś wziąć. Nie każdy traktuje to jednak poważnie, ale to ich sprawa. My robimy swoje i staramy się „pchnąć” chłopaków gdzieś dalej. Nie ukrywam, że próbujemy wykorzystywać swoje kontakty w Polsce, ponieważ trenerzy pytają się nas, nawet jeśli nie przyjadą, że szukają konkretny profil zawodnika na konkretną pozycję. My już wiemy, jak taki chłopak wygląda, oglądaliśmy go kilka razy i wysyłamy polecenie na zasadzie – przyjedź i pokaż się.

Trudno zliczyć testy, które udało się naszym zawodnikom pomóc załatwić, bo tego była cała masa. Niektórzy byli w trzech, czterech klubach, więc tych szans było naprawdę wiele, żeby się pokazać. Od samych zainteresowanych zależy najwięcej, a przede wszystkim jak do tego podejdą i „sprzedadzą się” piłkarsko.

Mówisz o podejściu. Rozmawiałem z waszym skautem Danielem Dąbrowskim, którego wpis na Twitterze mnie mocno zaciekawił, ponieważ mówił, że zawodnicy na Podlasiu często są niechętni do jeżdżenia na testy do klubów z wyższych lig, a nawet wtedy, gdy dostają oferty!

Staramy się unikać takich sytuacji. Pytamy zawodników przed meczem czy oni chcą zrobić krok w przód. To jest moje pierwsze pytanie – „Czy ty chcesz się rozwijać jako piłkarz, czy po prostu jesteś zadowolony, że jesteś lokalną gwiazdą?” Masz ciepło jak u Pana Boga za piecem, prezes płaci super pieniądze w okręgówce. Masz rozpoznawalność, strzelasz bramki, 10 na plecach. Czy może jednak chcesz coś zmienić? Pojechać na drugą stronę Polski, zarobić trochę mniej teraz, przekroczyć strefę komfortu, bo nie ma rodziców obok, tyle że walczysz nie o 1500 czy 1700zł, ale o realny, profesjonalny kontrakt na wysokim poziomie.

Kwestia ambicji i podejścia do sprawy. Do tej pory wszyscy chcą. Zresztą te pierwsze 25 minut meczu pokazało dobitnie wszystkim, że przyjechali się pokazać i coś udowodnić, ponieważ tempo gry było ogromne. Zdziwiłem się, że tak weszli w mecz, ale później to się odbiło i nie było tej mocy, co na początku.

Emil Kot (źródło: fot. prywatne z profilu na twitterze)

Chłopaki przyjeżdżają na mecz, w którym chcą się pokazać, więc istnieje obawa, że każdy będzie grał pod siebie. Do tego znajdują się w nowym środowisku, w którym zapewne nigdy już nie będą.

To jest właśnie plus tego, że niektórzy z nich znajdując się nawet w takiej ekstremalnej sytuacji, czyli widząc się pierwszy raz na oczy, potrafią być liderem na boisku, potrafią zarządzać drużyną. Podpowiadać, odpowiednio się ustawiać, być pozytywnym dla innych dookoła, co też wydaje mi się, że dla ludzi, którzy pracują w piłce od lat i znają się na niej, będzie sygnałem do wyłapania takich drobnych elementów. Będzie widać współpracę i to, że potrafi się odnaleźć w nowym środowisku. Wydaje mi się, że da się to dostrzec. Przede wszystkim umiejętności indywidualne odgrywają ważną rolę i na tej podstawie kluby drugo- i trzecioligowe mogą zdecydować się dać szansę takim chłopakom.

Uczulam przed meczem zawodników, żeby nie trzeba było rzucić im 11 piłek. Bo tu nie chodzi o to, żeby każdy grał swój indywidualny mecz. Mówię, żeby byli zespołem, jedną ekipą, mimo że widzą się pierwszy raz. Dlatego choćby mamy specyficzne rozgrzewki. To nie jest typowa rozgrzewka przedmeczowa na bazie gimnastyki, małej gry i fragmentu gry. My duży nacisk kładziemy na komunikacje, poznanie imion i swojej charakterystyki – kto ja jestem, jaką piłkę chce dostać, w jaki sposób się poruszam. Proste rzeczy, ale niech przynajmniej mają okazje, jak najlepiej się poznać przez te 35 minut. Wiadomo, że to jest trudne. Ja też im mówię, że to nie jest hop siup złapać wspólny język z gościem, którego widzę pierwszy raz na oczy i być może ostatni.

Co z klubami z niższych lig? Chodzi o podejście do występów ich zawodników w TTMSZ.

Są kluby, które odmawiają. W tym roku z jednego dostaliśmy odpowiedź, że nie, gdyż zawodnik może doznać kontuzji. Stwierdziłem, że już nie będę się kłócił z zarządcą klubu, ponieważ to bez sensu. Kontuzji może doznać w domu wchodząc po schodach, może wyjść na ulicę i potrąci go samochód. To jest loteria i pewnych rzeczy nie jesteś w stanie przewidzieć. Było dzisiaj bardzo dużo sytuacji stykowych, ostrych spięć, zbitych głów w powietrzu, ale czy komuś się coś stało? Nie! Przez ostatnich siedem edycji nikomu nic się nie stało. Poza tym wszyscy są ubezpieczeni, jest opieka medyczna na meczu, karetka pod nosem, w razie czego, gdyby coś się stało.

Miałem w głowie takie myśli – co by się stało, gdyby ktoś zerwał więzadła krzyżowe. Wiem, że bylibyśmy w stanie zorganizować rehabilitacje. Jesteśmy non-profit, więc może jakaś zbiórka na takiego chłopaka, metodą crowdfundingową, ponieważ sporo osób wierzy w nasz projekt i chce pomóc.

Jednocześnie sam pewnie wiesz, że jedna poważniejsza kontuzja byłaby dla was wizerunkowym ciosem.

Jasne, pewnie, że tak. To jest loteria w piłce. Sam jestem po czterech zerwanych więzadłach krzyżowych, więc znam tę sytuację i wiem jak to może boleć. Zresztą dalej poruszam się bez krzyżowego w lewej nodze i doskonale zdaje sobie z tego sprawę, co taka kontuzja oznacza dla piłkarza.

Myśleliście, żeby ten projekt był zarobkowy? Skoro wykonujecie pracę, normalnym krokiem byłoby po prostu wzięcie zapłaty za to.

To jest trochę perpetum mobile. Często wpłacają na Zrzutkę piłkarze, którzy poszli gdzieś wyżej. Daniel Smuga, Dawid Rogalski, Arek Maj czy Krystian Przyborowski. Ludzie, którzy gdzieś poszli wyżej i zarobili/zarabiają pieniądze przez kilka lat są z nami. Mam nadzieję, że tak też będzie to działało, że za kilka lat będziemy mieli zawodników w Ekstraklasie, I lidze i oni będą wiedzieli, że dostali jakąś pomoc za zorganizowanie testów i w ramach takiej wdzięczności nas wspomogą.

Zresztą nam pomaga bardzo wiele osób. Choćby Milan Milanówek udostępnia nam cały kompleks za darmo! Ludzie są przemili i naprawdę duże ukłony dla nich, gdyż rzadko się to zdarza. Wiele ośrodków do nas dzwoni i oferuje stawki 500-800zł, a Marek Dziewicki mówi „przyjdź i graj”. Tak samo Piotrek Dziewicki, który kolejną edycje udostępnia nam AiCoacha.

Rozmawiał Rafał Szyszka

***

Poprzednie odcinki cyklu „Kolebka Futbolu”:

Emerytura czy życie po życiu?

Mówili: “Wracaj do siebie, nie jesteś Polakiem, jesteś Arabem”