City poza FA Cup! Guardiola odpada z drużyną, która… kiedyś go nie chciała

Angielskie puchary rządzą się swoimi prawami, a my wciąż jesteśmy bombardowani niespodziankami. Za taką niewątpliwie można było uznać niedzielny remis Tottenhamu z Rochdale, ale poniedziałek wcale nie był pod tym względem spokojniejszy. Manchester City odpadł z FA Cup przegrywając 1:0 z trzecioligowym Wigan, choć liczby wskazywałyby na coś innego. Trener „Obywateli” odpadł z drużyną, z którą łączy go pewien smaczek…

„Kolejny dzień w biurze”, mogli myśleć zawodnicy lidera Premier League przed wyjazdowym meczem. Wyjazdowym w teorii, bo nie musieli specjalnie przemęczać się podróżą – Wigan od Manchesteru dzieli zaledwie ok. 30 kilometrów. Przyjezdni nie zamierzali lekceważyć rywala, a skład wystawiony przez Guardiolę nie odbiegał szczególnie od tego „galowego”. Mimo to znów widać było trudność gry z ambitnym rywalem z niższej ligi, co nie tak dawno pokazało przecież Bristol City.

Kluczowym momentem można nazwać wydarzenie z końcówki pierwszej połowy, kiedy to po ostrym wejściu z boiska wyleciał Fabian Delph. Guardiola widział sytuację zupełnie inaczej, a decyzję o pozbawieniu go zawodnika potraktował jako okrutne oszustwo, co zresztą pokazał w przerwie meczu.

Jakby czerwona kartka była zbyt małą katastrofą, Hiszpan na początku drugiej połowy wprowadził na plac gry Walkera. Okazało się to podwójną karą, gdyż właśnie po niewytłumaczalnym błędzie Anglika padł jedyny gol tego spotkania. Jego zdobywcą był… Will Grigg, czyli gwiazda Wigan na boisku, ale nie tylko. W końcu każdy szanujący się kibic angielskiego futbolu zna TEN niewątpliwy hit…

Mecz był świetnym przykładem walenia głową w mur – City grało w piłkę, strzelało, stwarzało sytuacje, a mimo wszystko poległo. Nie pomogło nawet wprowadzenie Kevina De Bruyne na ostatnie 25 minut. Skazanym na pożarcie rywalom wystarczył jeden błąd, jedna dobra okazja i po raz kolejny dobitnie przypomnieliśmy sobie, że to nie posiadanie piłki i dziesiątki sytuacji są najważniejsze. W ostatecznym rozrachunku najważniejsza jest rubryka z bramkami.

Wigan to szczególnie nieprzyjemny klub dla Guardioli. Przed nieszczęsnym meczem, raczej w ramach ciekawostki, Pep wspomniał historię sprzed lat. Kiedy jego kariera chyliła się ku końcowi, bardzo chciał spróbować angielskiej piłki. Mógł trafić m.in. do ówczesnego beniaminka Premier League (Wigan było nim w sezonie 2005/2006), ale spotkał się z odmową.

– Nie byłem wystarczająco dobry! To prawda, byłem stary, bardzo stary jak na piłkarza. Zapukałem do drzwi, chciałem tu przybyć by spróbować angielskiej piłki, ale nie było to możliwe. To samo przydarzyło mi się w Manchesterze City, kiedy przyjechałem tu ze Stuartem Pearcem. Okazali się bardzo mądrzy! Nie byłem już wystarczająco dobry” – wyznał Guardiola.

Dobrze czasem sobie pogdybać, tak czysto hipotetycznie. Wyobrażacie sobie co mogłoby być, gdyby Hiszpan nie spotkał się z odmową, a potem uczył się trenerskiego fachu właśnie w „The Latics”? Być może historia Barcelony potoczyłaby się zupełnie inaczej, a Wigan zadziwiałoby Premier League jak nie tak dawno Southampton czy Leicester. Wróćmy jednak do faktów – City doznało trzeciej (!) porażki w obecnym sezonie, jednak najdotkliwszej, bo zaprzepaszczającej szansę na krajowego hat-tricka. W końcu liga już niemal wygrana, a w finale Carabao Cup czeka Arsenal. „Obywatele” mieli dziś ogromnego pecha, w końcu co można poradzić, kiedy „Will Grigg’s on fire”...

Totolotek: Zarejestruj się i graj bez podatku! – KLIKNIJ W LINK I ODBIERZ BONUS!