Droga Messiego do Maracany. Przystanek: Szwajcaria.

Brazylijski mundial zapamiętamy jako jeden z najlepszych w historii. Zwycięstwa kopciuszków, sensacyjne porażki faworytów, zwłaszcza ze Starego Kontynentu, lecz również popisy gwiazd futbolu. Jedna z tych gwiazd, być może największa, wybiegnie dziś na boisko w Sao Paulo w barwach Albicelestes, aby stawić czoła piłkarzom Ottmara Hitzfelda.

Mowa oczywiście o Leo Messim, bez którego Argentyna miałaby niemałe problemy, aby wyjść z jednej najsłabszych grup w tegorocznym czempionacie. Można zarzucić katalońskiej dziesiątce wielominutowe spacery po boisku, brak jakiegokolwiek zaangażowania w grę obronną zespołu. Nikt tego za parę tygodni nie będzie pamiętać, ponieważ na sześć goli Argentyny w fazie grupowej La Pulga zadał cios aż czterokrotnie, z czego każda z tych bramek zostanie zapamiętana na długo przez wszystkich obserwatorów. Tutaj warto przytoczyć cytat Gary’ego Linekera, który zdobył się na działające na wyobraźnie opisanie umiejętności Messiego po jednym z meczów tegorocznej Ligi Mistrzów.

m1

Reszta piłkarzy Alejandro Sabelii wygląda, jakby miała za zadanie jak najmniej przeszkadzać swojemu magikowi. Angel di Maria, poza kilkoma przebłyskami w meczu z Nigerią nie pokazuje tego, co przez cały zeszły sezon w Realu Madryt. Sergio Aguero to cień fantastycznego egzekutora z Etihad Stadium, który doprowadził Manchester City do tytułu mistrza Anglii. Obrona Argentyny, choć bez niesamowicie drewnianego Demichelisa, również spisuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Z całym szacunkiem, jednak Ahmed Musa to nie Neymar, żeby mógł objeżdżać pretendentów do zwycięstwa na mundialu jak tyczki i strzelać im dwa gole. Albicelestes muszą chociaż spróbować dorównać poziomem Messiemu, jeżeli nie chcą za kilkanaście dni oglądać finału z perspektywy kanapy (czytaj: tak jak My i Gary Lineker)

m2

A już w 1/8 finału nie trafia im się łatwy rywal. Szwajcarzy od paru lat nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Mecz otwarcia z Ekwadorem pokazał, że potrafią walczyć do końca, mimo tragicznej postawy arbitra liniowego, który wymyślił sobie spalonego Drmicia przy stanie 1-1. Później kompromitacja z Francją i bardzo pewne zwycięstwo z Hondurasem, gdzie na wyżyny swoich umiejętności wzniósł się, jeszcze niższy od Messiego, Xherdan Shaqiri, strzelec hat-tricka. Gracze Hitzfelda muszą zacząć wierzyć, że nie przez przypadek biją się o nich największe europejskie kluby i mogą dokonać rzeczy wielkich, nawet w obecnym składzie. Tacy gracze jak wcześniej wspomniany skrzydłowy Bayernu, czy też Inler, Drmić, Lichsteiner, oraz Xhaka już udowodnili, że nie odstają umiejętnościami od najlepszych. Nie zmienia tego nawet blamaż z Tricolore w fazie grupowej, który można uznać bardziej za wypadek przy pracy. Jeśli wyżej wymienieni gracze zagrają na miarę swoich umiejętności, Sergio Romero będzie mieć mnóstwo pracy w Sao Paulo.

Czy Messi w końcu ostatecznie zamknie usta wszystkim krytykom? Czy po raz kolejny będziemy świadkami spektaklu od pierwszej do(dosłownie!) ostatniej minuty? Czy niebędąca dzisiaj faworytem Szwajcaria uratuje nadszarpnięty honor Europy? Na te i mnóstwo innych pytań odpowiedź poznamy około 20 polskiego czasu.

/Kuba Tomaszkiewicz/