Druga połowa Łączy Nas Piłka – rozmowa z Kubą Polkowskim

313b8967acfaf93785f9bf17a133f83d

Łączy nas Piłka nierozerwalnie kojarzy się z Łukaszem Wiśniowskim i jego filmami o pierwszej reprezentacji. Ale oficjalny kanał Polskiego Związku Piłki Nożnej, to również transmisje dotyczące młodzieżowych kadr, a jeśli reprezentacja z dopiskiem „U”, to lepszej osoby od Kuby Polkowskiego do realizacji każdego materiału nie znajdziecie, a z którym porozmawialiśmy tuż po czwartkowym meczu Polski z Łotwą podczas Pucharu Syrenki.


RS: Bartłomiej Rabij, który Ciebie ściągał do Sportklubu opowiadał, że jesteś człowiekiem lubiącym oglądać coś, czego nikt inny nie ogląda…

Kuba Polkowski: Właśnie dlatego szybko z Bartkiem znaleźliśmy wspólny język. O mnie się często mówi – nie wiem czy jest to prawdziwe stwierdzenie – że jestem piłkarskim hipsterem. Ale jeśli to mnie dotyczy, to jeszcze bardziej pasuje do Bartka, który nocami siedzi i ogląda np. ligę urugwajską, gdzie Penarol gra z Nacionalem i niekoniecznie są to mecze aktualne! Ma absolutnego bzika na punkcie piłki latynoamerykańskiej.

Moje zainteresowania też zawsze były gdzieś wśród futbolu spoza pierwszych stron gazet. Dlatego nie jest to Real Madryt czy Barcelona, a chociażby Żalgiris Wilno czy Skonto Ryga skoro rozmawiamy przy okazji meczu Polska-Łotwa. Jednak absolutnym konikiem jest piłka młodzieżowa, dlatego bardzo się cieszę, że mogę w tej roli pracować w PZPN-ie.

Skąd się wzięła miłość do piłki młodzieżowej, bo jednak w Polsce zainteresowanie – na jakimś poziomie – jest dopiero, gdy pójdzie ktoś młody do dobrego klubu, ewentualnie na poziomie reprezentacji.

Właściwie nie wiem skąd, ale od zawsze mam tak, że interesowała mnie praca skauta, wyszukiwanie talentów, obserwowanie jak ci chłopcy się rozwijają i wchodzą do seniorskiej piłki, co nie jest łatwe. Patrzę chociażby na rocznik 1997, od którego zaczynałem w związku i wtedy byli Dawid Kownacki czy Bartłomiej Drągowski, którym się udało, ale byli tacy piłkarze jak Damian Dudała czy Marcin Gałkowski, którzy przepadli w odmętach niższych lig. To po prostu sprawia ogromną frajdę patrzeć na ich rozwój, a chodzi też o zawodników z zagranicy. Dzisiaj podczas transmisji wspominałem o takim zawodniku jak Ethan Ampadu, to jest Walijczyk, który rok temu grał w Płocku z tą kadrą i jest wschodzącą gwiazdeczką walijskiego futbolu. Tamtejszy selekcjoner Chris Coleman nawet zaprosił go na zgrupowanie przed Euro, by mógł sobie potrenować z Aaronem Ramseyem, Garethem Bale’m i zdobył doświadczenie, a za kilka lat może go spotkamy na boiskach Ligi Mistrzów czy innych wielkich imprez.

Rozmawiałem z jednym ze skautów i doszliśmy do wniosku, że taki turniej jest ważniejszych dla nich, agentów piłkarskich, niż dla samych piłkarzy czy reprezentacji…

Zdecydowanie, co z resztą widzieliśmy po frekwencji. Bo jeśli już ktoś przyszedł, to głównie skauci, przedstawiciele agencji menadżerskich czy zagranicznych klubów. Nic dziwnego, bo Puchar Syrenki jest takim oknem wystawowym. W zeszłym roku Kamil Grabara, który odszedł do Liverpoolu i umocnił go na tej pozycji numer 1 wśród bramkarzy w roczniku 1999, gdzie konkurencja jest bardzo mocna. To jest taki turniej, na którym osoby zajmujące się obserwacją młodych talentów po prostu muszą być! Jeszcze jeden ciekawy przypadek sprzed roku Gugeszaszvili – bramkarz Gruzinów – przeszedł do Jagiellonii Białystok również po Pucharze Syrenki.

Twoja obecność w Sportklubie – który notabene od wielu lat nie ma najważniejszych lig – jest dla Ciebie znalezieniem swojej niszy? Wszak wiadomo, że topowe ligi są mocno obsadzone i nie łatwo znaleźć tam swoje miejsce.

Ja jestem przeciętnym komentatorem i początkującym, dlatego każda okazja do tego, by przygotować się do meczu, być na antenie i otrzaskać się z tym – a liga portugalska czy teraz austriacka – jest dobrą okazją. Pamiętajmy, że prawdziwych komentatorów jest niewielu w naszym kraju, takich jak np. Jacek Laskowski, Tomasz Smokowski, Mateusz Święcicki czy mój kolega Łukasz Wiśniowski. Dodatkowo komentowanie ligi portugalskiej było dla mnie fajne z tego względu, że ją bardzo lubię i zawsze się nią interesowałem. Teraz otwieram się na nowy rynek – Austria. Ostatnio śmialiśmy się z Łukaszem Wiśniowskim, że podczas pierwszej połowy Legia-Dundalk przegadaliśmy o lidze austriackiej i uznaliśmy, że jesteśmy chyba jedynymi gośćmi w kraju, którzy gadają sobie o lidze austriackiej podczas meczu o wejście do LM.

Dlatego bardziej jest to dla mnie szlifowanie, aniżeli nisza i też bardzo dziękuje Bartkowi Rabijowi za to, że wyciągnął do mnie rękę i dał mi szansę.

Rozmawiał RAFAŁ SZYSZKA

Fot. Łączy nas piłka