Najważniejszy żołnierz opuszcza Simeone. Jak wiele straci Atletico na odejściu Burgosa?

Bez wątpienia kibice Atletico Madryt odejście Germana Burgosa mogą traktować jako koniec pewnej epoki. Argentyńczyk przez blisko 10 lat zaciekle walczył o wprowadzenie „Rojiblancos” na europejski szczyt. Dwukrotnie klub był o krok od spełnienia marzenia, które spędza mu sen z powiek. Może zatem uda dokonać się tego w tym roku? Lepszego pożegnania 51-latek nie mógłby sobie wymarzyć.

W pewnym sensie wstrzymanie rozgrywek w Hiszpanii przyszło w najgorszym momencie dla Atletico. Zwycięstwo nad Liverpoolem z pewnością mogłoby ich podbudować nie tylko w Lidze Mistrzów, ale także w krajowej lidze. To bowiem La Liga nadal pozostaje ważna dla drużyny, która przyzwyczaiła swoich fanów do regularnego pobytu w TOP4. Wyprzedzenie jednak takich rywali jak Real Sociedad czy Getafe będzie trudne, co pokazał już ten sezon.

Przejściowy sezon

To był przejściowy rok dla całego klubu. Odejście Griezmanna Lucasa Hernandeza, Rodriego, Godina i Filipe Luisa spowodowało, że Diego Simeone zanotował na tym etapie rozgrywek najniższą liczbę punktów spośród wszystkich swoich kampanii w Madrycie. Nowe nabytki w postaci Joao Felixa i Kierana Trippiera zostali natychmiast rzuceni na głęboką wodę i zmagali się między innymi z problemami fizycznymi.

Mnogość zmian sprawiły kłopoty zespołowi, które odeszły przecież na jakiś czas w zapomnienie po dwumeczu z obrońcą tytułu Ligi Mistrzów. Przed wznowieniem rozgrywek sympatycy klubu otrzymali jednak wiadomość o odejściu Burgosa. Człowieka, który stał przy Diego Simeone w najlepszych chwilach takich jak mistrzostwo Hiszpanii, ale także w tych najgorszych, kiedy dwukrotnie musieli pogodzić się z porażkami w finałach Champions League.

Teraz asystent „Cholo” ma zamiar pracować na własną chwałę i pokazać, że współpraca ze swoim o rok młodszym kolegą nie poszła na marne. Pierwsze plotki o odejściu pojawiły się w styczniu. Wówczas zapytany o te doniesienia Simeone odparł, że to „Mono” sam wyjaśni swoją przyszłość. „Szanujemy i znamy się od ponad 20 lat. To mój przyjaciel i we właściwym czasie sam wam wszystko opowie” – stwierdził na jednej z konferencji prasowej.

Dla całej drużyny to wielka strata, ale najbardziej ucierpi w tym wszystkim szkoleniowiec Atletico. Tak naprawdę znają się od 2003 roku, kiedy to jeszcze razem występowali na boisku. Już jako zawodnik był to człowiek, którego chce się mieć po swojej stronie. Po dwóch latach wspólnej gry spotkali się ponownie w 2011 roku, aby uratować Catanię przed spadkiem. Zadanie udało się wykonać z nawiązką. Następnie przejęli razem Racing Club, a potem powędrowali do Atletico Madryt.

Oderwanie głowy Mourinho

Ten związek trwa przez ponad 8 lat. Przez ten czas obaj rozwijali się nie tylko jako trenerzy, ale także jako ludzie. Na początku uznawano Burgosa za szaleńca, którego Simeone musi uspokajać. Po jakimś czasie sytuacja się zmieniła o 180 stopni. Jednak przez lata rywale i sędziowie przeżywali piekło. Utrudnione zadanie mieli głównie trenerzy Realu Madryt. German bowiem, tak jak niemalże wszyscy kibice Atletico, nienawidził „Los Blancos”.

– Nie mogłem grać w Realu Madryt z powodu mojego wyglądu. Zmuszą mnie do obcięcia włosów. Atletico jest synonimem pracowników. Nasi sympatycy to ceglarze i taksówkarze.

Z pewnością Burgos idealnie pasował do tego opisu. Niecały rok po objęciu stanowiska asystenta w Atletico, wdał się w scysje z Jose Mourinho. „Nie jestem Tito, po prostu oderwę ci głowę” – wykrzyczał wściekły w stronę Portugalczyka. Były bramkarz nawiązał do sytuacji, kiedy to „The Special One” wsadził palec w oko ówczesnemu menedżerowi Barcelony. Kiedy Mourinho został zapytany o to wydarzenie po meczu, odparł w swoim stylu: „Kim jest Burgos?”.

„Mono” uwielbiał klimat El Derbi Madrileno. Dwa lata później ponownie zagotował się, kiedy sędzia nie podyktował rzutu karnego na Diego Coście po faulu Alvaro Arbeloi. Wówczas sędzia Carlos Delgado Ferreiro mógł dzięki tej decyzji mocno oberwać, ale Argentyńczyka powstrzymały osoby w jego pobliżu. Konkretnie – sześć osób. W rezultacie asystent wyleciał na trybuny i przez trzy mecze nie pojawił się u prawicy Simeone.

Agresywne zachowania zdarzały mu się także na boisku. Jako bramkarz czasami zaskakiwał nie tylko takimi interwencjami.

Ale także innymi, mniej godnymi pochwały, wybuchami. W 1999 roku podczas meczu z Espanyolem uderzył Manuela Serrano i otrzymał zawieszenie w postaci 11 spotkań. Powód? Rywal obraził go na tle rasowym.

Odejście prawej ręki Mourinho to znak dla Simeone?

W nieco podobnym charakterze przy wspomnianym Mourinho pracował Rui Faria. Asystent obecnego szkoleniowca Tottenhamu, głównie podczas pracy w Chelsea, często szalał przy linii bocznej i musiał zastępować swojego szefa, gdy ten nieco nabroił. Burgos także prowadził Atletico w kilku spotkaniach i to na pewno w przyszłości mu zaprocentuje. Wracając do Farii – jego brak podczas trzeciego sezonu w Manchesterze United okazał się dotkliwy dla Jose.

Simeone może przeżyć podobne trudne chwile. Jego asystent często jest opisywany jako typowy zabijaka, podczas gdy to on wykonuje sporo pracy. Niektóre anegdoty sprawiają wrażenie, że 51-latek jest niczym więcej niż motywatorem rodem ze służby wojskowej.  Ale pod tym batem kryje się także umiejętność rozpracowywania rywali. Jako pierwszy na hiszpańskich boiskach używał Google Glass, które powalały mu przejrzeć statystyki na żywo, a jednocześnie nadal oglądać spotkanie.

Agresywny pressing na rywali, będący w ostatnich latach symbolem Atletico, powstały z połączenia taktycznej kreatywności dwóch Argentyńczyków i pozwoliły im konkurować z rywalami poza swoimi możliwościami finansowymi z Barceloną i Realem Madryt. Dzięki temu udało im się zdobyć mistrzostwo Hiszpanii oraz dwukrotnie zameldować się w finale Ligi Mistrzów.

Jedność

„Mono” i „Cholo” to jedność. Dzielą te same futbolowe ideały i o każdej porze dnia wymieniają się swoimi pomysłami na futbol. Atletico zasłynęło z konsekwentnych defensywnych zasad i zdolności do zdobywania dużej liczby czystych kont. Burgos w postawieniu fundamentów do tej solidności wykonał tytaniczną pracę. „Rozumiemy się za pomocą gestów, bez gestów, zerknięciem, skinieniem głowy. Mówiłem to już wielokrotnie, ale jadłem lunch i kolację więcej razy z Cholo niż z własną rodziną”.

Agresja, agresją, ale to przede wszystkim charyzmatyczny człowiek, który w życiu z niejednego pieca chleb jadł. Jako zawodnik bronił dostępu do bramki u boku Simeone czy Fernando, a w wolnych chwilach przewodził zespołowi rockowemu. W 2003 roku pokonał także raka nerki. Kiedy usłyszał, że potrzebuje operacji, odparł: „Mam w ten weekend mecz. Zróbmy to w poniedziałek”. Swoją osobowość pokazał między innymi w reality show prowadzonym przez hiszpańskiego dziennikarza Josepa Pederola „Football Cracks”, gdzie wśród młodych graczy poszukiwano wielkiego talentu. Argentyńczyk był oczywiście trenerem bramkarzy.

Z biegiem lat Burgos złagodniał i często musi hamować swojego przyjaciela przy ławce. Coraz częściej to German siedzi i na chłodno analizuję grę z notatnikiem oraz planszą taktyczną, gdy Diego szaleje przy linii bocznej. To oczywiście nadal wielki, groźnie wyglądający asystent, który przeraża wielu. Jednak nie uda się utrzymać długo w tym fachu, gdy nie posiada się wielkiego talentu, temperamentu i nie haruje się jak wół.

Gabi zakryje dziurę?

Ubytek postanowi wypełnić Gabi. Były kapitan „Los Colchoneros” (dwa lata temu odszedł na nieoficjalną piłkarską emeryturę do Kataru) ma na koncie ponad 400 występów w barwach Atletico i na wylot zna Diego Simeone. Dodatkowo do sztabu dołączy Nelson Vivas, który także doda do sztabu nieco osobowości.

Jaka przyszłość czeka z kolei Burgosa? Póki co nie mamy konkretnych informacji, w jakim klubie rozpocznie swoją pracę.  „Mono” dojrzewał do tej roli prowadząc wielu światowej klasy graczy i z pewnością zasłużył sobie na taką okazję. Atletico traci jednego ze swoich wielkich liderów, który wraz z Diego Simeone pomógł zbudować europejskiego potentata.

Czy to szaleństwo wypali? Wspomniany już Rui Faria także opuszczał swojego mentora z planem zrobienia wielkiej trenerskiej kariery. Wiele klubów jednak nie wyraziło nim swojego zainteresowania i pierwsze szlify zbierał w Katarze, w którym to prowadził Al Duhail przez pół roku. Pięć miesięcy temu postanowił opuścić klub z powodów osobistych i wciąż pozostaje bez pracy. Miejmy nadzieję, że Burgosowi powiedzie się o wiele lepiej.