Grzechy Maurizio Sarriego

fot. Sky Sports

Praktycznie każdy zespół w Europie dopada kryzys w trakcie sezonu. Od sytuacji, trenera oraz dostępny środków zależy, jak sobie z tym kryzysem ekipa poradzi. Patrząc na Chelsea, kłopoty klubu można określić mianem poważnego kalibru. „The Blues” od dłuższego czasu nie potrafią zaskoczyć swoich rywali, efektem czego, drużyna notuje bardzo rozczarowujące wyniki. Niestety, spora w tym „zasługa” Maurizio Sarriego. 

Włoch przyszedł na Stamford Bridge z jasno określonym celem – zdjąć łatkę defensywnej ekipy z Chelsea. Zadanie z pewnością nie było łatwe, spoglądając na ubiegłe sezony klubu. Początki były obiecujące. „The Blues” notowali pozytywne wyniki, a ich gra opierała się na niesamowitej liczbie podań i przytłaczającej przewadze przy posiadaniu piłki. Od startu jednak, drużyna miała spore problemy z wykańczaniem okazji. Wina spadała na Alvaro Moratę i Oliviera Giroud. Po części w takim stwierdzeniu było sporo racji, gdyż zarówno Hazard, jak i Willian kreowali swoim kolegom sporo szans.

Odbierz darmowy zakład 20 zł 

Pewne mankamenty w ekipie ze Stamford Bridge można było wytłumaczyć również krótkim okresem przygotowań. Maurizio Sarri przybył do Londynu w połowie lipca, a dodatkowo mieliśmy za sobą mundial w Rosji. Włoch wyznał jednak, że za kilka miesięcy, zespół powinien pojąć założoną taktykę i dopiero po pewnym czasie zobaczymy drużynę byłego szkoleniowca Napoli. Czas minął, a Chelsea wygląda na murawie coraz gorzej. Oczywiście cała wina nie powinna spaść na włoskiego trenera, jednakże są pewne uwagi, które warto odnotować.

Przewidywalność

Niestety, najgorsza cecha Sarriego. Kibice „The Blues” przyzwyczaili się z czasów Antonio Conte do niewielkich rotacji w zespole. W tym jednak wypadku, Maurizio Sarri pobija wszelkie rekordy. Sympatycy drużyny nie tylko w ironiczny sposób przewidują skład kilka godzin przed spotkaniem, jednakże zakładają się również, w którym momencie meczu Włoch wykona poszczególne zmiany. Sarri wybrał sobie bowiem kilka decyzji, które praktykuje, niezależnie od sytuacji na murawie. Potwierdzają to statystyki odnośnie zmian w Premier League. Porównując drużyny TOP6, Włoch króluje w liczbie takich samych zmian. Aż dziewiętnastokrotnie widzieliśmy w tym sezonie zmianę na linii Barkley-Kovacic lub Kovacic-Barkley. Dwunastokrotnie Sarri zmieniał Giroud na Moratę lub Moratę na Giroud. Stawkę zamyka ostatnia zmiana, czyli Pedro za Williana lub Willian za Pedro (ośmiokrotnie).

Najbardziej kibiców Chelsea boli fakt, że Maurizio nie reaguje odpowiednio na wydarzenia boiskowe. Klub przegrywa 0-3, zmiana Kovacic za Barkleya. Zespół wygrywa 2-0, zmiana Barkleya na Kovacica. Słowa ryzyko i zmiany to u Włocha antagonizmy. Sarri przez cały sezon ani razu nie poszedł vabank. Martwić może to również młodych piłkarzy, takich jak Callum Hudson-Odoi. Weźmy na przykład taki mecz „The Blues” z Huddersfield. Po pierwszej połowie mamy rezultat 2-0 dla Chelsea. Drużynie ze Stamford Bridge praktycznie nie grozi już nic. Dlaczego więc Włoch od 45 minut nie zdecyduje się na chłopaka, o którego kontrakt walczy zarząd od kilku miesięcy. Z takim nastawieniem, Hudson z pewnością nawet nie myśli o przyszłości w Londynie.

Sprawa zmian porusza również inną kwestię – taktykę.

Zmienię, jak będzie działać

Po rozczarowujących wynikach, jeden z dziennikarzy zadał szkoleniowcowi bardzo ciekawe pytanie. Czy ze względu na fakt, iż pewni trenerzy rozpracowali już taktykę Włocha, zamierza on przygotować pewne warianty, zmiany, które mogłyby być wprowadzane w trakcie spotkań. Maurizio Sarri zaskoczył raczej wszystkich, gdyż odparł, że taktyka zostanie zmieniona w momencie, gdy obecne rozwiązanie będzie działać prawidłowo. No cóż, takie stanowisko w obecnym futbolu to rzadkość.

Odbierz darmowy zakład 20 zł 

Szkoleniowcy prowadzą istny wyścig szczurów, by wprowadzić nowe założenia i taktyki. Niektórzy mają przygotowane trzy, a nawet cztery różne warianty ustawień w zależności od spotkania oraz rozwoju meczu. Tymczasem Maurizio Sarri nie zamierza zmieniać tego co „nie działa” do momentu, aż zacznie „działać”. Jaki to ma sens? Zapewne odpowiedzieć na to pytanie może tylko sam Włoch.

Oczywiście pojawią się tutaj pewne argumenty, sugerujące, że praktycznie nic nie funkcjonuje prawidłowo od razu i na wszystko potrzeba czasu. Owszem, ale trzeba przy takich zmianach taktycznych jak w Chelsea, zachować zdrowy rozsądek. Inne kluby z topowej szóstki mogą jedynie patrzeć ze zdziwieniem na zespół, który walczy o europejskie puchary mając przygotowaną tylko jedną taktykę, rozpracowaną przez praktycznie wszystkich w Premier League.

Konferencyjny blamaż

Przedmeczowe i pomeczowe wypowiedzi Włocha to z pewnością nie jest mocna strona Sarriego. Niejednokrotnie trener Chelsea wręcz kompromitował się na konferencjach. Największym hitem jest wypowiedź Maurizio po kompromitującej porażce z Bournemouth. 60-latek przyznał, że być może problem leży w nim, gdyż nie potrafi odpowiednio zmotywować piłkarzy. Włoch dodał jednak na koniec, że taka drużyna jak Chelsea powinna wygrywać nawet bez trenera. Czy jakikolwiek pracodawca chce usłyszeć takie słowa od pracownika? No właśnie.

Słuchając niektórych słów szkoleniowca, można odnieść wrażenie, że wszyscy wokół są winni, tylko nie on sam. Tak, prawdą jest, że w ekipie „The Blues” są pewne święte krowy jak Willian, Barkley czy Alonso, które często zawodzą i grają poniżej oczekiwań. Trzeba jednak pamiętać, że to Maurizio Sarri cały czas decyduje się na to samo ustawienie i tych samych piłkarzy.

Największym absurdem wydaje się Marcos Alonso. Piłkarz, który zasłynął u Conte z częstych bramek. O ile na wahadle u Conte, wystawienie hiszpańskiego zawodnika jeszcze zdawało po części egzamin, to praktycznie od września 2018 roku, Alonso prezentuje się w najgorszy możliwy sposób.

Mimo kompletnego braku formy i umiejętności, Sarri i tak stawia na lewego defensora. Wybory Włocha przypominają nieco małe dziecko, które oparzyło się od gorącego garnka, wie że to boli, a mimo to za tydzień ponownie dotyka ten garnek i naraża się na kolejne dolegliwości. Alonso skompromitował się przy pierwszej bramce w City w pamiętnym blamażu, odpuszczając krycie i przechodząc do środka. W poniedziałkowym meczu „The Blues” z Manchesterem United przy pierwszej bramce gości ponownie „zabłysnął” Hiszpan, pozwalając wbiec przeciwnikowi w pole karne jak do siebie.

Jak długo będzie trwać przygoda Maurizio w Chelsea? Jeśli wierzyć mediom, niewykluczone, że jeszcze z tydzień. Sarri miał bowiem przed meczem z  „Czerwonymi Diabłami” otrzymać jasne zadanie. Zwycięstwo w jednej z dwóch rywalizacji z Manchesterami. Jak wiadomo, londyński klub odpadł z FA Cup, a już w niedzielę zawalczy o puchar Carabao Cup z „The Citizens”. Patrząc na obecną dyspozycję Chelsea, zwycięstwo w tym meczu można określić mianem cudu.

Odbierz darmowy zakład 20 zł 

Komentarze

komentarzy