Ile tak naprawdę wydaje Guardiola? Dekada trenera, który „ma wszystko, czego chce”

Pep Guardiola to menadżer, któremu trudno cokolwiek zarzucić. Kapitalnie wykonuje swoją pracę, jest pełen pasji, gdzie się nie pojawi sprawia, że zespół gra spektakularnie, a zawodnicy stają się lepsi. Śmiało można go umieścić w ścisłej czołówce najlepszych trenerów w XXI wieku, jednak wciąż znajdą się ci, którzy próbują mu umniejszać.

Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO500 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

Jak? Przed wszystkim ze względu na pieniądze i miejsca, w jakich pracował. Nie interesuje ich, że jako trener rezerw Barcelony już z nią dokonywał rzeczy wielkich, a na jednym z treningów pokonał pierwszą drużynę, prowadzoną wówczas przez Franka Rijkaarda. „Wszędzie przychodzi na gotowe i kupuje za wielkie pieniądze” – to coś, co w przypadku Hiszpana słyszeliśmy, słyszymy i zapewne będziemy słyszeć.

O ile z tym pierwszym nie ma co dyskutować, bo w piłce nie ma czegoś takiego jak „samograj”, niezależnie od posiadanych nazwisk. Jednak w kwestii wydatków, można przyjrzeć im się nieco bardziej. Hiszpańska „Marca” postanowiła podsumować dotychczasowe ruchy 48-latka, który na najwyższym poziomie trenuje już dekadę (licząc roczną przerwę między pracą w Barcelonie i Bayernie).

64 – tylu zawodników pozyskał Guardiola do prowadzonych przez siebie drużyn. 17 do Barcelony, 17 do Bayernu i aż 30 do Manchesteru City. Kontrast dość wyraźny, sugerujący także, że Pep „tyle wydaje, na ile mu staje”. W Anglii nie musi się ograniczać, więc z tego korzysta. Potwierdzają to także kwoty – w Barcelonie Hiszpan wydał 341,5 miliona euro, w Bayernie 204,1, a w Manchesterze aż 762,3. Łącznie… nieco ponad 1,3 miliarda euro.

Zawrotna suma, jednak podzielona na trzy projekty daje dość sensowne kwoty, szczególnie patrząc na zmiany, jakie zachodzą na rynku w ostatnich latach. Co więcej, Guardiola raczej nie kupuje zawodników, którzy są kosmicznie drodzy. Jego rekordowym nabytkiem stał się niedawno Rodri (70 milionów), za którym znajdziemy takie nazwiska jak Ibrahimović (69,5), Mahrez (67,8), Cancelo czy Laporte (obaj 65). Niewydanie na pojedynczego zawodnika więcej niż 70 milionów to na tym poziomie dość duża sztuka.

By móc atakować, trzeba dobrze bronić

Ciekawe jest także to, że Guardiola – znany z niezwykle ofensywnej, szybkiej i technicznej gry – najwięcej wydaje na… obrońców. To na nich poświęcił aż 513 milionów i jak dobrze wiemy, większość z nich trafiła do Manchesteru City, w którym Guardiola wiele musiał zmienić, by wszystko wyglądało tak, jak on tego oczekuje. Poza wspomnianymi Cancelo i Laporte, duże pieniądze płacono m.in. za Mendy’ego (57,5), Stonesa (55,6), Walkera (51) czy Danilo (30). Ponad 320 milionów za sześciu obrońców kupionych do jednego klubu. Nieźle…

Wszystko jednak po to, by zespół grał jak najlepiej. Czy można powiedzieć, że bez tych ogromnych pieniędzy City byłoby dużo gorsze? Raczej nie. Guardiola kupuje pewniaków, bo w klubie takim jak City jest presja czasu, a dzięki pieniądzom może sobie na to pozwolić. W innym razie postępowałby jak w Bayernie, który jak dobrze wiemy nie szasta gotówką. Na Etihad Stadium byłoby nieco więcej „wynalazków”, ale niekoniecznie o wiele słabszych. Dobrze wiemy, jak Guardiola potrafi budować zawodników i sprawiać, że stają się lepsi. Z drugiej strony mamy także kilka innych klubów, które pozwalały sobie na wielkie wydatki, a efektów jak nie było, tak nie ma. Wystarczy spojrzeć na rywala „Obywateli” zza miedzy…

Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO500 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!