Jedyny wyjątek, czyli pechowe „69” Valverde z Quique Setienem

Decyzja o zwolnieniu Ernesto Valverde okazała się ulgą dla większości sympatyków „Dumy Katalonii”. Mogłoby się nawet wydawać, że kogokolwiek klub by nie ogłosił jako jego następcę, to i tak panowałby entuzjazm. Padło na Quique Setiena – czy to dobry wybór?

Nie jest tajemnicą, że Barcelona jakiś czas temu „flirtowała” z Ronaldem Koemanem. Nie jest także tajemnicą, że w ostatnich dniach jako opcję numer 1 wybrała Xaviego. Moment sezonu i brak wielu dostępnych kandydatów sprawiły jednak, że trzeba było poszukać innego rozwiązania.

Tym okazał się właśnie były trener m.in. Betisu, który od lata pozostawał bez pracy. Człowiek zafascynowany filozofią Cruyffa wydaje się idealnym kandydatem, przynajmniej na ten moment. Okazuje się, że to właśnie Setien w pewien sposób sam „namaścił” się do tej roli. Jak?

Ernesto Valverde podczas przygody z Barceloną poprowadził ją w 145 meczach. Wygrał 97, 32 zremisował, a 16 zakończyło się porażką. Biorąc jednak pod uwagę jedynie Camp Nou, Barcelona 55-latka była niemal niepokonana. Niemal, bo na 69 takich meczów (we wszystkich rozgrywkach), porażką zakończył się tylko jeden, w listopadzie 2018. Tak – z Realem Betis prowadzonym przez Setiena (3:4).

Teraz 61-latek, który zepsuł Valverde tak okazałą serię, ma okazję spełnić marzenie i poprowadzić graczy, których – jak nie ukrywa – podziwiał w telewizji. – Nawet w najpiękniejszych snach nie marzyłem o tym, by zostać trenerem Barcelony. Dziękuję za tę szansę. Podchodzę do tego z wielkim podekscytowaniem. Wczoraj chodziłem między krowami w mojej wsi, a dziś jestem na Camp Nou z najlepszymi na świecie.

– Nie mam problemu z przyznaniem, że przez 12-14 lat cieszyłem się oglądaniem każdego meczu Barçy w TV. Były różne, ale w każdym spotkaniu było coś niezwykłego. A to, że dziś mogłem wyjść na trening z Messim i innymi wielkimi piłkarzami… To jeszcze do mnie nie dociera – powiedział Hiszpan na swojej pierwszej konferencji w roli trenera „Barcy”.