Jerzy Brzęczek vs dystans i humor. Mamy nowego mistrza żenady?

Polska mentalność jest jaka jest, dlatego nie dziwi specjalnie to, że selekcjonerowi obrywa się, kiedy nie ma wyników. Tak by było nawet wtedy, gdyby za sterami naszej reprezentacji siedział (nie obrażając nikogo) papież, czy jakakolwiek inna ogromna osobistość. Wszystko ma jednak swoje podstawy i swoje granice – czasem „hejt” wraz z całą swoją otoczką jest naciągany, czasem słuszny. Tym razem Jerzy Brzęczek sam ściągnął na siebie gromy.

20. listopada 2018 roku – tak, wiemy, że zimno, ciemno, szaro, a za oknem smog. Mimo wszystko dla piłkarskiego kibica był to niezwykle udany dzień, szczególnie ze względu na to, co działo się w Portugalii. Najpierw reprezentacja U-21 po fenomenalnym meczu wywalczyła awans (pierwszy raz od 1994 roku, w 2017 miała zapewniony udział jako gospodarz) na Euro 2019, potem dorosła kadra dzięki remisowi zapewniła sobie rozstawienie w losowaniu grup Euro 2020, ucierając nosa „somsiadowi” zza zachodniej granicy, który z uprzywilejowanej dziesiątki drużyn przez to wyleciał.

Jeszcze między tymi dwoma meczami pojawiło się wiele żartów, sugerujących m.in. wystawienie młodzieżowców w drugim meczu, zmianę szyldu drużyny i inne podobne. Wszystko oczywiście w nawiązaniu do formy pierwszej kadry, która w ostatnich miesiącach zawodni zarówno wynikami, jak i pomysłem na grę, którego na dobrą sprawę nie ma. Do żartów włączył się m.in. Michał Pol – niezwykle barwna i szanowana postać w światku polskiej piłki, człowiek pełen dystansu do siebie i świata, nie unoszący się i nie życzący nikomu źle.

Kliknij i odbierz zakład bez ryzyka 110 zł + 10 zł na START + 400 zł od depozytu!

To oczywiście zwykła, niewinna „heheszka”, która bardziej niż obrazę kogokolwiek, miała na celu docenienie wyczynu naszych młodych reprezentantów, skazywanych przez wielu na pożarcie. Wpis zobaczył (niestety) selekcjoner, który po meczu, zupełnie na poważnie, odniósł się do niego przed kamerami.

Najkrótszym, a zarazem najlepszym podsumowaniem tego występu jest mina Romana Kołtonia na końcu nagrania. Publiczne odnoszenie się do czyjejś wypowiedzi przez osobę piastującą takie stanowisko nie zdarza się często. Jeśli już, zwykle odnosi się do naprawdę paskudnego oszczerstwa, kłamstwa, czy innej postawy niegodnej naśladowania. Pan Brzęczek wykazał się jednak posiadaniem kija w pewnej części ciała, brakiem poczucia humoru i dystansu, uniósł się dumą, a remis i rozstawienie wydaje się traktować jak zdobycie mistrzostwa świata, po którym nic nie można mu zarzucić.

A to wszystko przecież po meczu, w którym ostatnie pół godziny graliśmy z przewagą zawodnika, a obraliśmy taktykę na dowiezienie wyniku, zastępując Klicha defensywnym Góralskim, klepiąc piłkę w ostatnich minutach między stoperami i bramkarzem. Pomijając zwykłych kibiców, zażenowania nie mogli ukryć także mejweni, liderzy opinii, influencerzy i inne znane osobistości w polskim dziennikarstwie sportowym.

Tak szczerze, z ręką na sercu, nie zazdrościmy selekcjonerowi. Przecież naprawdę nikt posiadający mózg i potrafiący go choć trochę użyć, nie życzy mu źle i – kolokwialnie – nic do niego nie ma. Każdy z nas życzy jak najlepiej, bo chce oglądać kadrę zjednoczoną, silną, walczącą i punktującą. Wszystko wskazuje natomiast na to, że Jerzy Brzęczek będąc w ogniu krytyki spowodowanej brakiem progresu i wyników, sam uczynił się męczennikiem. Taki polski Jose Mourinho, oczywiście w odpowiedniej skali. Co złego by się nie działo – „moja wina”. Natomiast przy okazji pozytywnego wyniku, nawet po kiepskiej grze – „jak mogliście wątpić i się śmiać, niedowiarki…”

Panie Jurku – zdajemy sobie sprawę, na jak ogromny stres i odpowiedzialność jest Pan wystawiony, ale musiał Pan wiedzieć, na co się pisze – tak wygląda rola selekcjonera w Polsce. Jest możliwe, że ta rola po ludzku Pana przerasta, ale to przecież też nie jest atak w Pana stronę. My – normalni kibice – oceniamy to, co widzimy na murawie. Nie wyzywamy, nie naśmiewamy się, nie mieszamy z błotem. Chcemy „tylko” drużyny grającej na miarę swoich możliwości. Szkoda, że Pan odbiera to inaczej, przez co sam, zupełnie niepotrzebnie, wkłada sobie kija w szprychy.

Kliknij i odbierz zakład bez ryzyka 110 zł + 10 zł na START + 400 zł od depozytu!