Kibice, policja, liga – kompromitacja wszystkich w Gliwicach

Moment po „zabawie” w Gliwicach (screen: youtube.com)

Pokazy koni czy psów nie należą w Polsce do najpopularniejszych, ale w Gliwicach udało się połączyć piłkę nożną z wystawą zwierząt. Konie oraz psy mogli obejrzeć kibice zebrani na stadionie przy Okrzei w sobotni wieczór. Derby pomiędzy Piastem a Górnikiem wywołały mnóstwo emocji – głównie niezdrowych – a ostatecznie odebrało myślenie wszystkim po kolei. Niektórzy zajęli się rozbiórką płotu, inni grupowym bieganiem za pojedynczymi sprinterami, a jeszcze inni szukali delegata, którzy przepadł na stadionie. Cyrk na kółkach i kolejny raz przekonaliśmy się, że w Ekstraklasie zawsze może coś zaskoczyć…

Od kilku ładnych lat obserwuje polską scenę kibicowską i wiele już widziałem. Kiedyś działo się więcej na stadionach, teraz mniej, ale to jest wszystko jasne, wszak nowoczesne stadiony, policyjne wydziały do walki z kibicami i cała nowa technologia sprawiła, że wszystko zeszło bardziej do „podziemia”, a jedyna spontaniczność jest na trasach, gdy w każdy ligowy weekend przecinają się drogi wielu ekip kibicowskich. Dla jednych to dobrze, dla innych źle, ale nie o tym chciałem.

Widziałem grube awantury w moim Lublinie, widziałem biegające ekipy Lechii i Widzewa. Widziałem jakieś mini bójki, gdy ktoś się „zagubił” w obcych barwach na nieodpowiednim sektorze, „wjazdy” pod kasy czy te z bramą i wiele innych cudów. Ale takiego cyrku, jak w sobotę to chyba nie widziałem.

Po kolei możemy rozpisać wszystko na czynniki pierwsze. Zaczynając od kibiców, przez policję, a kończąc na osobach decyzyjnych.

Kibice Piasta w kilka minut ośmieszyli się przez całą Polską i przegrali swoim zachowaniem na wszystkich możliwych polach.

  1. Ośmieszyli się w świecie kibicowskim. Dla Piastunek derby z Górnikiem to rzecz święta i najważniejszy mecz w sezonie. Dla KSG niekoniecznie, bo wiadomo, że na Śląsku jest kilka większych ekip, które spędzają sen z powiek kibicom z Zabrza. Ale kibice Piasta uznali, że samo bluzganie na Górnika nie wystarczy, więc dążyli do konfrontacji. Zapału wystarczyło na sforsowanie płotu i tyle. Potem zapewne zaczęła się kalkulacja pod tytułem „czy warto biec ponad sto metrów i próbować walki z mocniejszym przeciwnikiem?”. Zwyciężył rozsądek? Nie, wygrał strach przed konsekwencjami. Te i tak będą, ale być może w mniejszym wymiarze. Tyle że nikt nie będzie brał na poważnie takiej ekipy, która cały mecz bluzga na swojego rywala, zadaje sobie trud wyłamania płotu i gdy pozostaje najłatwiejsze – pobiegnięcie w stronę sektora gości – nagle staje w miejscu i oczekuje na rozwój wypadków. Trudno powiedzieć, na co czekali, ale doczekali się wjazdu policji i było po wszystkim.
  2. Przegrali przed zwykłymi kibicami Piasta. Osoby nie zasiadające na młynie gliwiczan, czyli zwykli „oglądacze” piłki nożnej zapewne nie byli zadowoleni, że mecz trwał 80 minut oraz kolejnych kilkanaście, które były przeznaczone na decyzje o kontynuowaniu/przerwaniu zawodów. Nie będą zadowolone również z faktu kar, które dotkną klub, a także utraty punktów, które mogą okazać się przydatne w walce o utrzymanie.
  3. Klub. Klub straci finansowo na karze od ligi, na biletach na kolejne mecze, a także wizerunkowo. Późniejsza współpraca z kibicami również będzie przebiegała zupełnie inaczej pod takiej sytuacji. Nie oszukujmy się, przerabialiśmy to w wielu klubach i wiadomo, że zaraz po takim incydencie klub będący pod obstrzałem mediów i opinii publicznej musi zdobyć się na działania lub mniej lub bardziej stanowcze deklaracje nie tyle potępiające sprawców, co karzące osoby, które brały w tym udział.
  4. Piłkarze zwykle mający kompletnie w dupie poczynania kibiców – mowa tu o większości, bo są jednostki, dla których to jest istotne – a teraz kibice stracą w oczach piłkarzy jeszcze więcej. W końcu mogą powiedzieć, że przez nich stracili trzy punkty. Wkurzony do granic możliwości był Waldemar Fornalik, a chyba wszyscy interesujący się piłką wiedzą, że to niezwykle spokojny człowiek niczym tytułowy bohater filmu Stanisława Barei z 1975 roku.

Policja

Nie mogłem sobie odmówić opisania interwencji policji, bo to można powiedzieć stały punkt programu. Powiedzmy sobie szczerze, wjazd policji na murawę 99/100 przypadków kończy jakiekolwiek poczynania kibiców. Dlaczego? Ano dlatego, że ochroniarze nie są nijak uzbrojeni poza gazem, a poza tym ewentualny wyrok za uderzenie ochroniarza a policjanta różni się jak wódka i piwo – niby to samo, ale jednak dwa różne światy.

Wjeżdża policja na koniach i co? I właściwie było po wszystkim. Kibice Piasta nie mieli ochoty wbiegać nawet przy ochronie, a co dopiero mówić, gdy na murawie stoi kilkuset uzbrojonych policjantów w kaskach, wspomaganych przez policje konną oraz policjantów z psami(tak wiem, tautologia…).

Krótko mówiąc wydarzyło się to, co musiało się wydarzyć i właściwie dalej nasuwa się pytanie, dlaczego nie kontynuowano meczu? Policja mówi, że nie była w stanie zapewnić bezpieczeństwa. To ja się pytam, co takiego wielkiego zdarzyło się, że kilkuset policjantów w pełnym uzbrojeniu, wspartych polewaczką, która była gotowa do wjazdu, nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa? Przewrócono kilka przęseł płotu i to jest takie wydarzenie, że duże grupy policjantów nie mogą zapobiec eskalacji? Przecież chwilę po interwencji policji, wszyscy kibice Piasta zza bramki byli już na sektorze, więc odeszli od punktu zapalnego i nie było większego zagrożenia.

Oczywiście nie obyło się bez cyrku, bo jak inaczej nazwać moment, gdy jedenastu policjantów goni jednego kibica po murawie?! Przecież to wyglądało kompletnie groteskowo, aż od razu przypomniał się niedawny Super Bowl i NFL…

Decyzje i kary

Mimo tego, że sytuacja została opanowana zapada decyzja, że mecz zostaje przerwany na amen. W takim razie, jaki był sens czekać kilkanaście minut w bardzo niskiej temperaturze? Można było od razu powiedzieć, że nie ma sensu kontynuować.

Gdyby udało się dokończyć mecz, to jednocześnie udałoby się uniknąć sytuacji, gdy wynik meczu jest decyzją organów ligi. Lada moment dowiemy się, że Górnik jednak wygrał 3:0, co nijak się ma do wydarzeń boiskowych, bo raczej trudno było się spodziewać, że goście odrobią straty i odwrócą losy meczu, choć i tego nie mogliśmy się dowiedzieć po tej decyzji.

Wśród decyzji komisji ligi jest jedna, która wyjątkowo może bulwersować. Otóz wszystkie osoby zasiadające na sektorach S, R, P, O nie będą miały prawa wstępu na kolejny mecz Piasta. Pytanie jest proste – jakim prawem? Jeżeli w zajściach brało udział 50 osób, to ukaranych może zostać 50 osób, a jeżeli 70 to 70, proste? Widocznie nie dla wszystkich. Dlaczego karać osoby za to, że były na młynie Piasta i nic więcej nie zrobiły? Przecież ani nie podpadają pod żaden paragraf, ani nie sposób mieć do nich o cokolwiek pretensje. Mimo tego odpowiadają na równi z osobami, które złamały prawo, a tym samym karający strzela sobie w stopę, bo osoby niewinne oraz winne mają poczucie wspólnoty i na drugi raz uznają, że skoro można je ukarać za czyn niepopełniony, to taka sama kara ich będzie czekać, jeśli pójdą trząść płotem i ewentualnie wybiec na murawę.

W ten sposób można przecież karać wszystkich kierowców mandatami za to, że znaleźli się w pobliżu miejsca wypadku albo że potencjalnie mogli być sprawcami przewinienia na skrzyżowaniu X. Jednocześnie, gdy ktoś pójdzie i ukradnie ze sklepu kilka puszek piwa, to należałoby jednocześnie ukarać wszystkie osoby przebywające wtedy w sklepie…

Podsumujmy: spalone flagi Piasta, wyłamany płot przy młynie gospodarzy, interwencja policji, w tym oddziałów konnych, które raczyły obsrać murawę, do tego zagubiony delegat szukany przez kilkanaście minut. Skandal? Raczej kabaret, bo inaczej niż śmiechem trudno to wszystko podsumować!

Totolotek: Zarejestruj się i graj bez podatku! – KLIKNIJ W LINK I ODBIERZ BONUS!