„Nie miałem pojęcia, o czym do mnie mówi”, czyli Valdes i jego pierwsza rozmowa taktyczna z Guardiolą

Historia futbolu pamięta wiele kapitalnych drużyn. Mistrzowska Brazylia, holenderski „futbol totalny”, „Dream Team” Cruyffa… Zachwycających ekip było wiele, ale dla wielu tą najlepszą jest Barcelona, którą dekadę temu stworzył Pep Guardiola.

Zarejestruj się z kodem GRAMGRUBO i graj BEZ PODATKU!

Błyskawiczny pressing, tiki taka rozkładająca rywali na łopatki, drużyny wychodzące na murawę marząc tylko o tym, by przetrwać, budowanie kilkubramkowej przewagi już do przerwy i spokojna kontrola meczu. Taką Barcelonę z tamtego okresu pamiętamy.

Genialna drużyna miała oczywiście swoich mniejszych i większych bohaterów. To wtedy Leo Messi stał się jej boiskowym magikiem i osobą, wokół której kręciła się cała gra. Sukcesów nie byłoby jednak bez innych. Swoją niemałą cegiełkę dołożył do nich Victor Valdes. Mówi się, że wszystko co piękne, rodzi się w bólach. Sądząc po tym, co były bramkarz Barcelony powiedział niegdyś o pierwszym spotkaniu z Guardiolą, właśnie tak było.

Pamiętam moją pierwszą rozmowę z Guardiolą, kiedy został naszym trenerem. To było w jego biurze na Camp Nou, miał tablicę taktyczną z dwoma małymi magnesami. Oba z dwóch stron bramki, zaraz za polem karnym. Spytał: „Wiesz, kim są ci dwaj zawodnicy?”. Odpowiedziałem, że nie. On na to: „To twoi środkowi obrońcy.” Nie miałem pojęcia, o czym do mnie mówi, to brzmiało jak chiński. Dodał: „Kiedy masz piłkę, to jest właśnie miejsce, w którym chcę, żeby byli”. Pomyślałem, że jest szalony! „Będziesz do nich podawał i właśnie z tego miejsca będziemy zaczynali budowanie akcji.” Dalej myślałem, że jest kompletnie obłąkany, ale biorąc pod uwagę, że sam mam się za nieco szalonego, poczułem, że się z nim zgrywam. Powiedziałem więc, że w takim razie obrońcy będą musieli być bardzo odważni i chcieć piłkę. Pep odparł: „Bez obaw, to już moja robota. Upewnię się, że będą jej chcieli”. I tak właśnie wszystko się zaczęło – powiedział Victor Valdes.

Niedoceniony bohater

Hiszpan nigdy nie był uważany za bramkarza na światowym poziomie i zdarzało mu się popełniać błędy. Mimo wszystko trzeba docenić go za to, czego dokonał. Gdyby nie on prawdopodobnie nie byłoby Ligi Mistrzów w 2006 roku. Gdyby nie on mogłoby nie być także kilku innych trofeów. Choć zdarzało się, że gdy był przy piłce kibice na kilka sekund zamierali, wybronił niezliczoną liczbę sytuacji 1 vs 1 i dostosował się do wspomnianego stylu Guardioli, mimo że w grze nogami daleko było mu do obecnego poziomu choćby Marka-Andre ter Stegena. Szacunek!

Zarejestruj się z kodem GRAMGRUBO i graj BEZ PODATKU!

Komentarze

komentarzy