Objawienie Jesusa. Brazylijczyk podbija Premier League

W sieci nie znajdziecie o nim złego słowa. Powszechnie został uznany największym brazylijskim talentem od czasów Neymara. Na początku roku wylądował w Manchesterze, a już po miesiącu cieszył się z pierwszej bramki. Pep Guardiola jest nim zachwycony i gwarantuje plac gry kosztem Sergio Aguero. Gabriel Jesus zachwyca, intryguje i sprawia, że chce się o nim wiedzieć nieco więcej. 

Manchester-City-v-Tottenham-Hotspur-Premier-League-5-1000x600

Nie jest to kolejna brazylijska historia rozpoczynająca się w fawelach wśród narkotykowych dilerów, wiodąca przez grę na plaży i zakończona występami na największych stadionach świata. Gabriel Jesus to produkt z innego pokolenia. Piłki uczył się nie na ulicy, lecz w lokalnych klubach, aż wreszcie w 2012 roku trafił do szkółki Palmeiras. Juniorem był tylko dwa lata, bo w 2014 trenował już z pierwszą drużyną. Brazylijczyk uwodzi – to doskonałe określenie jego postawy. Pierwszą ofiarą został prezes Palmeiras, gdy zaczął wymuszać na trenerze włączenie młodziana do dorosłej ekipy. Osvaldo de Oliveira opierał się, bo nie dość, że kadra i tak była zbyt szeroka, to uważał Jesusa za zbyt młodego. Paulo Nobre wykorzystał więc swoją władzę i rozkazał, by największy, jego zdaniem, talent tej dekady trenował z profesjonalistami. Bieg wydarzeń potwierdził rację prezesa. Rok 2016 to prawdziwe pasmo sukcesów. Najpierw złoto na igrzyskach olimpijskich, a później wyważenie drzwi do pierwszej reprezentacji. W lidze brazylijskiej Palmeiras wywalczył tytuł po 22 latach, a Jesus został królem strzelców z 13 bramkami na koncie.

Odkąd pracujemy razem Gabrielem Jesusem, mogliśmy zaobserwować, że jest niezwykle skupionym na treningach atletą – mówił Edu, były „Kanonier”, a obecnie członek sztabu trenerskiego „Canarinhos”.

Obsesję na jego punkcie musieli mieć też na Etihad, kiedy w letnim okienku zdecydowali się wyłożyć za Brazylijczyka 30 milionów euro. Cena nikogo jednak nie przerażała, ponieważ od początku mieli pewność, że kupują prawdziwy diament. Opinie w sieci nie pozostawiają złudzeń. Nie dość, że Gabriel Jesus w kolejce po talent ustawił się przynajmniej dwa razy, to jeszcze nie stroni od ciężkiej pracy. Połączenie tych dwóch cech sprawia, że słowa Paulo Nobre mówiącego, że ten chłopak za trzy lata sięgnie po Złotą Piłkę, należy rozpatrywać poważnie.

Choć Jesus kupiony został już latem, to zdecydowano o pozostawieniu go jeszcze przez pół roku w ojczyźnie. Gdy wreszcie pojawił się w Anglii, Pep Guardiola był pełen nadziei, ale jednocześnie tonował cały medialny szum, który towarzyszył jego lądowaniu.

– Jest młodym zawodnikiem, więc nie możemy myśleć, że rozwiąże nasze problemy. Byłoby łatwiej, gdyby mógł dołączyć do nas na początku sezonu. Teraz jesteśmy w jego połowie, kiedy nie mamy zbyt wielu treningów. Jest jednak mądry i ma jakość, aby nam pomóc – mówił Katalończyk.

Gabriel zadebiutował w meczu przeciwko Tottenhamowi. Na murawie spędził dziewięć minut, które wystarczyło na zdobycie pierwszego gola. Bramka nie została jednak uznana, bo Brazylijczyk znajdował się na minimalnym spalonym. Sytuacja pokazała za to dar, którym posiada Jesus. Piłka szuka go w polu karnym i w kluczowych momentach spada pod jego nogi. To, czego nie udało się zrealizować przeciwko „Kogutom”, osiągnięto półtora tygodnia później, w spotkaniu z West Hamem. Były piłkarz Palmeiras wybiegł w pierwszym składzie kosztem Sergio Aguero – podobnie z resztą jak w pucharowym meczu z Crystal Palace. Brazylijczyk najpierw przytomnym podaniem pozwolił otworzyć wynik De Bruyne, a sam trafił na 3:0.

Manchester-City-manager-Pep-Guardiola-with-Manchester-Citys-Gabriel-Jesus-after-the-match

Nie da się się oprzeć wrażeniu, że Guardiola ma do tego dzieciaka słabość. Pepa śmiało możemy wpisywać na listę uwiedzionych przez Brazylijczyka. Relacja na linii piłkarz–trener jest fantastyczna. Gabriel zapewnia, że jego dołączenie do Manchesteru City, mimo zainteresowania „Barcy” i Realu, determinowała wizja współpracy z Guardiolą, którego uważa za najlepszego trenera na świecie. Pep natomiast coraz częściej wybiera Jesusa zamiast Aguero, z którym relacje do najlepszych nie należą. Czy to tylko kwestia lubianych przez trenera City rotacji czy może wyraźna zmiana w hierarchii napastników? Odpowiedzią będzie kilka kolejnych meczów.

– Będzie naszym następnym wielkim numerem dziewięć.
Pele

– Gdy na niego patrzę, widzę siebie z przeszłości.
Ronaldo

Sam zainteresowany z rozbrajającą szczerością stwierdza, iż uważał, że gra w BPL będzie trudniejsza. Tymczasem wszystko przychodzi bardzo łatwo. Jeżeli sprawdzą się wypowiedzi Ronaldo i Pele, to możliwe, że właśnie mamy przyjemność obserwować start tego, który przejmie pałeczkę po Cristiano Ronaldo i Messim.

Pięćdziesiąt lat temu John Lennon, mówiąc o Beatelsach, stwierdził: – Jesteśmy popularniejsi od Chrystusa. Kto wie, czy za kilka lat Jesus Gabriel nie stwierdzi, że właśnie zrównał się popularnością ze swoim imiennikiem. Ma wszystkie potrzebne papiery, by tak się stało.

Komentarze

komentarzy