Guillermo Ochoa – człowiek jednego turnieju i niechlubny rekordzista

Ochoa
(Zdjęcie: Marca.com)

W Europie słyszało o nim niewielu, aż do czasu mundialu w 2014 roku. Tam Guillermo Ochoa zaprezentował się tak dobrze, że wielu widziało w nim najlepszego bramkarza turnieju i myślało, który klub wykupi go zaraz po jego zakończeniu. Dziś już wiemy, że dalsza kariera Meksykanina nie potoczyła się wymarzonym szlakiem, a do tego golkiper Granady został właśnie niechlubnym rekordzistą La Liga.

Ochoa nietuzinkowe umiejętności przejawiał już przed laty, a grający w Football Managera czy nawet Fifę (szczególnie edycję 07) musieli o nim usłyszeć około dziesięć lat temu. Przenosząc się z wirtualnej rzeczywistości, można było oglądać jego parady w filmikach na YouTube, kiedy występował jeszcze w barwach rodzimej Ameriki. Był zdecydowanie wyróżniającą się postacią w lidze meksykańskiej i aż dziw bierze, że Europa zainteresowała się dopiero, kiedy miał 25 lat. Wtedy to krążyły plotki, że jest blisko podpisania umowy z Manchesterem United, że będzie testowany przez Fulham. I z jednego i drugiego ostatecznie nic nie wyszło, a Ochoa wciąż grał w ojczyźnie.

Europejski i mundialowy debiut

Dopiero latem 2011 przyjechał na Stary Kontynent, a to za sprawą przejścia do AC Ajaccio. Francuski średniak zachowywał ligowy byt, a jego mocnym punktem zawsze był Meksykanin, który nie miał żadnej konkurencji. Jednak wciąż był to klub znacznie poniżej jego umiejętności, a przynajmniej tak się wtedy wydawało. Wystarczył jeden sezon, a znów golkiperem z Guadalajary zainteresowały się większe kluby. Chciała Sevilla, wydzwaniało Fenerbahce, ale zabrakło determinacji, żeby zapewnić sobie jego usługi.

Na Korsyce pomieszkiwał aż do wyjazdu na mundial w Brazylii. Tam pokazał pełnię swoich możliwości, stając się jednym z kandydatów do zdobycia tytułu bramkarza turnieju. Z nim w bramce reprezentacja Meksyku prowadzona przez zakręconego Miguela Herrerę stała się rewelacją fazy grupowej. Na początek wygrana z Kamerunem. Ochoa? Czyste konto w debiucie na MŚ (na poprzednie dwa pojechał jako rezerwowy). Drugi mecz to starcie z gospodarzami imprezy. Próbował Fred, próbował Neymar, ale na nic, bo między słupkami genialny Meksykanin z lokami na głowie. Skończyło się bezbramkowym remisem, a Guillermo okrzyknięto zawodnikiem meczu. Chwalili go eksperci, ciepłych słów nie szczędził selekcjoner Brazylijczyków, Luiz Felipe Scolari. Sam zainteresowany puentował tylko: – To był mecz mojego życia. Tu, na mistrzostwach świata, przed naszymi kibicami. To niesamowite!

(Zdjęcie: AP Photo/Themba Hadebe)

Ostatnie spotkanie grupowe wygrali 3:1 z Chorwatami, co pozwoliło na zajęcie drugiego miejsca w grupie, zrównując się punktami z Brazylią. W 1/8 finału minimalnie lepsza okazała się Holandia, strzelająca zwycięskie bramki w końcówce i doliczonym czasie. Choć Meksyk swój udział zakończył zaraz po wyjściu z grupy, to kandydatura Ochoi była silna przez długi czas i kto wie, jakby się to zakończyło, gdyby nie wygrana Niemców z Neuerem w bramce.

Fortuna: Odbierz 110 zł na zakład bez ryzyka + do 400 zł bonusu!

Jak się nie ma, co się lubi, to… Malaga

Po takim turnieju Guillermo nie mógł dalej grać na piłkarskiej prowincji, jednak – o dziwo – kluby nie rzuciły się na niego z marszu. Do transferu ostatecznie doszło 1 sierpnia 2014, a nowym miejscem do gry w piłkę miała być nie mniej słoneczna Malaga. Nie Manchester, nie Madryt, lecz Malaga – pewnie sam Ochoa spodziewał się ofert lepszych klubów, ale jak się nie ma, co się lubi… Na La Rosaleda czekał jednak jeden problem. To będący już tam golkiper, Carlos Kameni, którego wygryźć było bardzo trudno, a w zasadzie to się do dziś nie udało. Jednak wtedy Meksykanin walczył, a na koniec roku został nagrodzony przez IFFHS, które umieściło go na siódmym miejscu w rankingu najlepszych bramkarzy.

Takie wyróżnienie musiało być miłym zaskoczeniem, ale Ochoa nie chciał żyć przeszłością, lecz skupiał się na walce o minuty. W tym miał pomóc transfer do Liverpoolu lub Arsenalu, o których mówiono przed zimowym okienkiem transferowym 2015. Anglicy się jednak nie zdecydowali, a jemu pozostała gra w Copa del Rey. Kameni był nie do wygryzienia, co pokazał również następny sezon, a czas dla Meksykanina biegł coraz szybciej, wszak w lipcu 2015 stuknęła mu „trzydziestka”. Do bramki wszedł dopiero, gdy kameruński golkiper doznał kontuzji, jednak każdy wiedział, że to sytuacja tymczasowa. Stąd chęć odejścia, gorzej, że chętnych niewielu. Ostatecznie przed końcem sezonu Guillermo został wypożyczony do Granady z opcją wykupu.

Wstydliwy rekord

Tam już grał regularnie, ale co z tego, skoro zespół od początku sezonu skazywany był na pożarcie, a rzeczywistość szybko to potwierdziła. Granada masowo traciła bramki, niewiele strzelając. Już w drugiej kolejce „piątkę” wbiło Las Palmas, a kilka tygodni później Ochoa aż siedmiokrotnie wyciągał piłkę z siatki po strzałach piłkarzy Atletico. Zimą kolejne pięć goli zaaplikował Real, który przed kilkoma dniami poprawił, strzelając jeszcze cztery. Takie wyniki i tylko trzy mecze z czystym kontem złożyły się na rekord, choć sam Meksykanin woli pewnie o tym nie myśleć. Otóż bramkarz Granady wpuścił w tym sezonie już 80 goli, bijąc rekord z sezonu 1994/1995, kiedy Inaki Aizpurua z Salamanki stracił ich 79. A przed nim jeszcze ostatni mecz rozgrywek przeciwko Espanyolowi. Na korzyść Ochoi działają inne statystyki, pozwalające  choć częściowo winą obarczyć defensorów, gdyż on sam zanotował aż 146 udanych interwencji, czyli również najwięcej w La Liga.

Wiadomo, że Granada spada do Segunda Division, a Guillermo za kilka dni wraca do Malagi, choć tylko teoretycznie, bo automatycznie wygasa jego umowa i z Andaluzyjczykami. Co dalej z 31-latkiem? Przed nim niewiele perspektyw, choć jeszcze w marcu na starcie sezonu MLS odrzucił ofertę z FC Dallas. Tam jednak furtki zamykać nie chciał i przyznał, że nie mówi „nie” w kontekście przyszłości. Możliwe więc, że po kilku latach gry i „gry” w Europie wróci na rodzimy kontynent, chyba że któryś z europejskich klubów postanowi dać mu ostatnią szansę na zaistnienie.

Ochoa to doskonały przykład piłkarza niedocenionego, na którego bano się postawić. Najpierw zwlekały kluby angielskie, żeby dać mu szansę siedem lat temu, potem zakotwiczył w średnim Ajaccio, a po bardzo dobrym mundialu trafił do Malagi, czyli kolejnej drużyny spoza topu, w dodatku klubu, w którym był już solidny i zaufany bramkarz. Jednak 31 lat to nie koniec, tylko czy ktoś jeszcze będzie go chciał, ostatnie lata wykreowały go bowiem na człowieka jednego turnieju.

Fortuna: Odbierz 110 zł na zakład bez ryzyka + do 400 zł bonusu!