Piotr Reiss: To był najsilniejszy Lech w czasach, gdy grałem w piłkę

Gdy ostatni raz Lech Poznań grał z Austrią Wiedeń, wówczas Piotr Reiss był pod koniec swojej kariery. Miał jednak udział w pamiętnym 4:2, które dało awans do fazy grupowej Pucharu UEFA w 2008 roku. Trochę się od tamtej pory pozmieniało, ale już jutro Kolejorz ponownie podejmie ekipę ze stolicy Austrii. Były gracz Lecha jest naszym gościem w drugim odcinku cyklu „Piłkarskie salony” z legalnym bukmacherem BETFAN

Rafał Szyszka: Czternaście lat temu Lech Poznań pokonał Austrię Wiedeń 4:2. Spotkanie, które pamiętają nie tylko kibice Kolejorza, ale cała Polska. Jak Pan wspomina tamtą potyczkę z Austriakami?

Piotr Reiss: To był mecz pełen dramaturgii. Dogrywka, w której najpierw prowadziliśmy potem znowu Austria przechyliła szalę na swoją korzyść. Dopiero bramka Murasia (Rafała Murawskiego red.) przyniosła nam awans w ostatniej minucie. Do tego meczu kibice bardzo chętnie wracają wspomnieniami. Dramaturgia to jedno, ale też happy end odgrywa tutaj kluczową rolę.

Ja wszedłem z ławki rezerwowych, pod koniec regulaminowego czasu gry. W dogrywce sędzia nie podyktował rzutu karnego na mnie. Na szczęście jednak udało się wygrać i awansować. Z pewnością jeden z tych meczów, który kibice Lecha zapiszą pośród najlepszych w wykonaniu Kolejorza przy Bułgarskiej w ostatnich latach.

Pamiętamy, że grał wtedy w Lechu Robert Lewandowski. To były początki jego wielkiej kariery.

Zgadza się. Dzisiaj Robert robi oszałamiającą karierę. Wtedy zagrał w naszym zespole i strzelił gola. Po latach przyjemnie wrócić, że mogliśmy grać razem i dzielić szatnie.

To był także wstęp do tego, by grać w fazie grupowej Pucharu UEFA i kontynuować swoją przygodę także na wiosnę. Jeden z tych występów, których polskie kluby w XXI wieku nie muszą się wstydzić, tylko mogą pochwalić!

Przyzwyczailiśmy się, że polskie kluby najpóźniej do zimy odpadają z rozgrywek europejskich. Tutaj na wiosnę kibice mogli obejrzeć Lecha w pucharach. Niewielu polskim klubom to się udawało w ostatnich latach, więc tym bardziej fajnie było być częścią tamtych sukcesów.

Jaka to była drużyna? Pomijając już Lewandowskiego, było wielu ciekawych graczy. Peszko, Stilić, Rafał Murawski…

Wydaje mi się, że to był najsilniejszy Lech w czasach, gdy grałem w piłkę. Myślę, że ten zespół, który stworzył Franciszek Smuda będzie trudny do powtórzenia. Przede wszystkim klub był oparty na wielu polskich piłkarzach. To też jest bardzo ważne w kontekście rozwoju polskiej piłki.

Grafika-belka-2

Może to nie był najmocniejszy Lech, któremu kibicowałem, bo byłem też fanem Kolejorza jako dziecko, gdy grały klubowe legendy. Jednak w trakcie mojej kariery, to był najlepszy Lech.

Personalnie kogo by Pan z tamtej ekipy wyróżnił?

Mieliśmy bardzo fajną drużynę na boisku i poza nim. Na murawie świetna para stoperów: Arboleda i Bosacki, wspomniany Lewandowski, Stilić, „Peszkin” itd. To był zespół, który nie tylko walczył, biegał, ale także umiał grać w piłkę. Nasze mecze były ciekawe i przyjemnie się je oglądało.

Jak można zestawić tamten Lech z dzisiejszym? Dzisiaj Polaków wyjściowym składzie jest niewielu.

Największą różnicą jest chyba fakt, że wtedy rozmawiało się po polsku. Dzisiaj po angielsku. Wielu zagranicznych piłkarzy, sztab również. Wydaje mi się, że to taka największa różnica. Wtedy mieliśmy też zespół, z którymi kibice mogli się bardziej utożsamiać. Dzisiaj trudniej o to, bo wielu z tych graczy jest „tu i teraz”, a jutro już ich nie będzie.

Wielu graczy u Franka Smudy, jak Bosacki, Kotorowski czy nawet ja, grało w tym Lechu przez wiele lat. Kibicom było łatwiej się utożsamiać z piłkarzami z tego miasta czy regionu. Dzisiaj praktycznie takich graczy nie ma.

To pewien paradoks. Akademia Lecha zewsząd chwalona, wypuszcza zawodnika jeden po drugim. Chwilę dobrze pograją i zaraz ich nie ma..

Do tego nie wszyscy pochodzą z regionu. Lech bardzo dobrze szkoli zawodników wyselekcjonowanych z całej Polski. Kilkanaście lat temu Lech opierał się nie tyle na polskich, co na Wielkopolskich zawodnikach!

Coś w tym jest. Michał Skóraś czy Jakub Kamiński to chłopaki ze Śląska, Antoni Kozubal z Podkarpacia, a wielu poprzednich także gracze z lubuskiego i innych ościennych województw.

Ostatnim takim wychowankiem był chyba Kownaś.

De facto Dawid Kownacki pochodzi także z lubuskiego.

Ale jak miał dwa lata przyjechał do Poznania. Pamiętam go jako 7-latka już w pierwszych młodych zespołach Lecha. Wcześniej? Marcin Kamiński z Konina, Karol Linetty z Wągrowca, to byli jeszcze zawodnicy oparci na Wielkopolsce. Dzisiaj wielu wychowanków to chłopcy ściągnięci z całej Polski w wieku 12-13 lat.

Wszystkie powyższe spotkania można zagrać u legalnego bukmachera BETFAN,  który ma najlepszą ofertę na europejskie puchary 

Grafika-belka-1-1