Zryw, przerwa, zryw – dewiza reprezentacji Polski

 

Dobre wejście w mecz to podstawa, w końcu zwykło się mówić, że po pierwszym golu gra się łatwiej, a w naszej ekstraklasie dominuje również wypowiedź pod tytułem „ten gol ustawił mecz”. Sprawdziliśmy zatem, czy te teorie mają uzasadnienie w wynikach naszej reprezentacji. Przeanalizowaliśmy wszystkie eliminacyjne mecze i na ich podstawie można wyciągnąć kilka wniosków.

Przede wszystkim dużo więcej dzieje się w drugich połowach. W meczach naszej kadry w eliminacjach padły 42 gole, a więc 4,2 na mecz. Gdyby rozłożyć na połowy, to 16 z nich wpadło przed przerwą, a 26 w drugiej części spotkania, co daje odpowiednio 38% i 62%. Tyle że już wyniki naszej reprezentacji w poszczególnych połowach różnią się, i to dość znacząco.

Bilans pierwszych połów nie różni się od tego ogólnego. Osiem zwycięstw oraz po jednym remisie i porażce. Rzecz jasna porażka odnosi się do meczu z Danią, a remis nie był dla nas taki zły w kontekście całego meczu, bo chodzi o domowe spotkanie z Armenią – wygrane ostatecznie 2:1. Buduje natomiast fakt, że jedynie w Astanie nasze prowadzenie do przerwy nie zostało zamienione na trzy punkty. Tak czy siak nasz bilans bramkowy musi budzić szacunek. 13 strzelonych bramek może nie jest najlepszym wynikiem, gdyby porównywać do innych drużyn na kontynencie, ale już w defensywie mamy wynik rewelacyjny – tylko trzy stracone gole, z czego dwa w Danii. Żeby było lepiej, dopiero w siódmym spotkaniu podopieczni Adama Nawałki schodzili na przerwę bez czystego konta.

Teoria Michniewicza się sprawdza

Można się śmiać z teorii Czesława Michniewicza o tym, że prowadzenie 2:0 jest najgroźniejszym wynikiem, ale niestety to się sprawdza w praktyce. Polacy w tych eliminacjach dwukrotnie wypuszczali taki wynik z rąk. Najpierw z Kazachstanem, gdy nieskuteczność w pierwszej połowie, a później rozluźnienie w drugiej kosztowały nas dwa punkty, a na koniec również mogło być niemiło, gdyby nie dwa „zapalniki” obrońców Czarnogóry. Niewiele brakowało, by również Duńczycy odrobili straty w Warszawie, a przecież rodacy Hamleta mieli trzy gole do odrobienia.

Kluczem do sukcesu jest jednak strzelenie gola jako pierwsi. Jedynie w Danii to się nie udało i jak się skończyło, wszyscy wiemy. W pozostałych dziewięciu spotkaniach zawsze wychodziliśmy na prowadzenie jako pierwsi i tylko raz stało się to w drugiej połowie – Armenia u siebie.

Kwadrans kwadransowi nie równy

Poniżej prezentujemy statystykę dotyczącą rozkładu goli według poszczególnych kwadransów gry:

Gole w meczach Polaków (kwadranse)

Co tu dużo mówić, jeśli chodzi o strzelanie goli, to tendencja jest prosta. Najpierw szybkie ciosy i gole do 30. minuty, a potem zryw dopiero w końcówce. Matematyka nie kłamie i wylicza, że przez pierwsze pół godziny strzeliliśmy prawie 36% goli(po niecałe 18% w każdym z kwadransów), a w ostatnim kwadransie gry nieco ponad 28%. Wychodzi więc, że okres od 31. do 75. minuty włącznie, a więc jakby nie było, przez pół meczu, strzeliliśmy 10 goli – prawie 36% całego dorobku. Jak traciliśmy gole? Tutaj najgorzej wyglądał właśnie ten okres pomiędzy 31. a 75. minutą, bo rywale byli w stanie nam strzelić dziewięć goli, czyli aż 64%. To jest perspektywa makro, a w skali mikro najgorzej wygląda pierwszy kwadrans po przerwie. Pięć z 14 straconych goli to znowu prawie 36% straconych goli, a więc ponad 1/3 całego dorobku, a mówimy o czasie, który zawiera ledwie 1/6 całego meczu, a gdyby dorzucić czas doliczony, to nawet mniej.

I ostatecznie porównując te dwa okresy, a więc 1-30 oraz 75-90 + oraz 31-75 w bramkach straconych, to widać bardzo dużą różnicę. W końcu na ten pierwszy okres wygraliśmy 18:5, a ten drugi ledwie 10:9. Widać więc, że są momenty, w których nasza kadra jest łatwiejszym łupem dla rywala, ale są też momenty, gdy to my dominujemy nad rywalem i zdecydowanie korzystamy z takich fragmentów meczu. Na szczęście w eliminacjach nie mieliśmy rywali z europejskiego czy światowego topu. Jednak pamiętajmy, że te przestoje w grze były wykorzystywane. Pora to naprawić, a najbliższa okazja do testów już w listopadzie, gdy przyjadą do Polski poważne firmy – Urugwaj i Meksyk.

 

Fortuna: Odbierz 110 zł na zakład bez ryzyka
+ do 400 zł bonusu!