Simeone, Pochettino, a może zaraz Coudet? Kolejny Argentyńczyk warty uwagi

Eduardo Coudet

Nie ma drugiego takiego państwa poza Europą, które „produkuje” tylu trenerów dla Starego Kontynentu i całego świata, co Argentyna. Jeśli interesowaliście się piłką w końcówce ubiegłego wieku i na początku obecnego, to wielce prawdopodobne, że wasi idole dzisiaj zasiadają na ławkach trenerskich wielu znanych klubów. Na nasz kontynent już niedługo może dołączyć Eduardo Coudet. Obecnie jego sylwetkę znają zapewne tylko miłośnicy piłki latynoskiej, ale może to się w niedalekiej przyszłości zmienić.

Cały świat zachwyca się tym, jakie piętno na Atletico odcisnął Diego Simeone. Mauricio Pochettino był o krok od historycznego sukcesu z Tottenhamem, który i tak wyniósł o kolejny poziom w górę. Jorge Sampaoli do czasu objęcia reprezentacji Argentyny błyszczał wszędzie, gdzie się pojawiał. A jego Sevillę oglądało się z zapartym tchem, skoro można było trafić na taki mecz jak z Espanyolem 6:4.

Ponadto Luis Zubeldia, Maurico Pellegrino czy Juan Antonio Pizzi również mieli swoje szansę w klubach na Starym Kontynencie z różnym skutkiem. Do tego grona przecież miał dołączyć Jorge Almiron po finale w Copa Libertadores z Lanus, ale na przeszkodzie stanęły kwestie formalne. Gdyby chciał do tego grona mógłby, niemal od zaraz, dołączyć Marcelo Gallardo po tych wynikach, jakie w ostatnich latach osiągnął z River Plate.

Następnym w kolejce może zostać nasz bohater Eduardo „Chacho” Coudet. Chacho, czyli chłopak.

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!

Do niedawna „zero tituli”

Oczywiście część osób, które trenerów oceniają tylko przez pryzmat wygranych trofeów powiedzą, że dopiero okres trenowania Racingu był udany, skoro tam udało się wygrać mistrzostwo kraju. Tyle że warto przyjrzeć się pracy szkoleniowców bliżej.

W Rosario zajął trzecie miejsce w lidze i awansował do Copa Libertadores 2016. Tam miał miejsce „przedwczesny” finał, gdy ekipa Central spotkała się w 1/4 finału z Atletico Nacional, czyli późniejszym triumfatorem. Drużyna z Medellin wówczas była zdecydowanie najmocniejszym klubem na kontynencie, a mimo tego dopiero w ostatnich sekundach wyrwali awans Coudetowi i spółce.

W międzyczasie Rosario dwukrotnie doszło do finału Copa Argentina. W 2015 ulegli Boca, a rok później River Plate. Przy czym warto zwrócić uwagę na ten pierwszy finał, w którym mieli przynajmniej czternastu przeciwników. Jedenastu piłkarzy rywala oraz trójkę sędziowską. Najpierw nieuznany – wydaje się – prawidłowo strzelony gol Marco Rubena w sytuacji, gdy na spalonym był Larrondo. Później już cyrk wszedł na wyższe obroty i stężenie absurdu. Najpierw karny dla Boca za faul przed polem karnym, a drugiego gola ekipa z Buenos strzeliła ze spalonego. Po finale oburzony Coudet powiedział: – Oni ukradli finał! Zresztą filmik „Robo Historico” na Youtube ma ponad milion wyświetleń i najlepiej oddaje klimat tamtego spotkania.

W Racingu miał jeszcze mocniejszy zespół – o czym poniżej – i wygrał tytuł w sezonie 2018/19. Patrząc na tabelę wg poszczególnych kolejek, La Academia już w czwartej rundzie została liderem, którego nie oddała do końca sezonu.

Trochę znanych twarzy

Wyniki znamy, ale czas przyjrzeć się, z kim pracował Coudet. To właśnie on wprowadził do składu Rosario Giovaniego Lo Celso i jego rozwinął. Podobnie sprawa miała się z Franco Cervim, czyli zawodnikami, na których klub zarobił naprawdę solidne pieniądze sprzedając ich do PSG i Benfiki. Walter Montoya też skorzystał i trafił do Sevilli. Tam się nie przebił, ale dzięki dobrej grze w Rosario miał okazje trafić do czołowego europejskiego klubu.

Javier Pinola, gdyby był młodszy, pewnie również powędrowałby do Europy. A tak łysemu obrońcy pozostało „tylko” zdobywanie trofeów u Gallardo z River oraz… powrót do reprezentacji Argentyny. Pinola w czerwcu 2007 roku zadebiutował towarzyskim meczem z Algierią, a później czekał długie… dziewięć lat na drugi i jak do tej pory ostatni występ w kadrze.

Kiedy myślę sobie o Eduardo Coudecie, to pierwsza myśl jaka mi przychodzi do głowy to… niby pomocnik, ale zawsze był z przodu częściej niż rozgrywający. Jego cechy boiskowe pozostały z nim także w roli trenerskiej, choć trzeba przyznać, że najlepiej wychodziło mu budowanie obrony w Rosario Central. Jego niemal dwuletnia przygoda pełna sentymentów – wcześniej jako piłkarz, w różnych odstępach czasu – to pasja, determinacja i chęć udowodnienia, że popularni „Canallas” to nie zwykła banda szumowin. Dziś sporo klubów by oddało, za fajną kompozycję drużyny, gdy w obronie był Pinola, Donatti, Ferrari czy Villagra, w pomocy miałeś Battaglię i wschodzące gwiazdy Lo Celso czy Cerviego a na dokładkę szczypta sentymentu z napastnikami Cesarem Delgado i Marco Rubenem. O ile Cesar raczej tego powrotu nie wspomina dziś miło, bo zawodził, tak Marco potwierdził, że jednak potrafi grać w piłkę. Do dziś uważam, że to była najlepsza wersja drużyny Central jaka wtedy się w lidze pokazywała. Była dynamiczna, ale i rozważna – powiedział Michał Borowy, ekspert od argentyńskiej piłki.

U niego mocno rozwinął się Renzo Saravia, na którym kilka milionów Racing uzbierał, a sam zawodnik miał okazje zagrać w reprezentacji. Teraz znowu się panowie spotkali, gdyż obrońca jest wypożyczony z Porto do Interu Porto Alegre, gdyż uczciwie trzeba przyznać, że jego przygoda z portugalskim klubem była kompletnie nieudana.

Ponadto spotkał Lautaro Martineza, któremu po prostu nie przeszkadzał w rozwoju. Za jego kadencji Lautaro i Lisandro Lopez stworzyli maszynkę do zabijania, a obecna gwiazda Interu strzeliła 16 goli w 23. spotkaniach.

Z reprezentantów załapał się jeszcze na obiecującego golkipera Juana Musso, który podobnie jak Lautaro wybrał włoski kierunek latem 2018 roku – Udinese. A ostatnim z zawodników, na którego miał największy wpływ był Matias Zaracho. Gdy przychodził, 19-latek nie miał jeszcze ugruntowane pozycji w klubie, ale dzisiaj to lider drugiej linii oraz kandydat na kolejnego zawodnika, który może przynieść grube miliony Academii.

Warto rozmawiać

Jak każdy trener, Coudet również ma swoich ulubieńców. Manuel Garcia bronił u niego w Rosario, a później zagrał go do Racingu. Damian Musto grał w Rosario, Tijuanie, a od tego roku również w Internacionalu Porto Alegre, podobnie jak wspomniany Saravia. Przede wszystkim jednak dużym darem Coudeta jest umiejętności trafiania do zawodników.

– To solidny strateg, ale przede wszystkim widzę w nim umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu i trudnymi charakterami. A poza tym ma świetną zdolność do odbudowywania piłkarzy, którzy dziś odcinają kupony od swojej dawnej sławy, pozwalając im na nowo zabłysnąć przy świetle reflektorów, które tak dobrze znali. A skoro umiał odbudować niektórych emerytów, to cóż powiedzieć o Lisandro Lopezie, z którym nie tylko poprowadził ich do mistrzostwa w 2019 roku, to jeszcze Licha został królem strzelców w wieku 36 lat. (…) Coudet to jeden z tych osób, które potrafią rozmawiać i potrafią radzić sobie nawet z najtrudniejszymi charakterami. Nawet ten epizod z Centurion, jestem mu w stanie wybaczyć bo mówimy tu o piłkarzu, który powinien być leczony psychiatrycznie i miał wyskoki przypisujące mu zawinięcie w kaftan – dodaje Borowy.

Co ciekawe, gdy Coudet odchodził z Racingu obiecał kibicom Academii, że nigdy nie poprowadzi ich odwiecznego rywala, czyli Independiente. „Chacho” nawet ma swoją listę klubów, których nie ma zamiaru prowadzić ze względu na swoją przeszłość. Jako były piłkarz i trener Rosario Central przekreślił siebie w Newell’s, ale dla niego nie istnieje również opcja pracy w Boca Juniors, jako były gracz River. A także w Huracanie i Argentinos Juniors, a to przez wzgląd na przeszłość, odpowiednio, w San Lorenzo i Platense. Nie trzeba główkować, że w każdym przypadku chodzi o derbowych rywali wymienionych ekip.

Coudet i jego pomysł?

Oglądając mecze drużyn Coudeta, zarówno w Rosario Central, a później w Racingu, nie było miejsca na nudę. Jedni i drudzy grali w sposób przyciągający widzów, co w dobie dużej dozy pragmatyzmu wśród wielu trenerów jest argumentem dla postronnego kibica.

Generalnie sam Coudet to zwolennik i miłośnik otwartej gry na dominację. Od dłuższego czasu jego ulubiona formacja to 4132, przechodzącym w trakcie gry na 433 lub 4231 w zależności od sytuacji na boisku. Piłka według Coudeta, ma być częściej na połowie przeciwnika niż na własnej. To niby nic skomplikowanego, ale drużyny pod jego wodzą, może niekoniecznie grają pięknie i z polotem, ale chcą być przede wszystkim skuteczne – mówi o jego pomysłach nasz ekspert.

Mimo że Coudet rozpoczynał swoją trenerską przygodę w 2015 roku, już rok później w kapitalnej książce „Che Pep” o wpływie Pepa Guardioli na argentyński futbol i odwrotnie, pojawiły się wzmianki o warsztacie Chacho, a także założeniach jakie towarzyszą temu trenerowi.

Książka „Che Pep” Vicente Muglii to absolutne „must have” dla fanów Guardioli i piłki argentyńskiej. W rozdziale „Wyjście od bramki” autor wspomina o początkach Coudeta w Rosario. – W dwóch ostatnich sezonach ligi Club Atletico Rosario Central także starał się zdominować rywala dzięki wyjściu spod bramki. Żeby wprowadzić je w życie, trener Eduardo Coudet opierał się na Javierze Pinoli. Ten mocny lewy obrońca stał się także odpowiedzialny na rozpoczynanie akcji. Przechodził często z piłką przy nodze na środek pola, a nawet docierał na połowę rywala. W ten sposób często Central przerywało szyki i grało w przewadze. Przy wszystkich proporcjach można tutaj mówić o wyczynach podobnych do tych Gerarda Pique w Barcelonie.

To nie takie proste

Na początku lutego Leonardo Miranda z Globo na swoim blogu przedstawił analizę tego, co proponuje Coudet. Punktem wyjścia było ustawienie pomocy. Jak przeczytacie poniżej, w linii pomocy jest czwórka grająca dość wąsko. Jeden defensywny pomocnik, a przed nim trójka odpowiadająca za kreowanie gry. W meczu z Universidadem de Chile Coudet do tego kwartetu wybrał zawodników określanych w Brazylii jako „volantes” czyli defensywnych pomocników. Rozgorzała dyskusja czy trener, który miał oferować ofensywny styl gry, nie poszedł w drugą stronę. Wspomniany Miranda jednak wyjaśniał, że każdy z tej grupy miał inne zadania i miał znajdować się w innym miejscu na boisku. Dobrze obrazuje to właśnie poniższy screen z meczu w Chile.

Ustawienie zawodników drugiej linii w fazie budowania ataku. Źródło: analiza Leonardo Mirandy(Globo)

Z kolei tuż przed niedawnym klasykiem Gremio kontra Inter w Copa Libertadores, o analizę trenerów pokusił się Eduardo Deconto z tego samego portalu. W niej wspominał właśnie o bazowym 4-1-3-2, w którym bardzo ważną rolę odgrywa Damian Musto jako ta jedynka ustawiona przez linią obrony. W fazie ataku Musto schodzi między środkowych obrońców, dzięki czemu wyżej wychodzą boczni obrońcy korzystający z wolnych korytarzy przy liniach. To oznacza, że w ataku zespoły Coudeta grają często 3-5-2 lub 3-2-3-2, w zależności od subiektywnych ocen. Gra jest na wysokiej intensywności i pionowa, co dotyczy także fazy bronienia, w której bardzo ważnym aspektem jest pressing już pod bramką przeciwnika.

Coudet a Guardiola

Muglia poświęcił kilka zdań pressingowi, który preferuje nasz bohater. – Po erze Guardioli w Barcelonie wiele argentyńskich zespołów postawiło na pressing: Rosario Central Eduardo Coudeta było jednym z nich. (…) Wraz z nastaniem ery Eduardo Coudeta Rosario Central radykalnie zmieniło swoją grę. Dało się poznać jako ofensywny zespół o wysokim, drapieżnym pressingu na połowie rywala. W tym celu drużyna przesuwała do przodu swoją ostatnią linię z Pinolą na czele, zaś pomocnicy mogli grać bliżej napastników, umożliwiając w ten sposób pressing i nie dając przeciwnikowi przestrzeni do rozgrywania. W czerwcu 2015 roku w notce opublikowanej w dzienniku „La Capital de Rosario” trener wyrażał się w ten sposób:

„Zespół stosuje wysoki pressing i w razie potrzeby każdy włącza się w odzyskanie piłki. Nie we wszystkich drużynach tak się dzieje. Moi zawodnicy wykonują ogromny wysiłek i nigdy nie stoją w miejscu, zawsze chcą więcej. Wiemy, że trudno utrzymać pressing przez całe 90 minut, ale pracujemy nad tym. Nie mogę narzekać. Dotąd nie daliśmy się żadnemu rywalowi” – pisał Argentyńczyk.

Decydujący czas

Nowy sezon i nowy klub miał/ma być dla niego papierkiem lakmusowym. To druga praca zagranicą, lepsze pieniądze, a co za tym idzie większe możliwości. Trzeba jednak przyznać, że wybór był dobry pod względem mentalny. Mówi się, że południe Brazylii ma dużo więcej wspólnego z Argentyną czy Urugwajem, aniżeli z Sao Paulo czy Rio, nie wspominając o północy kraju. Zrozumieli to w Porto Alegre, gdzie na powitanie nowego trenera pokazali wideo z szalikiem, czyli niezbędnym atrybutem trenera. Eduardo Coudet w koszulce polo i szaliku to widok, który wszystkim zapadł w pamięć z czasów jego pracy w Argentynie.

Teraz nastał trudny czas dla wszystkich, ale po powrocie do rzeczywistości Chacho wróci do roboty i dalszej budowy drużyny. – To proces. Nie wiem, ile to zajmie, ale adaptujemy to do zespołu. Nie ma lepszego lub gorszego sposobu, tylko może być po prostu nowy. Wierzę, że zespół chce się temu poświęcić i z każdym meczem jest postęp – mówił Coudet na koniec lutego po dziesiątym oficjalnym meczu w nowym zespole.

Nie jestem jeszcze przekonany do tego, czy w zależności od wyników w Internacionalu wyjedzie do Europy. Ale myślę, że w Hiszpanii parę klubów z niższej półki powinno go mieć na radarze – kończy Borowy

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!

Komentarze

komentarzy