Spalona ziemia po del Bosque

4 lipca 2016 roku zakończyła się pewna piłkarska epoka na Półwyspie Iberyjskim. Vincente del Bosque, który zapisał się złotymi zgłoskami w historii futbolu, przestał być selekcjonerem reprezentacji Hiszpanii. Kto w takim razie będzie jego następcą?

Prędzej czy później tak musiało się to wszystko skończyć. Czar goryczy przelał nieudany występ na Euro 2016. Nie tak tragiczny, jak 2 lata temu, kiedy to kadra nie wyszła nawet z turniejowej grupy, ale potwierdzający, że coś wewnątrz tej drużyny pękło (słowa Pedro, kłótnia Casillasa z trenerem, choć konflikt podobno zażegnany – patrz: tweet poniżej). Del Bosque nie miał pomysłu na grę, a piłkarze wyglądali na kompletnie wypalonych. Po części można zrzucać to na ciężki sezon (niektórzy kadrowicze grali do końca maja), nie zmienia to jednak ogólnego obrazu. Potrzebne są zmiany.

Jednak najpierw trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie. Osiem lat prowadzenia drużyny przejętej po Luisie Aragonesie, mistrzostwo świata (2010) oraz mistrzostwo Europy (2012) – takimi osiągami może pochwalić się popularny Sfinks. Selekcjoner prowadził reprezentację w 114 meczach, wygrał aż 87 razy (76% zwycięstw) i tylko 17 razy poczuł gorycz porażki. Takie statystyki robią wrażenie. Czas jednak tej pięknej, jakby na to nie patrzeć, przygody dobiegł końca. 65-letni szkoleniowiec z Salamanki, jak sam przyznał, do trenowania nie wróci. Nie musi. Hiszpańska Królewska Federacja Piłkarska (RFEF) szykuje dla niego ciepłą posadę w związku. Na chwilę obecną jednak nie wiadomo, w jakiej roli miałby tam pracować. Do końca lipca będzie „oficjalnie” sprawował funkcję trenera kadry, choć tylko na papierze. Przerwa reprezentacyjna trwa do września, wtedy zaczną się eliminacje do Mistrzostw Świata 2018 w Rosji. Hiszpanie w grupie zmierzą się z Włochami, Albanią, Izraelem, Macedonią, a także Liechtensteinem. Następca będzie więc musiał jak najszybciej poukładać klocki na nowo, aby ponownie wszystko sprawnie działało. Jak dawniej.

Giełda kandydatów jest dość obszerna. Trzeba jednak przyznać, że większość nie elektryzuje i nie rzuca na kolana. Przydałby się ktoś z wielkim nazwiskiem. Osoba, która na swoim koncie ma wiele sukcesów i z miejsca gwarantuje wysoki poziom. Najlepiej gdyby był to Hiszpan chętny przejąć kadrę od zaraz. Wszyscy są jednak praktycznie pozajmowani. Luis Enrique, Unai Emery i Pep Guardiola w tej chwili są poza zasięgiem. A co z innymi utalentowanymi trenerami, którzy nie pracują w topowych klubach? Też ciężko. Ernesto Valverde dobrze czuje się w Bilbao, charyzmatyczny Paco Jémez nie tak dawno zamienił Rayo Vallecano na Granadę, a Marcelino Garcia Toral w ostatnim sezonie osiągnął z Villarreal fantastyczny wynik i trudno w to uwierzyć, aby na tym etapie chciał szybko porzucić swój dobrze prosperujący projekt. Pomiędzy tymi dwoma grupami znajduje się jeszcze Rafa Benítez, który przedłużył ostatnio kontrakt z Newcastle United. Trzeba jednak pamiętać, że reprezentacja to zbiór silnych osobowości. Po epizodzie w Realu Madryt można wywnioskować, że nie byłby to najszczęśliwszy wybór. Zwłaszcza w takim momencie, gdy kadra jest delikatnie mówiąc rozbita.

caparros

Nasuwa się więc tylko jedno pytanie: kto w takiej sytuacji może być brany pod uwagę? Najpoważniejszymi kandydatami są Joaquín Caparrós (na zdjęciu powyżej) i José Antonio Camacho (poniżej). Rzeczywiście, szału nie ma. Odrzućmy jednak na chwilę wszelkie stereotypy (nazwiska przecież nie grają, podobnie jest na ławce trenerskiej) i przyjrzyjmy się im obu z bliska. Pierwszy z nich w przeszłości pracował m.in. w Athletiku Bilbao, Levante, a także Sevilli. Ostatnio związany był z Granadą (2014-2015). Dotychczas prowadził 18 klubów. Sukcesy? Dwukrotny awans do Ligi Europejskiej z piłkarzami z Kraju Basków i… w sumie na tym koniec. Zasłynął jednak z nietypowej metody motywacyjnej. W 2012, kiedy trenował Real Mallorkę, na odprawie przed meczem z Bilbao pokazał on swoim podopiecznym film… pornograficzny. Miało to na celu zmotywowanie zawodników. Ostatecznie zespół przegrał, jego zwolniono, a klub spadł do drugiej ligi.

camacho

Camacho niewątpliwie jest bardziej utytułowany. Jako piłkarz Realu Madryt zdobył z tym klubem 9 mistrzostw Hiszpanii, rozegrał 414 meczów. Po zakończeniu kariery, dosyć wcześnie, bo w wieku 34 lat, rozpoczął szkolenie juniorów Królewskich, później zakotwiczył chociażby w Espanyolu Barcelona, Benfice Lizbona, a także w klubie, w którym spędził całe życie (dwa podejścia, oba zakończone bardzo szybko). W latach 2011-2013 trenował reprezentację Chin, od tamtej pory jest bez pracy i sukcesywnie odrzuca wszelkie inne oferty. Być może czeka na sygnał od federacji, która już kiedyś dała mu szansę. W 1998 przejął stery w reprezentacji i utrzymał się w niej aż do 2002. Na jego kadencję przypadały dwa wielkie turnieje, w obu doszedł do ćwierćfinałów, odpadając w pechowych okolicznościach (pamiętny mecz z Koreą Południową, kiedy to sędzia nie uznał dwóch prawidłowo strzelonych goli i Hiszpanie przegrali ostatecznie w rzutach karnych). Ten okres nie obfitował być może w sukcesy, ale z pewnością trzeba pochwalić zespół, który grał wówczas atrakcyjnie dla oka, a Camacho wprowadził do kadry młodych i utalentowanych piłkarzy. Puyol, Xavi i Casillas przykładami pierwszymi z brzegu. Budował podwaliny na przyszłość.

lopetegiu

Z kolei dziennik Marca uważa, że wszystko jest jasne. Według nich następcą Vincente del Bosque będzie były selekcjoner kadry U-21 Julen Lopetegui. W przeszłości wygrał z nią mistrzostwo Europy, później związał się z portugalskim Porto, w którym niczego tak naprawdę nie osiągnął. Ta sama gazeta nie tak dawno przeprowadziła ankietę wśród swoich czytelników. Według kibiców najlepszym wyborem byłby Paco Jémez (ponad 28 procent głosów), tuż za nim znaleźli się m.in. Ernesto Valverde (15,6%) i Marcelino (11,5%).

Najważniejszą decyzję poznamy najprawdopodobniej w okolicach 15 lipca, kiedy to odbędzie się Zgromadzenie Federalne RFEF. Wtedy już wszystko powinniśmy wiedzieć.