Startuje Superpuchar Hiszpanii… w Arabii Saudyjskiej. Czy futbol przegrał z kasą?

Już w pierwszej połowie listopada 2019 roku było wiadomo, że tegoroczny Superpuchar Hiszpanii zostanie rozegrany w Arabii Saudyjskiej. Kolejne dwa również, co oznacza, że nie jest to tylko jednorazowe oderwanie od normy, a sytuacja do której kibice powinni się przyzwyczajać. Inaczej być raczej nie może, bo Arabia zaproponowała hiszpańskiemu związkowi taką kasę, że trudno sobie wyobrazić, by włodarze takie propozycje odrzucali. Tym bardziej że poza Arabią są jeszcze inne kraje, które chętnie przyjmą u siebie FC Barcelonę, Real Madryt i Atletico Madryt w zamian za przelew na kilkadziesiąt milionów euro. 

Trzy turnieje o Superpuchar Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej. W kasie Hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej 120 baniek liczonych w europejskiej walucie. Matematyka jest prosta. Jeden turniej został sprzedany za 40 milionów euro. Nawet jak na pieniądze, które są w piłce, mówimy o astronomicznych sumach.

Oczywiście klamka już zapadła, ale coś nam się wydaje, że nikt decyzyjny zbyt długo się nie zastanawiał nad tym, by przynieść Superpuchar do innego kraju. Gdy padła konkretna suma, wszyscy zapomnieli o długim sezonie, meczącej podróży, czy fakcie, że w Arabii są łamane prawa kobiet. Tylko przypomnijmy, że w Królestwie Arabii Saudyjskiej dopiero w 2017 roku zniesiono zakaz uczestnictwa kobiet w imprezach masowych, w tym spotkaniach piłki nożnej. Jasne, na mecze Superpucharu Hiszpanii kobiety wejdą, ale czy to coś zmienia? Nie trzeba interesować się polityką, by wiedzieć, że akurat w tym kraju kobiety – łagodnie mówiąc – nie mają normalnego życia.

To byłoby zwycięstwo pieniędzy i biznesu nad sportem, a właściwie nad wszystkim, co istnieje dobrego w futbolu – powiedziała we wrześniu jeszcze przed oficjalną decyzją była reprezentantka Hiszpanii, Veronica Boquete.

Sam niesmak, że turniej zostanie rozegrany w kraju, który nie budzi sympatii Europejczyków to jedno, a drugie że loty do Arabii Saudyjskiej są bardzo drogie. Nic więc dziwnego, że fani Atletico Madryt, Barcelony, Realu, czy Valencii nie udadzą się liczną grupą do Dżeddy, w której zostaną rozegrane wszystkie mecze. Atletico Madryt poinformowało nawet, że sprzedało – właściwie przekazało za darmo –  jedynie 50 wejściówek na spotkanie półfinałowe z Barceloną.

Harmonogram meczów:

8 stycznia – Valencia – Real Madryt (1 półfinał)

9 stycznia – FC Barcelona – Atletico Madryt (2 półfinał)

12 stycznia – Finał

***

Kibiców wszystkich drużyn na trybunach wielu więc nie będzie, ale będą wielcy piłkarze. Cała czwórka najlepszych drużyn poprzedniego sezonu La Liga udała się do Arabii Saudyjskiej w najmocniejszych składach, jakimi obecnie dysponują. Trzeba bowiem zaznaczyć, że wszyscy trenerzy musieli zrezygnować z niektórych ważnych graczy z powodu kontuzji. W Barcelonie przede wszystkim zabraknie Marc-Andre ter Stegena, który nie zdecydował się na operację w związku z tendinopatią prawego kolana. Niemiec leczy się zachowawczo, co potrwa jeszcze minimum przez tydzień. Nie zagrają również Ousmane Dembele, który kontuzjowany jest od dłuższego czasu, a także Arthur borykający się z kontuzją kości łonowej.

W Realu Madryt zabraknie oczywiście Edena Hazarda, który przechodzi rehabilitację po urazie odniesionym w meczu z PSG. Królewscy będą musieli sobie radzić również bez Karima Benzemy, który cierpi na uraz mięśnia półbłoniastego lewego uda. Nie zagra także Gareth Bale. Tym razem Walijczykowi doskwiera infekcja górnych dróg oddechowych.

Swoje problemy mają również w Valencii i Atletico Madryt. W tym pierwszym zespole zabraknie rzecz jasna Goncalo Guedesa, który jest wyłączony z gry od początku sezonu. Na sto procent w Arabii Saudyjskiej nie zagra także Rodrigo Moreno, który w ligowym meczu z Eibarem skręcił staw skokowy. Poza tym kontuzjowani są Manu Vallejo, Kang-in Lee oraz Cristiano Piccini. Z kolei Diego Simeone nie będzie mógł skorzystać z usług Diego Costy, Stefana Savicia i Thomasa Lemara. Do Arabii Saudyjskiej poleciał jednak Koke, choć nie otrzymał jeszcze od lekarzy pozwolenia na grę.

Z całą pewnością ewentualne El Clasico w finale rozgrywek będzie miało dużą oglądalność, bo trenerzy – sądząc po powołaniach – potraktowali rozgrywki poważnie. Nawet bardzo, ponieważ szkoleniowiec Valencii, Albert Celades zabrał do Arabii kontuzjowanych graczy. Z drugiej jednak strony trudno przypuszczać, by te mecze aż tak elektryzowały, jak przykładowo starcia ligowe albo w Lidze Mistrzów. Raczej przegrani nie będą specjalnie rozpaczać, że nie triumfowali w styczniu w Arabii Saudyjskiej w Superpucharze Hiszpanii. Co prawda to oficjalne rozgrywki, ale bliżej im do turniejów rozgrywanych w okresie przygotowawczym, niż tym poważnym.