Szaleństwa ciąg dalszy. Dwa lata więzienia dla Neymara?

„Sprawa Neymara” to saga, która od lat wraca jak bumerang. W większości podobnych przypadków spór dotyczy tego, czy zawodnik dołączy do danej drużyny, czy nie. Tu jednak zmiana otoczenia nie była końcem, lecz początkiem opowieści.

Zaczęło się jak zwykle – młody gwiazdor zwrócił na siebie uwagę wielkich europejskich klubów, które prześcigały się w ofertach. W końcu 26 maja 2013 roku Neymar ogłosił, że od nowego sezonu będzie zawodnikiem FC Barcelona. Pięcioletni kontrakt, 55% kwoty transferu na konto Santosu, a kolejno 40% i 5% dla firm DIS i TEISA, które posiadały udział w karcie zawodniczej piłkarza. To powinno zakończyć całą sprawę, jednak czego to nie zrobią ludzie, jeśli w grze są pieniądze. Wielkie pieniądze.

Na początku Barcelona poinformowała, że transfer wyniósł 57,1 miliona euro, z czego Santos – były klub Brazylijczyka – otrzymał 17,1 miliona, a pozostałe 40 milionów firma Neymara Santosa, ojca i menedżera zawodnika. Wszystkim zainteresowała się hiszpańska skarbówka, co zdarza się dość często w przypadku poczynań katalońskiego klubu i jej zawodników. Zostawiając jednak wszystkie teorie spiskowe, śledztwo wykazało, że „Blaugrana” zapłaciła ok. 83,3 miliona euro.

ney3

Najbardziej poszkodowany poczuł się wspomniany DIS, który otrzymał „tylko” 6,8 miliona z 17,1 otrzymanych przez Santos, który bądź co bądź również poczuł się oszukany przez swojego wychowanka. Oskarżył również Neymara Jr. o potajemne kontakty z Barceloną, żądając sześciomiesięcznego zawieszenia zawodnika. Żeby było śmieszniej, później okazało się, że Santos za plecami rodziny piłkarza oraz firmy DIS negocjował transfer z Barceloną i Realem Madryt. Absurd goni absurd.

Zagłębiając się w temat, można by napisać trylogię, jednak streszczając całość, było jeszcze kilka wartych odnotowania zdarzeń. Oskarżenia przez brazylijski fiskus za nieprawidłowości podatkowe z lat 2006–2013, zamrożenie części aktywów piłkarza (43,5 miliona euro), wpłata przez Barcelonę 13, a nie dziewięciu milionów jako regulację podatku, udowodnienie przez hiszpański klub, że 40 milionów przekazanych rodzinie Neymarów było formą pensji, więc podatek został odprowadzony prawidłowo.

Osiągnięcie porozumienia trwało pół roku, a latem już wydawało się, że problemy zostały zażegnane. Nic z tych rzeczy.

ney1

Pod koniec września poinformowano o otworzeniu tzw. drugiej sprawy Neymara. DIS pozwało piłkarza, jego ojca, Sandro Rosella, Santos i FC Barcelona. Wszystko to za sprawą sędzi Angeli Murillo powiązanej niegdyś… z Realem Madryt. W ostatnich dniach poznaliśmy żądania prokuratury: dwa lata pozbawienia wolności dla zawodnika, zakaz działalności w przemyśle i handlu przez trzy lata oraz grzywnę w wysokości 10 mln euro. Takiej samej kary prokurator, Jose Perals, żąda dla ojca Neymara, natomiast dla matki piłkarza domaga się roku więzienia, trzyletniego zakazu i 10-milionowej grzywny.

Pozostałe oczekiwania? Pięć lat za kratkami dla Sandro Rosella, trzyletni zakaz działalności w przemyśle i handlu, grzywnę w wysokości 10 milionów euro, grzywna dla Barcelony jako osoby prawnej (2000 euro codziennie przez dwa lata i siedem milionów za oszustwo) oraz siedem milionów grzywny dla Santosu. Akt oskarżenia ponownie złożył DIS, żądając ośmiu lat więzienia dla Rosella i Bartomeu oraz pięciu dla Neymara i jego rodziców za korupcję.

Uff, dużo tego. Aż dziw bierze, że ze wszystkich klubów tylko Barcelona jest tym złym, który bez przerwy oszukuje dla kilku milionów, a reszta jak aniołki nie nagina prawa w żadnym stopniu. Możliwy jest udział w całej sprawie Florentino Pereza, dla którego sprowadzenie Brazylijczyka było swego rodzaju obsesją i oczkiem w głowie, jednak dopóki nie ma dowodów, pozostaje to subiektywną opinią.

Z piłkarskiego punktu widzenia najważniejsze jest to, co Neymar pokazuje na boisku. A tam, w środowym pojedynku z Celtikiem, pobił rekord Ligi Mistrzów w liczbie asyst na etapie fazy grupowej. W pięciu meczach zanotował aż siedem decydujących podań.