Tomasz Smokowski przed finałem Ligi Mistrzów: Moim faworytem jest dzisiaj Juventus

Ponad 20 lat komentowania meczów piłkarskich, a w kolekcji wciąż brak tego najważniejszego – finału Ligi Mistrzów. Tomasz Smokowski opowiada nam, dlaczego dziś już się tym nie przejmuje, obszernie zapowiadając dzisiejsze spotkanie.

Marzenie o skomentowaniu finału Ligi Mistrzów trzeba odłożyć na kolejne lata. Dlaczego tak to wygląda w Pańskim przypadku?

Akurat nawet żona mnie wczoraj o to spytała, mówi: – Słuchaj, nie skomentowałeś finału Ligi Mistrzów… Oczywiście ona się piłką nożną za bardzo nie interesuje, ale z racji wykonywanego przeze mnie zawodu i tego, że jesteśmy ponad 20 lat razem, wie, co jest dla mnie ważne, i tak jej utknęło w pamięci, że kiedy byłem młodszym redaktorem (śmiech), to moim marzeniem było skomentowanie finału Ligi Mistrzów. Nigdy tego nie zrobiłem, ale już to sobie zrelatywizowałem. Są ważniejsze rzeczy na świecie niż komentarz jednego meczu, więc absolutnie nie mam z tego powodu poczucia niespełnienia. Robiłem studio przy tylu finałach, teraz też to zrobię. Jest to równie fajne, tak że nie mam bezsennych nocy z powodu niekomentowania finału.

Praca zespołu Canal+ dziś wygląda inaczej niż zwykle?

Pracujemy razem już na tyle długo, na tyle dobrze wszyscy się znamy, że jedynie pewne rzeczy trzeba sobie ustalić. Robimy taką „odprawkę” na kilka godzin przed startem studia. Wczoraj kontaktowałem się też z moim wydawcą, który jest ważną osobą w tej całej układance, m.in. dlatego że studio dzisiaj zaczyna się już o 19:15, więc jest dłuższe niż zazwyczaj, prawie półtoragodzinne. Potrzebne są więc jakieś ustalenia, przynajmniej na poziomie bazowym, bo jak zawsze powtarzam, improwizacja jest bardzo wskazana, ale pod warunkiem, że to jest przygotowana improwizacja. I tylko tyle, choć dzisiaj wyjątkowo wstałem o szóstej rano, coś sobie powypisywałem, mam już głowę i zeszyt pełne punktów, tematów, o których warto byłoby porozmawiać, i koniec. Nie można się przeładować wiedzą, zwłaszcza przy takim spotkaniu, bo tych informacji jest aż za dużo. Trzeba mieć świeżą głowę i patrzeć też na to, co przyniesie sam mecz.

W fazie grupowej Real grał z Borussią, Legią i Sportingiem, a wyszedł z drugiego miejsca, dając się wyprzedzić BVB. Potem przeszedł Napoli, Bayern i Atletico. Juventus w grupie wyprzedził Sevillę, Lyon i Dinamo Zagrzeb, później pokonując Porto, Barcelonę i Monaco. Która drużyna miała trudniejszą drogę do finału?

Myślę, że jak eliminujesz po drodze Barcelonę, to jednak wykonujesz poważny krok. To jest góra najtrudniejsza do przeskoczenia, nawet jeśli Barcelona jest, umówmy się, w fazie schyłkowej tego pokolenia piłkarzy. Chociażby z tego powodu Juventus miał trudniejszą robotę do wykonania. Chociaż z drugiej strony, Real Madryt niemal w każdym meczu, w którym gra, jest uważany za faworyta i dopiero w meczu z Bayernem o tego faworyta było trudno. Samo radzenie sobie z taką rolą nie jest łatwą sprawą, a Real – jak widać – przeszedł suchą stopą przez całe rozgrywki.

Który zespół ma obecnie lepszy skład?

Oczywiście łatwiej powiedzieć, że Real, bo Hiszpanie mają na pewno szerszy skład. Jednak na boisku gra tylko jedenastu piłkarzy. Gdyby można było wystawić dwie pełne armie, to nie ma co porównywać. Dzisiaj Juventus z takich pełnoprawnych rezerwowych, oczywiście trochę przerysowuję, będzie miał tylko Cuadrado. O ile ten nie wyjdzie w podstawowym składzie, a raczej nie wyjdzie. Zostaje więc sam Kolumbijczyk przeciwko całej masie znakomitych piłkarzy, którzy w każdym momencie – czy to Asensio, czy Vazquez, czy (prawdopodobnie) Bale – gdy wyjdą na boisko, to nie osłabią tego składu, a jeszcze mogą go wzmocnić. „Juve” takiej głębokiej kadry nie ma, ale gdybym miał porównywać wyjściowe jedenastki, to naprawdę sporo się dzisiaj nad tym zastanawiałem i wychodzi mi na to, że Juventus ma więcej rozmaitych broni, żeby powstrzymać taki Real Madryt, niż „Królewscy”, którzy mają trochę mniej kluczy, żeby otworzyć tak szczelną defensywę Juventusu. Moim faworytem jest dzisiaj „Juve”.

Mówi Pan o szerokiej kadrze Realu, o zmiennikach. Proszę się postawić na miejscu Zinedine’a Zidane’a – wystawiłby Pan dziś od pierwszej minuty Garetha Bale’a?

Przede wszystkim, nie wiem, w jakiej dyspozycji fizycznej jest Bale, ale patrząc tylko na ostatnie spotkania w wykonaniu Isco, to nie ma powodu, żeby akurat Hiszpana sadzać na ławce rezerwowych. Tak naprawdę jedyny czynnik przemawiający za Bale’em, to fakt, że finał jest w Cardiff, w Walii. Ale umówmy się, że to argument drugorzędny. Myślę, że dzisiaj i Ronaldo lepiej będzie się czuł w szerokości pola karnego, mając za plecami Isco i schodząc na swoją ulubioną lewą stronę, niż w układzie 4–3–3, gdzie jest dwóch skrzydłowych, on i Bale. Po prostu Ronaldo też się już lepiej czuje w roli „dziewiątki”.

Cristiano Ronaldo, Gonzalo Higuain, Isco, Paulo Dybala, a może Gianluigi Buffon? Kogo by Pan typował na gwiazdę finału?

To oczywiście takie zabawy. Bardzo kibicuję Buffonowi, pewnie podobnie jak pół świata, bo to byłoby piękne zwieńczenie ładnej bajki, o starszym facecie, który nie kończy fantastycznej kariery, bo chce zdobyć to jedno brakujące mu trofeum i na koniec mu się to udaje. Bardzo sobie na to zasłużył całą karierą, ale za zasługi – jak to mówi trener „Bobo” Kaczmarek – ludzie leżą na Powązkach, a tutaj trzeba jednak wyjść i zagrać. Buffon oczywiście jest fantastycznym facetem i mnóstwo rzeczy osiągnął, ale trudno powiedzieć, kto będzie dzisiaj najlepszym piłkarzem. A może to będzie ktoś, po kim się nawet tego nie spodziewamy? Taki Modrić czy Mandzukić, bo wskazanie choćby Ramosa jest już dużo prostsze.

No i najważniejsze, kto wygra? Co może zadecydować w takim meczu o zwycięstwie?

Mnóstwo rzeczy, np. stałe fragmenty gry Realu Madryt, które ma na fantastycznym poziomie. Myślę, że Real wygra ten mecz tylko pod warunkiem, jeśli pierwszy strzeli bramkę. Jeśli sam najpierw straci gola, to Juventus nie da się dogonić, ale niekoniecznie tak musi być.

Rozmawiał: Tomek Witas

 

Fortuna: Odbierz 110 zł na zakład bez ryzyka + do 400 zł bonusu!