Wojna futbolowa o II ligę

Kto śledzi niższe ligi, ten dobrze wie, że często na poziomie wojewódzkim czy regionalnym bywa ciekawiej niż w tej wielkiej piłce. Najlepszy i najświeższy przykład? Batalia o awans do II ligi pomiędzy Hutnikiem Kraków a Motorem Lublin.

Wczoraj na łamach Futbolnews.pl napisano irracjonalnym zachowaniu osób, które prowadzą social media krakowskiego klubu, ale dzisiaj czas na szerszy zarys kryzysowej sytuacji.

O co chodzi?

Zajrzyjmy do wspomnianego wpisu, z którego cytujemy krótkie wyjaśnienie sytuacji.

Cała sprawa ma związek z niejasnym regulaminem i sytuacją w czwartej grupie III-ligowych rozgrywek. Wszyscy wiedzą, że na koniec sezonu pierwszeństwo, przy równej liczbie punktów, ma bilans meczów bezpośrednich. Szkopuł w tym, że w regulaminie jest słowo “w spotkaniach” dotyczące tego paragrafu. Między Hutnikiem a Motorem spotkanie odbyło się jedno, więc na podstawie słów Konrada Krzyszkowskiego z wydziału gier LZPN dla portalu Podkarpacielive.pl sytuacja jest taka, że gdyby rozgrywki przerwane zostały w tym momencie, to Motor Lublin wygrałby ligę, a co za tym idzie uzyskał awans na poziom centralny. Wszystko dlatego, że zaraz po meczach bezpośrednich jest bilans bramek, a ten korzystniejszy ma drużyna z Lublina.

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!

Sytuacja skomplikowana i coraz bardziej prawdopodobne jest, że nie skończy się tylko na orzecznictwie prowadzącego rozgrywki LZPN-u. Jedni i drudzy już zapowiadają, że ewentualne decyzje na ich niekorzyść, będą próbowali zaskarżyć. Krótko mówiąc może szykować nam się długa batalia prawna.

Będzie wypominanie

Ciekawą rzecz powiedział Konrad Krzyszkowski z wydziału gier LZPN dla portalu Weszło. – Czwarty rok rozgrywki prowadzone są w formie czterowojewódzkiej i do tej pory żaden ze związków nie spotkał się z oskarżeniem stronniczości. Tym bardziej dziwi mnie cała sytuacja.

Cofając się jednak w historii wszelkich zawiłości tej grupy III ligi można powiedzieć, że… co roku wojewódzki związek jest oskarżany o stronniczość. Daleko nie trzeba się cofać, wystarczy ubiegły sezon. Znowu zwracamy się w stronę Futbolnews, na którym szeroko została opisana sprawa Podlasia Biała Podlaska.

Zacznijmy jednak po kolei. Wszystko rozpoczęło się od… zmiany trenera w Sole Oświęcim. Zwolniony został Wojciech Skrzypek, a jego miejsce zajął Łukasz Surma, który był wtedy w trakcie robienia odpowiednich uprawnień, co jest w tej historii najważniejsze. Zgodnie z regulaminem rozgrywek – ustalanym przez prowadzący rozgrywki III ligi wojewódzki związek, w tym przypadku Małopolski Związek Piłki Nożnej – za pierwsze dwa mecze prowadzone przez trenera, który nie posiada odpowiednich uprawnień klub dostaje kary finansowe, a za trzeci i każdy kolejny powinien zostać ukarany walkowerem. Debiut Surmy przypada na 14 października i mecz 12. kolejki z Wisłą w Sandomierzu. Porażka 0:3, tydzień później zwycięstwo ze Spartakusem Daleszyce u siebie, a trzecim meczem w tej układance, jak nietrudno się domyślić, jest starcie z Podlasiem Biała Podlaska. Soła wygrywa 27 października na wyjeździe 3:2, ale skoro w protokole znalazł się Łukasz Surma, to związek powinien wszystko zweryfikować jako walkower i 3 punkty powinna zgarnąć drużyna z województwa lubelskiego. I tutaj zaczyna się szereg kombinacji rodem ze stoków alpejskich. Soła zaczyna się tłumaczyć, MZPN wydaje pierwsze decyzje, na dalszym etapie do gry wkracza PZPN wraz ze swoją NKO(Najwyższą Komisją Odwoławczą), a cały czas po drugiej stronie jest Podlasie.

Wspomniany mecz odbył się pod koniec października 2018 roku, a końcowa decyzja, mimo ze wszystko wydawało się być jasne, wydana została… dopiero latem. Miało to duże znaczenie, gdyż Soła, dzięki tamtej wygranej utrzymała się właśnie kosztem Podlasia. Nie minęło jednak kilka tygodniu i obchodzący 100-lecie klub z Oświęcimia ogłosił upadłość. Wobec tego, na kilka dni przed startem ligi do gry przywrócono… Podlasie. Ekipa z Białej Podlaskiej przyjęła wyzwanie, jakim była/jest gra w III lidze składem, który był kompletowany pod kątem gry klasę niżej.

Regulamin PZPN a regulamin PZPN

Kolejna batalia na linii klub lubelski-małopolski to rok 2017. Tym razem chodziło o… Motor i Podhale Nowy Targ. W pierwszej kolejce sezonu 17/18 oba zespoły spotkały się w Nowym Targu i gospodarze wygrali 1:0. Kłopot w tym, że we wspomnianym meczu zagrał Sebastian Dziedzic, którego nowotarżanie ściągnęli przed sezonem z Resovii. Zgodnie z regulaminem PZPN-u klub pozyskujący powinien opłacić kary za żółte kartki z poprzedniego sezonu do związku prowadzącego rozgrywki w kolejnym sezonie, czyli do Podkarpackiego ZPN. Podhale tego nie zrobiło, więc zgodnie z regulaminem PZPN wystawienie takiego zawodnika było niezgodne z regulaminem i powinno skończyć się walkowerem. Kłopot w tym, że… Podkarpacki ZPN nie ujął takiej sytuacji w swoim regulaminie, więc uznał, że nie ma możliwości karania klubów za takie przewinienia. Wobec tego ani Motor, ani kolejnego kluby grające z Podhalem – Unia Tarnów i Karpaty Krosno – nic nie wskórały na drodze prawnej i wynik z boiska został utrzymany.

Między młotem a kowadłem

Dlatego LZPN jest w bardzo trudnej sytuacji. Jeśli zdecyduje się uznać rację Hutnika, trafi mocno pod obstrzał środowiska związanego z Motorem i województwem lubelskim. Skoro są lubelskim związkiem, więc kluby lubelskie domagają się minimalnej pomocy w spornych sprawach, a brak takowej będzie postrzegany jako… zdrada.

Z drugiej strony uznanie argumentów Motoru będzie poczytywane jako kolesiostwo. Siedziba LZPN-u w prostej linii jest niedaleko od Areny Lublin, w dodatku prezes LZPN – Zbigniew Bartnik – jest byłym piłkarzem Motoru i osobą związaną w przeszłości z tym klubem, więc Hutnik i jego sojusznicy skorzystają z tej opcji krytyki.

Rozwiązanie

Rozumiemy, że taka sytuacja zaskoczyła wszystkich, gdyż za naszego życia niczego podobnego nie przechodziliśmy. Tutaj jednak nachodzi pewna polityczna analogia. Jeśli uważaliście na lekcjach WOS-u, pamiętacie, że trzeba było się nauczyć, kto przejmuje władze w państwie na wypadek śmierci głowy państwa. Wszystko jest zapisane w odpowiednich dokumentach, mimo że prawdopodobieństwo wystąpienia takiej sytuacji jest niewielkie. A jednak! Historia naszego państwa pokazuje, że ten przepis znalazł zastosowanie. Wszystko po to, żeby zapewnić ciągłość funkcjonowania bez zbędnych przepychanek w trudnej sytuacji.

Takie sytuacja jak ta powinny uzmysłowić działaczom, że regulaminy należy tworzyć w sposób precyzyjny. Przy jakichkolwiek sporach wtedy można przytoczyć przepisy, które kończą jakiekolwiek domysły i przeciąganie liny. Gdyby w regulaminie była mowa, że mecze bezpośrednie liczą się tylko wtedy, gdy odbędzie się mecz i rewanż, sytuacja byłaby prosta. Tak sam, jak gdyby było zapisane, że w przypadku przerwania rozgrywek może się liczyć tylko jeden mecz.

Może sprawiedliwym rozwiązaniem byłoby przyznać awans obu ekipom? A może, jeśli nie da się dokończyć ligi, po prostu zorganizować mecz rewanżowy, który zadecydowałby o ostatecznym kształcie ligowej tabeli. To tylko głośne myślenie, ale sytuacja jest trudna, przy czym nie dotyczy tylko jednej konkretnej grupy trzecioligowej. Zagmatwana sytuacja jest również w grupie pierwszej, a także w II lidze, gdzie również trwa przeciąganie liny pomiędzy Resovią a GKS-em Katowice.

Fot. Motorlublin.eu

Zagraj w BETFAN pierwszy kupon BEZ RYZYKA! Jeśli przegrasz, zwrot do 100 PLN trafi na Twoje KONTO GŁÓWNE z możliwością natychmiastowej wypłaty!