Wspomnienia z podwórka – Jedno podanie

Darmowe piłka

Ile miast, tyle nazw, ile podwórek, tyle zasad. W Warszawie znana jako „Warszawianka”, we Wrocławiu zwana „Chińcem”, w Łódzi „Jedynką” a w Krakowie „grą w Niemca” . Najczęściej nazywana jednak grą w „jedno podanie”. Dokładnie moi drodzy, sięgamy pamięcią do czasów naszego podwórka, czasów w których pamięć komputera kończyła się na 2mb, a o konsolach i telefonach komórkowych nawet nikt nie myślał. 

Dołącz do naszej grupy dyskusyjnej na Facebooku o piłce nożnej

Jedno podanie

Pamiętacie jeszcze zasady? W większości przypadków wyobrażamy sobie bramkę na pobliskim trzepaku lub rysujemy kredą na ścianie (szkoda, że nie było orlików…). Każdy może dotknąć piłkę tylko 1 raz, o każdy kolejny kontakt musi poprosić bramkarza. Więcej kontaktów dozwolone jest tylko w momencie, gdy piłka znajduje się w powietrzu. W taki sposób staramy się pokonać osobę stojącą na bramce. Każdy niecelny strzał skutkuje tym, że to my stajemy pomiędzy słupkami. Gramy aż do momentu, kiedy ktoś z nas nie wpuści założonej wcześniej liczby goli, wówczas przychodzi najprzyjemniejsze (o ile nie przegraliśmy). Strzelamy karne pokonanemu, każdy wpuszczony to kara, którą jest strzał z bliskiej odległości w … tyłek. Oczywiście tylko od nastroju graczy zależy, czy gramy na „napały”. W łagodniejszej wersji był bieg wokół boiska.

Tak jak napisałem na początku, ile podwórek, tyle zasad. Niektórzy liczyli tylko bramki zdobyte głową, inny uznawali, że niecelne strzały piętką i przewrotką ratują nas przed koniecznością stania na bramce (Zlatan dopracował to do perfekcji),  z czasem odchodzono od zasady jednokrotnego kontaktu. Jednak niezależnie od tego, jakich zasad przestrzegaliśmy, gra sprawiała mnóstwo radości (nie licząc przegranego, który później miał problemy z siedzeniem…).

SPRAWDŹ POMYSŁY NA TYPY BUKMACHERSKIE

Fin

Tak w niektórych częściach polski nazywana jest gra zbliżona do jednego podania. Grali w nią „ci starsi”, a najlepsi łączyli fina z jednym podaniem. O co chodziło w tej grze? Bramkarza można było pokonać jedynie uderzeniem z powietrza. Piłka po podaniu nie mogła dotknąć ziemi, inaczej nie można było oddać strzału na bramkę i trzeba było budować akcję od nowa. Zdobycie ostatniej bramki musiało być utrudnione, a najczęściej wybieraną zasadą był gol zdobyty głową. Bramkarz miał wtedy pole do popisu. Łapiąc piłkę krzyczał stop i pojawiał się element gry zbijaka. Zbity zawodnik musiał zamienić się z bramkarzem rolami.

Jedynki/dwójki/trójki

Każdy regularnie odwiedzający podwórkowe boiska miał sytuację, w którym po zebraniu dwóch składów na mecz kilka osób się wykruszyło i trzeba było wymyśleć alternatywę. Była nią gra w jedynki, dwójki, a czasami nawet trójki. Podobnie jak w jednym podaniu grało się w nią na jedną bramkę. Jedynki to istny piłkarski battle royale. Wszyscy strzelają do jednej bramki, zdobywca gola przechodzi do kolejnej rundy i może czekać na końcowe rozstrzygnięcia. Odpada ten, który jako jedyny nie strzelił bramki. Próg błędu był minimalny. Trzykrotne nietrafienie w światło bramki oznaczało rzuty karne strzelane przez wszystkich przeciwników. Po przechwyceniu piłki w polu karnym należało go najpierw opuścić, chyba że w pierwszych rundach bierze udział mnóstwo zawodników, to niekiedy ta zasada była ignorowana. W dwójki rywalizuje się w parach, a przed oddaniem strzału należało wymienić przynajmniej jedno podanie. Podobne zasady obowiązywały w trójkach, zmieniała się jedynie liczebność drużyny.