Zadanie wykonane, kapitanie Simeone?

simeone1

Finał Ligi Mistrzów i walka o mistrzostwo Hiszpanii niemal do ostatnich kolejek – czy takie rezultaty mogą usatysfakcjonować fanów Los Colchoneros? Czy Diego Simeone wypełnił postawione przed sezonem zadanie?

Obecna kampania miała być kolejnym potwierdzeniem wielkiej klasy Diego Simeone, który od kilku lat buduje w Madrycie drużynę nazwaną uosobieniem swojego charakteru. Aby ponownie, po roku restartu, wrócić do walki o tytuł, Rojiblancos wydali latem 120 milionów euro. Do zespołu dołączyli między innymi Jackson Martinez, Yannick Carassco, Luciano Vietto oraz powracający syn marnotrawny bawiący przez rok w Londynie – Filipe Luis. Warto jednak zaznaczyć, że niemal 70% wydatków pochodziło ze sprzedaży zawodników Atletico, po których to argentyński menedżer musiał zapełnić lukę. A była ona spora – wystarczy wspomnieć o Arda Turanie, który w zgrai Simeone pełnił rolę jednego z największych rozrabiaków. W sensie pozytywnym, rzecz jasna.

Podstawą znowu była znakomita struktura obronna. Defensywa okazała się swoistym murem, który przebijali tylko nieliczni. Zaledwie 18 straconych bramek w La Liga jest wynikiem najwyższej klasy. Dobra forma pary centralnych obrońców – Godina oraz Gimeneza (w kilkunastu spotkaniach grał także Savić oraz Lucas Fernandez) w dopełnieniu z drugą młodością Juanfrana oraz Filipe Luisa przyniosła należyty efekt. Jeśli dodamy do tego fenomenalnego Jana Oblaka czy defensywnych pomocników – bez cienia wątpliwości możemy sądzić, że każdy trybik w tej maszynie pracował bez zarzutów.

W czasie sezonu Simeone zwykle korzystał ze swojego flagowego systemu 4-4-2. W ofensywie jednak nie mógł znaleźć odpowiedniego balansu i rotował napastnikami. Głównie tym drugim, ponieważ Griezmann okazał się kluczowym zawodnikiem ekipy z Vicente Calderon. Przed jego przyjściem z Realu Sociedad oczekiwano, że godnie zastąpi odchodzącego do stolicy Anglii Diego Costę, a ten wypełnił to zadanie. 32 bramki w 53 spotkaniach ugruntowały mu pozycję jednego z najlepszych napastników na świecie, tym bardziej, że skupienie się na zaawansowanej grze obronnej nie umożliwia napastnikom Rojiblancos na zbyt wiele szans bramkowych. Francuz zwykle trafiał w decydujących momentach sezonu, w tym także podczas spotkań Champions League. Dwa trafienia z Barceloną oraz jedno z Bayernem – to kibice zapamiętają najbardziej. Oczywiście jeśli niczego nie ustrzeli w finale.

FBL-EUR-C1-ATLETICO-BAYERN

Wracając do feralnego partnera Griezmanna. Cholo mógł skorzystać z trzech kandydatów: Vietto, Martinez oraz Torres. Ten trzeci był traktowany wyłącznie jako zapchajdziura, która w najważniejszych spotkaniach sezonu będzie wyłącznie spoglądać z ławki rezerwowych lub co gorsze – z trybun. Hiszpan po raz kolejny jednak udowodnił, że nie warto go skreślać i w ostatnich ośmiu spotkaniach La Liga aż sześciokrotnie znalazł drogę do bramki. Na wszystko spoglądał z zazdrością Luciano Vietto, który w Madrycie wyglądał na zagubionego w supermarkecie bachora. Argentyńczyk zaledwie 16-krotnie (we wszystkich rozgrywkach) rozpoczynał mecz od podstawowej jedenastki – to chyba najlepiej oddaje jaką rolę pełnił w drużynie Simeone. Gorszą traumę przeżył Jackson Martinez, dla którego stolica Hiszpanii nie będzie kojarzyć się z przyjemnościami. Kolumbijczyk nie wytrzymał, po prostu nawalił. Nie przystosował się do stylu gry Atletico i musiał odejść. To jedna z pomyłek transferowych Simeone, choć na tym błędzie nie stracił ani euro, a co lepsze – nawet nieco ich zyskał.

Odkryciem bez wątpienia został Saul Niguez. Jego slalom między pięcioma graczami Bayernu podczas półfinału Ligi Mistrzów rzucił na kolana cały piłkarski świat. Zrobił to z taką lekkością i perfekcją, jakby jego brak doświadczenia i młody wiek (21 lat) był nic nieznaczącym elementem. Nazwany żelaznym płucem drużyny, ale nie gwiazdą, bo takich w ekipie Simeone nie ma. Jest zwykłym piłkarzem jakiego uwielbia Argentyńczyk – tyle i aż tyle. To zwyczajny robotnik, ale jednocześnie unikalny. Jego statystyki nie były wybitne. Zaledwie 4 bramki i 2 asysty w lidze nikogo nie rzucają na kolana, ale to nie jest najważniejsze. Praca (w spotkaniu z PSV przebiegł 17 kilometrów), konsekwencja, walka, elastyczność (może grać po obu stronach defensywy, jako skrzydłowy czy nawet jako defensywny pomocnik)– za to został pokochany w stolicy Hiszpanii. Tak oto piłkarz, któremu w Realu kradziono buty i kanapki, może w sobotę pozbawić swoich oprawców Undecimy. Byłby to scenariusz jaki futbol wręcz kocha.

Club Atletico de Madrid v Athletic Club - La Liga

Również ten rok okazał się ważnym w karierze dla Angela Correi. Chłopak, u którego podczas testów medycznych w Madrycie dowiedział się o guzie w sercu, wrócił do futbolu i został jednym z odkryć tego sezonu. Oczywiście nie można nazwać go najważniejszą jednostką w sukcesie Atletico, ale ważnym ogniwem? Owszem. Rozegrał 36 spotkań, w tym 13 od pierwszej minuty, strzelając w tym czasie 8 bramek. Bez wątpienia kolejny rok – o ile ominą go urazy – powinien być znacznie lepszy.

Po przegranym spotkaniu w 30 kolejce ze Sportingiem Gijon, Simeone na konferencji prasowej wyjawił, że celem postawionym przez zarząd jest zajmowane przez nich dotychczas trzecie miejsce. Atletico ostatecznie zakończyło La Ligę z 88 punktami, co jest drugą co do wielkości sumą punktów w historii klubu. Ten wynik jednak nie zadowala ani piłkarzy, ani kibiców. Również świadczy to o wielkich aspiracjach, jednocześnie pokazując jak wielką ewolucję przeszła ekipa z Calderon. Przecież finansowo nadal nie dosięgają poziomu Barcelony i sąsiada zza miedzy, a mimo to od trzech lat walczą z powodzeniem o ligowy tytuł.

Ogólnie rzecz biorąc – to dobry sezon, trzeci z rzędu, kiedy to Real Madryt nie potrafił pokonać Atletico w lidze. Dodajmy do tego historyczny wynik w postaci najmniejszej liczby straconych bramek, czy wygrane dwumecze z Bayernem i Barceloną. Jeśli uda im się ostatecznie zwyciężyć Champions League i zrewanżować się Realowi za finał sprzed dwóch lat – kibice na Calderon nie powinni psioczyć. Byłoby to po prostu irracjonalne.