Bogusław Kaczmarek: Wyniki pierwszej reprezentacji zaciemniają prawdziwy obraz potrzeb szkolenia i rozwoju w Polsce [WYWIAD]

Bogusław Kaczmarek
Bogusław Kaczmarek (fot. Trojmiasto.sport.pl)

Niby trwa okres letni, w którym mało jest piłki, ale nie w tym roku. Właśnie zakończyły się dwa turnieje – młodzieżowe mistrzostwa Europy U-21 oraz Puchar Konfederacji. W dodatku Lech i Jagiellonia rozpoczęły pucharową przygodę, a reszta drużyn ekstraklasy każdego dnia dostarcza nam newsów dotyczących transferów z i do klubu. O tym wszystkim, a także o powodach słabego występu reprezentacji Marcina Dorny rozmawialiśmy z trenerem Bogusławem Kaczmarkiem.

Panie trenerze, jesteśmy przed zakończeniem Pucharu Konfederacji, bo dzisiaj jest finał, oraz po mistrzostwach Europy do lat 21. O trzecie miejsce zagra Portugalia z Meksykiem, później Niemcy z Chile w finale. Jakie są typy trenera, chociaż nasza rozmowa może zostać opublikowana już po tych spotkaniach.

Mam bardzo prostą refleksję odnośnie do tych dwóch imprez – przede wszystkim wyszkolenie i poziom niemieckiej piłki. W reprezentacji Stefana Kuntza mogłoby również grać dziewięciu innych piłkarzy, tylko niektórzy grają w Pucharze Konfederacji, a część ma kontuzje. Ta osłabiona reprezentacja ograła faworyzowaną Hiszpanię, której na boisku nie dała zrobić sztycha. Gwiazdy z Hiszpanii, czyli Saul Niguez i Mario Asensio, zostały skutecznie zneutralizowane. Zdecydowanie przedwczesny był mecz Portugalii z Hiszpanią, bo Portugalczycy odpadli, ale wcale nie musieli.
Jestem ciekawy tego drugiego finału – zastanawia mnie, jak dzisiaj skończy się pojedynek chilijsko-niemiecki.

Chile wydaje się zespołem bardziej doświadczonym.

Czy bardziej doświadczonym? Chile ma przede wszystkim dwie sztandarowe postacie.

Ma trener na myśli Arturo Vidala i Alexisa Sancheza?

Tak, są to ludzie, którzy są w stanie rozmontować niejedną defensywę. Vidal to wulkan, przykład żywiołowego piłkarza, a Sanchez to typowy egzekutor. Jestem ciekawy, jak z tym południowoamerykańskim stylem gry poradzi sobie niemiecki pragmatyzm.

Co trener sobie pomyślał, kiedy zobaczył skład wystawiony przez Joachima Loewa na Puchar Konfederacji? Tak jak większość ekspertów, że Niemcy odpuszczają i Loewa nie interesuje ten turniej, czy jednak widział trener potencjał w tej drużynie, który prezentuje podczas turnieju? Niemcy wcale nie muszą przegrać finału z Chile.

Przede wszystkim zobaczyłem olbrzymią wyobraźnię trenera, który już dzisiaj nie patrzy tylko przez pryzmat wyniku w Pucharze Konfederacji, ale traktuje ten turniej jako poligon doświadczalny przed mundialem w Rosji. Wiemy, że w drużynie niemieckiej nastąpiła zmiana warty, odeszło wielu wartościowych piłkarzy, którzy zdobywali mistrzostwo w Brazylii.

Lahm, Schweinsteiger czy Podolski to tylko część nazwisk.

Przez lata to były znaczące postaci tej reprezentacji. Na pewno sporą satysfakcją dla trenera jest fakt, że postawił na graczy, którzy sprawdzają się w tych mistrzostwach – potrafili wykorzystać swoją szansę i miło jest patrzeć na ich grę. Nie wiadomo, czy wielu piłkarzy z reprezentacji młodzieżowej da sygnał swojej przydatności do gry w pierwszej drużynie w poważnych imprezach. Myślę, że pojawi się wiele nazwisk ze składu desygnowanego na Puchar Konfederacji. To jest właśnie to bogactwo piłkarskiego potencjału.

Panie trenerze, spójrzmy może na turniej młodzieżowy przez pryzmat polskiej reprezentacji. Czy Polska z takim składem, czyli pozbawiona największych gwiazd, miała w ogóle szanse na dobry rezultat? O braku sensu powoływania Piotra Zielińskiego i Arkadiusza Milika wypowiadał się m.in. Robert Lewandowski, mówiąc, że ci piłkarze nie potrzebują nic udowadniać w turnieju młodzieżowym, skoro są podstawowymi reprezentantami pierwszej kadry. Natomiast patrząc na skład Hiszpanów, w którym byli Marco Asensio czy Saul Niguez, możemy się zastanowić, czy to rzeczywiście nie miało sensu. Zresztą cała drużyna Hiszpanów jest wyceniona na przeszło 190 milionów euro, czyli więcej niż drużyna Hiszpanii zdobywająca mistrzostwo świata w RPA.

Wszystko się zgadza, tylko jest jeden problem. Widzę subtelne różnice pomiędzy zawodnikami hiszpańskimi a Zielińskim i Milikiem. Milik dochodzi do siebie po poważnym urazie i byłoby to spore ryzyko, gdyby wziął udział w tej imprezie, a później przygotowywał się do sezonu z Napoli. Wiemy, że miał parę miesięcy przerwy, choć i tak szybko doszedł do siebie. Zieliński to jeden ze zdolniejszych piłkarzy w Europie. Przykład mądrych decyzji widzieliśmy w Niemczech, którzy też mogli sięgnąć po innych piłkarzy, a tego nie zrobili.

Zgadzam się z Robertem, jeśli ktoś jest podstawowym piłkarzem reprezentacji Polski i w swoim klubie – tak jak Zieliński w Napoli – to tego typu impreza w kalendarzu jest jedynie dodatkowym obciążeniem, które może skutkować urazem i brakiem chociażby we wrześniowych meczach eliminacyjnych z Danią czy Kazachstanem. Będą to kluczowe spotkania dla polskiej reprezentacji, w których możemy sobie zapewnić awans.

Linetty nie za dużo pomógł tej reprezentacji. Dlaczego? Myślę, że w tej chwili efekt byłby ten sam, gdyby Linetty nie grał, a ten czas spożytkował na regenerację, na odpoczynek fizyczny. Jestem ciekawy jesieni w wykonaniu tego piłkarza, chociaż jest to chłopak o silnej konstrukcji psychofizycznej.
Podsumowując, jeden punkt w tych eliminacjach – w dodatku szczęśliwie zdobyty po karnym w 94. minucie ze Szwedami – to jest obraz tego, co dzieje się w polskiej piłce młodzieżowej.

Łącznie strzeliliśmy trzy gole, tracąc siedem.

Dwie w pierwszych minutach i jedną bramkę z karnego. Nie wystawia to najlepszego świadectwa.

Dlaczego w takim razie nie wyszło?

Do tego turnieju podeszliśmy jako gospodarz – nie rozegraliśmy eliminacji, brakowało meczów o stawkę. Trzeba szukać gdzieś przyczyn. Najłatwiej jest zgonić wszystko na brak doświadczenia trenera Dorny, który jest na pewno zdolnym człowiekiem z dużą wiedzą akademicką, natomiast zabrakło mu międzynarodowego obycia. Praca z chłopcami w wieku 16-17 lat, a w przedziale 20-23 to jest coś zupełnie innego. Nie można odwoływać się do tego, co było w drużynie Dorny do lat 17.

Podam przykład ze swojej pracy przy reprezentacji z trenerem Beenhakkerem: po udanych eliminacjach mistrzostw Europy nastąpiła jedna wielka choroba i absencja – z różnych względów – najważniejszych zawodników. To samo dotknęło trenera Dornę i ludzi, wokół których ta reprezentacja się obracała. Zacznijmy od dwójki bramkarzy – Wrąbel w pierwszoligowej Olimpii Grudziądz raz bronił, raz nie. Jach i Jaroszyński mieli kontuzje i dopiero w końcówce sezonu rozegrali kilka meczów tylko pod kątem tej imprezy. Dawidowicz w Bochum grał na prawej obronie albo na środku jako centralny defensor. Kapustka out, Stępiński raz lepiej, raz gorzej, ogólnie mało grał w Nantes. Absencja Kownackiego w pierwszym meczu była jedną z przyczyn porażki ze Słowacją, chociaż wcale nie musiało się tak skończyć – mieliśmy swoje sytuacje i prowadziliśmy 1:0. W tej reprezentacji zabrakło wiele elementów składowych nowoczesnego futbolu.

Zgodzę się natomiast z tym, co mówi nasz kapitan, że powinniśmy pomyśleć, co będzie w reprezentacji, jak przestaną grać w niej piłkarze z rocznika ’85. A jest ich wielu. Jeszcze odwołując się do tego, co się stało na tych mistrzostwach: osoba Krychowiaka jest chyba najbardziej obrazowym przykładem, że jak nie grasz w klubie, to twoja jakość ulega dużej degradacji.

Wymieniłem 5-6 piłkarzy, którzy mieli decydować o obliczu tej drużyny, a nie byli w stanie, bo nie byli przygotowani. Tak się zastanawiam, co by było, gdyby na środku obrony zabrakło Bednarka? Nie grał bardzo dobrze, ale był solidnym zawodnikiem, chociaż też nie ustrzegł się błędów. Wracając do całości, myślę, że obraz polskiej piłki to nie jest tylko pierwsza reprezentacja i jeszcze raz odwołam się do tego, co powiedział Robert. Problemem może być w przyszłości to, kto zastąpi tych ludzi, bo w przypadku Słowacji, Portugalii, Hiszpanii, Niemiec widzimy następców i płynną zmianę warty. U nas takich nazwisk nie widać. Można dyskutować, że może Bednarek… Oby w drużynie Southampton potwierdził swój talent i predyspozycje.

W najważniejszym meczu przeciwko Anglii grał tylko jeden piłkarz z klubu zagranicznego, czyli Linetty. Reszta chłopaków to poziom polskiej ekstraklasy. Było to widać, jeden strzał (obok słupka) oddał Frankowski, a drugi Linetty (dwa metry nad poprzeczką).

No właśnie, może najpierw wróćmy do Pawła Dawidowicza, którego trener bardzo dobrze zna. Tomasz Hajto nie szczędził mu krytyki w trakcie komentowania spotkania ze Szwecją. Czy Dawidowicz stał się kozłem ofiarnym tych przegranych mistrzostw?

Paweł zagrał na tyle, na ile było go stać w tym konkretnym momencie. Nie zmieniam swojej opinii na temat przydatności Dawidowicza w wielkiej piłce, ale dla niego optymalną pozycją jest nr 3 albo 4, czyli jako centralny obrońca. Być może docelowo może grać na pozycji nr 6 – defensywnego pomocnika – ale pod jednym warunkiem, że będzie w rytmie meczowym i dobrze przygotowany pod względem psychomotorycznym. Widać było, że było mu daleko do optymalnej formy, ale piłka nie do końca jest mierzalna, bo co by było, gdyby Dawidowicz nie trafił w poprzeczkę, tylko strzelił bramkę? Wtedy rozmawialibyśmy w innych nastrojach, doceniali grę jego i całej reprezentacji. Tomek Hajto mówił nie jak komentator, ale jak trener, a wiele jego uwag wskazywało, że bardzo chętnie zamieniłby się miejscami z Dorną. Usiadłby na ławce, a Dorna niech komentuje to, co robi Hajto.

Efekt byłby lepszy?

Nie wiem, czy byłby lepszy. W każdym razie Tomek Hajto w programie „Cafe Futbol”, w którym byliśmy razem przed startem turnieju, oznajmił miastu i światu, że zrezygnował z pracy trenerskiej i otworzył agencję menedżerską. Sam doświadczył tego, że bycie trenerem to nie jest łatwy kawałek chleba.

Jakie zatem uczucia towarzyszą trenerowi po tym turnieju? Jest to rozczarowanie?

Rozczarowanie, troska i niepokój o to, co się może zdarzyć. Jak już powiedziałem – wyniki pierwszej reprezentacji zaciemniają prawdziwy obraz potrzeb szkolenia i rozwoju w Polsce.

Wywołał trener do tablicy Jana Bednarka, który odszedł z Lecha za rekordową sumę. Czy pańskim zdaniem poradzi sobie w Southampton, czy odbije się od ściany, jak spora liczba polskich piłkarzy wyjeżdżających na Zachód? Jego atutem jest coś więcej niż dobry PESEL?

Ma sporo umiejętności, ale w Southampton będzie miał 3-4 konkurentów, na których tle będzie musiał pokazać swoją przydatność do gry i wyższość w rywalizacji. W czym widzę jego szansę? Southampton to klub, który żyje z promocji swoich piłkarzy albo kupionych za nieduże pieniądze, oczywiście biorąc pod uwagę kosmiczne kwoty, które krążą w lidze angielskiej, i pieniądze uzyskiwane z praw telewizyjnych. Southampton słynie z tego, że korzysta z zawodników swojego chowu albo ściąga piłkarzy w cenie Bednarka. Bo, jak na warunki angielskie, kluby Championship wykładają małe kwoty. Grzegorz Rasiak i Marek Saganowski zostawili po sobie dobre wrażenie i dali pozytywną rekomendację dla pozostałych Polaków. Czy Bednarek to wykorzysta? Wiele zależy od niego samego. W myśl zasady „mierz siły na zamiary” musi potwierdzić, że poziom angielskiej Premier League jest dla niego dostępny i wybrał właściwy klub, a czy tak będzie, zweryfikuje życie.

Nie obawia się trener, że z Bednarkiem będzie tak jak z Bartoszem Kapustką, który też odchodził jako młody, perspektywiczny zawodnik i również sprzedany za wysoką kwotę, jak na polskie realia? Jak się później okazało, dla Anglików był zwykłym i niedrogim transferem, bo nie mieli problemu z tym, żeby trzymać Kapustkę na ławce rezerwowych albo poza nią. Przez to tak naprawdę stracił rok swojej piłkarskiej kariery.

Nie wiem, ile razy był w osiemnastce meczowej. Podejrzewam, że nie za często, natomiast jest to zupełnie inna bajka. Kapustka wyjechał do drużyny mistrza Anglii, wiadomo, że Leicester w prognozach i typach bukmacherskich było skazywane na walkę o utrzymanie, a raptem wykręciło taki wynik, co tylko świadczy o nieprzewidywalności piłki nożnej. Przyszedł do klubu, chociaż w tamtej chwili nie był przygotowany do gry na takim poziomie. Gra w Leicester była za szybka w stosunku do tego, co prezentował Kapustka. Powinien jeszcze pograć pół roku w Polsce albo iść do mniejszego klubu, niekoniecznie w Anglii. Jestem ciekawy, gdzie będzie grał Kapustka. Część osób mówi o tym, że powinien cofnąć się o dwa poziomy niżej, być może do Polski, żeby z powrotem wejść na właściwy piłkarski szlak.

Przykład Milika. Co by było, gdyby ludzie z Ajaksu nie zobaczyli w nim tego, co nie udało się w Leverkusen czy Augsburgu? Mógłby wylądować na boisku III ligi w Niemczech albo wróciłby do Górnika Zabrze. Duża w tym zasługa Tonego Slota, który był prawą ręką Johana Cruyfa, a obecnie jest szefem do spraw szkolenia i skautingu w Ajaksie, że dostrzegł w Miliku coś, czego innym się nie udało. Pod okiem Bergkampa i Overmarsa wszedł na poziom, na którym niewielu dawało mu szanse. Ajaks sprzedał Islandczyka Sigthorsona i Polak wykorzystał szansę, stąd transfer do Napoli, chociaż też należałoby się zastanowić, czy to dobry ruch.

A wracając do zjawiska trenerów. Na dole piramidy z młodzieżą powinni pracować najzdolniejsi i najlepsi fachowcy. Ostatnio, będąc w Cetniewie, miałem przyjemność rozmawiać z panem ministrem Bańką i zasygnalizowałem, że właśnie na dole jest wiele spraw do uporządkowania. Trzeba wrócić do WF-u i SKS-ów w szkole, bo tam jest pierwsza selekcja i kontakt z wyczynem. Myślę, że tego najbardziej brakuje – fachowości i ludzi zarządzających polską piłką w klubach. Nie może być sytuacji takiej, że komisja licencyjna przyznaje licencję klubowi, który od czterech lat powinien być bankrutem. Tłumaczenia i ciągnięcie klubów za uszy.

Przykład chociażby Ruchu Chorzów.

Tak, ale nie tylko Ruchu, bo jest wiele klubów, które zmieniają właścicieli.

To samo, jeśli chodzi o struktury klubu. Ktoś podłącza kroplówkę klubowi, ten spada, jak chociażby Górnik Łęczna i Ruch, a potem automatycznie kroplówka w postaci pieniędzy z praw telewizyjnych za grę w ekstraklasie jest odłączana. Nie wiadomo, czy Ruch dostanie licencję, poza tym to nie będzie klub, który będzie walczył o szybki powrót do elity. To samo Górnik Łęczna, z którego w ostatnim czasie dochodzą niepokojące sygnały.

W ogóle w przypadku Górnika to jest inna bajka. Już kiedyś funkcjonowałem w podobnej efemerydzie, czyli w Sokole Tychy. Klub z Łęcznej mecze rozgrywa w Lublinie, szkoda że nie na Kamczatce – to są właśnie głupawki polskiej piłki. Ważne jest, kto zarządza polską piłką klubową, bo wiadomo, że reprezentacyjna jest na zupełnie innej półce. Prezesem jest Zbigniew Boniek, wiele osób zasiada w różnego typu komisjach w UEFA. To nie jest obraz polskiej piłki, że reprezentacja za moment będzie na 5. czy 6. miejscu w rankingu FIFA. Podaje się nazwiska młodych, zdolnych piłkarzy. Żyjemy w kraju, który ma 38 milionów ludzi, do tego 12 milionów za granicą. Co ma powiedzieć Islandia czy Słowacja?

Albo Holandia, w której wbrew pozorom więcej ludzi trenuje hokej na trawie niż piłkę nożną.

Jeśli ktoś z ludzi zarządzających w ciągu 1,5 roku zmienia czterech trenerów, to po drugiej zmianie powinien się sam zmienić. Po prostu nie ma kwalifikacji, nie ma kompetencji, żeby podejmować normalne decyzje.

Panie trenerze, co trener powie po pierwszych meczach pucharowych w wykonaniu Lecha i Jagiellonii oraz o tym, co dzieje się przed startem nowego sezonu. Czy ofensywa transferowa Lecha pokazuje, że nie chce być już tylko asystentem Legii i czekać na jej potknięcia, ale chce w tym sezonie – w lidze oraz w europejskich rozgrywkach – wziąć sprawy w swoje ręce?

Wszelkie prognozowanie jest zbyt wczesne, bo na tym etapie przeciwnicy Jagiellonii i Lecha są tacy, że na dzień dobry każdy, nawet średni zespół polskiej ekstraklasy powinien ich ograć. Natomiast mnie niepokoją rzeczy, które dzieją się w Legii. Dwa tygodnie do ligi, a nadal nie wiadomo, co z Vadisem. Piłkarzem, dzięki któremu Legia sięgnęła po mistrzostwo, nie ujmując nic trenerowi Magierze. Moulin i Vadis to spuścizna po Hasim i piłkarze, którzy postawili swój stempel na mistrzostwie. To, co się dzieje w Legii, to jest piłkarska ciuciubabka i rozumiem irytację Magiery, który chciałby mieć zespół gotowy na pierwsze mecze eliminacyjne do Champions League. Jak można o tym wszystkim myśleć, jeśli dodamy do tego Radovicia, który według różnych prognoz może nie grać całą rundę jesienną? Powtarza się sytuacja z Nikoliciem i Prijoviciem, w której piłkarze czekali na konkretną ofertę finansową – nieważne skąd, byle tylko odejść. To trąci amatorką, bo mówienie, że z niewolnika nie ma pracownika, do mnie nie przemawia. Rób wszystko, żeby piłkarz był pracownikiem, a nie niewolnikiem. Trzeba negocjować takie zapisy w kontrakcie, które w sposób klarowny i transparentny mówią o tym, jak długo i na jakich zasadach zawodnik będzie grał.

Jak zareagował trener na decyzję Michała Probierza, który miał odchodzić do zagranicznego klubu, a ostatecznie wylądował w Cracovii? Jego miejsce w Jagiellonii zajął natomiast Ireneusz Mamrot.

Przede wszystkim mogę się odnieść do sposobu, w jaki odszedł Jacek Zieliński. We wszystkich zapowiedziach właściciela przed i po zakończeniu ligi było zapewnienie, że trener zostanie, jeśli utrzyma zespół w lidze. Trener Zieliński udał się na urlop z przeświadczeniem, że będzie kontynuował pracę w Cracovii. A nagle, jak diabeł z pudełka, wyskakuje Michał Probierz. Najpierw media informują, że ma być udziałowcem, menedżerem i trenerem w Śląsku Wrocław, a później w ciągu jednej doby to wszystko się przewraca. Jeszcze wcześniej anonse – robione chyba na zlecenie – z informacjami o lidze tureckiej, greckiej, niemieckiej. Czemu nie chińskiej? Dla mnie są to rzeczy niezrozumiałe, ale to właśnie one dodają pikanterii polskiej ekstraklasie.

Panie trenerze, mówił Pan o pobycie w Cetniewie, gdzie mógł obserwować przygotowania Arki Gdynia. Jak trener oceni tę drużynę przez pryzmat kolejnego sezonu? Czy będzie to łatwiejszy sezon dla Arki, czy europejskie puchary okażą się pocałunkiem śmierci, czy może będzie to tylko piękna przygoda, która zakończy się na etapie III rundy, a później każdy w Gdyni będzie myślał o tym, żeby bezpiecznie się utrzymać?

Zauważyłem dużą mobilizację w szeregach Arki. Co prawda byłem z tam tylko jeden dzień, ale widać spore zmiany – wielu piłkarzy odeszło, wielu również przyszło. Jestem ciekawy, jak trener Ojrzyński stworzy zespół, który nie będzie do końca sezonu walczył o utrzymanie. A gra w pucharach to nobilitacja dla piłkarzy, możliwość pokazania się w piłce europejskiej. Do tej pory było tak, że polskie kluby walczące w europejskich rozgrywkach miały później spore problemy w ekstraklasie. Oby tak nie było z Arką. Życzyłbym zarówno Arce, jak i Lechii, aby stale podnosiły swoje umiejętności i realizowały cele, jakie są im stawiane.

Rozmawiał: Jakub Treć

 

forBET – Zarejestruj się z kodem ZZAPOLOWY, wpłać 100zł, a na Twoim koncie pojawi się 250zł!