Brazylia znów gra w rytmie samby

brazylia

Mundial bez Brazylii byłby niczym Romeo bez Julii, alfa pozbawiona omegi lub orzeł ze zgubioną reszką – nie ma takiej możliwości, aby Canarinhos zabrakło za dwa lata w Rosji. Trwające eliminacje do mundialu wskazują na to, że drużyna z Ameryki Południowej może już powoli planować przechadzki po Moskwie czy Sankt-Petersburgu, gdyż niemożliwym wydaje się jej brak na najbliższym czempionacie globu.

18 punktów, a więc tylko o jeden mniej od prowadzącego Urugwaju, i dziewięć kolejek do końca – czy to można w ogóle zepsuć? Teoretycznie tak, ale jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż z Ameryki Łacińskiej do mundialu bezpośrednio awansują cztery drużyny, zaś piąta powalczy o przepustki w turnieju interkontynentalnym, możemy być niemal pewni, że pięciokrotny triumfator mistrzostw świata powalczy za niespełna dwa lata o swój szósty triumf w historii.

Nie dość bowiem, że Brazylijczycy są skuteczni, to na dodatek od pewnego czasu zachwycają swoją grą. A wszystko to za sprawą Tite, czyli nowego selekcjonera Selecao, który dowodzi nią raptem od czerwca tego roku. Krótko, ale konkretnie chciałoby się powiedzieć. I nie będzie w tym ani krzty przesady, gdyż rzeczywiście 55-latek zasługuje na pochwałę. Zaczynał w momencie, kiedy reprezentacja kraju będącego tak naprawdę ojczyzną futbolu (Anglicy mogą mieć inne zdanie, ale cóż tam) była raczej powodem do wstydu dla rodaków Pelego niż dumą i chwałą. Znany z zamiłowania do defensywnej taktyki Dunga odchodził bez tkliwego pożegnania, lecz z poczuciem ulgi, że wreszcie jego czas dobiegł końca.

tite
Selekcjoner reprezentacji Brazylii, Tite.

Jak bowiem można przykładać tyle uwagi do defensywy, mając w składzie prawdziwych wirtuozów, jeśli chodzi o grę do przodu? – tak zdawali się myśleć kibice z Kraju Kawy. Lata mijają, ale dla nich styl gry kadry jest zdecydowanie ważniejszy od wyników. W Europie mogą sobie szlifować kolejne warianty rozgrywania stałych fragmentów gry czy sposoby krycia przeciwnika, ale Brazylijczycy muszą przede wszystkim bawić się grą, sprawiać, by widz opuszczający stadion, na którym zasiadł by obejrzeć ich mecz, przeżył prawdziwe piłkarskie katharsis.

Tak było kiedyś, tak ma być i dzisiaj. Neymar nie może zaprzątać sobie głowy rozbijaniem akcji przeciwnika, ma być natomiast godnym następcą Pelego, Socratesa, Ronaldinho i wielu innych geniuszy wywodzących się z Brazylii. Zadaniem pozostałych również jest cieszyć oko kibica efektowną grą, nie stronić od wymyślnych „kiwek” i bramek w stylu: stadiony świata. Mówiąc krótko: joga bonito na całego.

W obecnych czasach, choćby sympatycy piłki nożnej z Ameryki Południowej nie wiadomo jak zaklinali rzeczywistość, od pewnych rzeczy uciec się jednak nie da. Minęły już czasy, kiedy napastnik był od strzelania, pomocnik od podawania, zaś obrońca od przecinania akcji przeciwnika. Dziś nawet najwięksi wirtuozi muszą co jakiś czas wspomóc swoich kolegów z defensywy. Takie czasy. Ale wspomniany selekcjoner Tite znalazł sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym, na czym zęby zjadło kilku jego poprzedników.

Po dzisiejszym nocnym spotkaniu Brazylii z Boliwią, a więc może z nie najwyższej półki, choć  i z tymi do niedawna jeszcze Kanarkowi mieli duże problemy, wreszcie widzieliśmy taką drużynę, jaką pamiętamy z mistrzostw świata 2002, kiedy zdobyła ona swoje piąte mistrzostwo. Wciąż nie ma w niej gwiazd pokroju Ronaldo, Rivaldo, Ze Roberto czy Cafu, ale kto wie, czy za jakiś czas obecni reprezentanci nie przeskoczą wspomnianych gigantów. W końcu wielu z nich wciąż jest bardzo młodych, a już teraz prezentują się znakomicie, zaś gra w Europie może im jedynie pomóc w rozwoju.

Trener Tite ustawił w meczu z Boliwią swój zespół ofensywnie (4-3-3), czyli tak, jak Brazylijczycy lubią najbardziej. Przekonujące zwycięstwo przed własną publicznością wbrew pozorom nie świadczy o słabości rywali półfinalistów poprzedniego mundialu, lecz raczej o sile graczy w żółtych koszulkach. Z outsiderami także trzeba umieć wygrywać wysoko, co świadczy o klasie danego zespołu. Ktoś może powiedzieć, że w dzisiejszych czasach nie ma już słabych drużyn, ale to bzdura. Są i to sporo, a jeśli zdecydowanie wyżej notowany od nich przeciwnik nie potrafi pewnie zwyciężyć, oznacza to, że wcale nie jest tak mocny.

A tego akurat o obecnej Brazylii powiedzieć nie można. Już do przerwy prowadziła ona 4:0 (ostatecznie padł wynik 5:0), a szczególnej urody był zwłaszcza drugi gol dla Kanarkowych. Chłopcy zabawili się z rywalami i nic dziwnego, że kamerzyści filmujący fanów drużyny Tite wreszcie mogli uśmiechać się do telewidzów, unosząc kciuki, co oznacza zadowolenie. Obrazy zapłakanych i zdruzgotanych kibiców Selecao, przezywających horror w mundialowych pojedynkach ich ukochanej drużyny z Niemcami czy Holandią, to już przeszłość. Podobnie zresztą jak nudna i nijaka gra Neymara oraz jego pomagierów. Taką gorącą Brazylię chcemy oglądać za dwa lata w Rosji, bo kto jeśli nie ona, ma dodać nieco kolorytu zbliżającemu się turniejowi?

forbet728x90

Odbierz darmowe 20 zł w nowym polskim bukmacherze forBET. Graj za darmo!

Takie promocje dla Polaków nie zdarzają się często. Żeby odebrać bonus wystarczy założyć konto >>> Z TEGO LINKU

Więcej informacji na temat nowego bukmachera. 

Komentarze

komentarzy