Jeszcze jedna szansa: Strzelić jak Rooney

unnamed

W poprzednim rozdziale: „Do końca meczu zostało dwadzieścia minut, koledzy bardzo nieufni i niechętnie grają do mnie piłki. Nagle przechwyciłem na połowie rywala, zagrywam do skrzydłowego i wybiegam na pozycję. On oddaję mi piłkę na linii pola karnego, już składam się do strzału… Otwieram oczy i jestem poza boiskiem. Nie wiem co się stało.” Całość w tym miejscu.

ROZDZIAŁ 8

Do kolegów grających w juniorach już nie wróciłem. Trener nakazał trenować z seniorami, którzy od teraz mieli traktować mnie jak równego sobie. Oczywiście z tym nie było tak prosto, zwłaszcza jeśli chodzi o starą gwardię.

Oni są najgorsi. Ci przeciętniacy zbliżający się do schyłku swoich „karier”, którzy myślą, że mogą każdego pouczać. W najlepszym przypadku na tym poziomie gra jeden czy dwóch, którym kiedyś udało się zagrać kilka meczów w pierwszej lidze. Teraz wymądrzają się przed innymi, robiąc z siebie panów piłkarzy. Jednak ja wiedziałem, dlaczego tak na mnie reagowali. Byli zwyczajnie zazdrośni. Zazdrośni o moją przyszłość, o to co może mnie czekać. Sami w moim wieku wciąż kopali w juniorach, a potem w rezerwach raczej nie mając szans na prawdziwą karierę. Ci, którzy mieli, czym prędzej zostali sprowadzeni do lepszych zespołów, gdzie mogli spokojnie się rozwijać.

– Ty, młody, zapierdalaj po piłki. Ale już! – takie rozkazy były na porządku dziennym.

– Ta, już idę – odburkiwałem pod nosem i szedłem. Nie chciałem przecież niepotrzebnych kłótni, licząc na szybki, sportowy awans.

Innym razem: – Młody, daj swoje ochraniacze, bo stara zapomniała mi spakować – dałem, co miałem zrobić, to nie była przecież profesjonalna piłka.

O tak, jak ja wtedy marzyłem o jakimś transferze, choćby do ekstraklasy. Wiadomo, jak każdy gdzieś w środku emocjonowałem się ligą angielską, podziwiając takich napastników jak Aguero, Ibrahimović czy, oczywiście, Lewandowski.

Nadeszła runda wiosenna. W każdym spotkaniu łapałem się do kadry, czasem zdarzało się wchodzić na końcówki spotkań. Mijały kolejki, a sytuacja wciąż się powtarzała. Około 60 minuty trener rzucał:

– Krzysiek, idź pobiegaj, rozgrzej się.

– Jasne – rzucałem, wkładałem znacznik i rozgrzewałem się wzdłuż linii. Wolałem przecież to niż bezczynne siedzenie na ławie. Mijało 10, 15 minut i trener wołał do siebie, udzielał instrukcji i nakazywał asystentowi wypisać zmianę.

Wchodziłem na 10 minut, „na podmęczonego rywala” i miałem szukać sobie okazji. No i kiedyś znalazłem. Remisowaliśmy na wyjeździe z rezerwami Lecha, była końcówka spotkania, ostatnie akcje. Byłem młody, bardzo młody, od małego podglądałem najlepszych w akcji i czasem starałem się ich naśladować. Wtedy udało mi się to najlepiej, stokroć lepiej niż podczas tych wszystkich gierek na przydomowych boiskach. Pamiętacie derby Manchesteru, kiedy Rooney walnął gola przewrotką? No to ja zrobiłem coś podobnego. Strzeliłem swoją pierwszą bramkę dla Gwardii i to w jakim stylu. Oszalałem, pobiegłem do ławki rezerwowych jak porażony, a sędzia zakończył mecz.

To jednak nie był koniec przyjemności. Po spotkaniu podszedł do mnie trener rywali, Ivan Djurdjević (były piłkarz Lecha, bardzo szanowany) i uścisnął mi dłoń gratulując tego trafienia.

Pamiętajcie, że kilka miesięcy wcześniej byłem na testach w Poznaniu. A tu gratulował mi Djurdjević. Miałem cichą nadzieję, że przemyci w rozmowie z „górą” kilka ciepłych słów o mnie. Wierzyłem, że w taki sposób mogliby sobie o mnie przypomnieć. Dni jednak mijały, a gorąca atmosfera gasła. Musiałem wrócić do świata żywych i robić wszystko, żeby więcej grać (i oczywiście więcej strzelać).

Udawało się realizować kolejne punkty z tworzonego w głowie planu. Wkrótce wywalczyłem miejsce w składzie i strzeliłem jeszcze kilka goli. Zapewniliśmy sobie spokojne utrzymanie, a ja mogłem o sobie mówić jako o pewnym punkcie drużyny, który w wieku 16 lat gwarantuje bramki na poziomie III ligi. Oczywiście ligowy poziom chciałem wkrótce zmienić. Pomóc w tym miało m.in. wakacyjne zgrupowanie w Opalenicy i sparingi z okolicznymi drużynami, w tym z… Wartą i Lechem.

Zbieżność wszelkich osób i nazwisk jest przypadkowa

forbet728x90

Odbierz darmowe 20 zł w nowym polskim bukmacherze forBET. Graj za darmo!

Takie promocje dla Polaków nie zdarzają się często. Żeby odebrać bonus wystarczy założyć konto >>> Z TEGO LINKU <<<, uzupełnić wszystkie potrzebne dane, a bonus zostanie automatycznie dodany do konta.

Więcej informacji na temat nowego bukmachera.