Mrużąc oczy: Włoski cyrk objazdowy w Macedonii

ventura
Miałem iść spać i nic po meczu z Macedonią nie pisać. Miałem, ale… tego nie można tak zostawić. Oglądając spotkanie na stadionie Filipa II Macedońskiego w Skopje czułem się nieco jakbym poszedł na nieudane cyrkowe przedstawienie – kilka pierwszych numerów nie wyszło, lew zjadł tresera, a słonie zadeptały część widzów. Spektakularna końcówka show zamazała w sporej części wcześniejsze przeżycia, jednak z namiotu człowiek wychodził z mieszanymi uczuciami – ni to śmiejąc się, ni to płacząc. A czy warto było? Sam nie wiem.

Trzy punkty nie śmierdzą, nie ma się co nawet sprzeczać. Jednocześnie nie mam jednak wątpliwości, że pozostawiają niesmak w ustach. Jednym z niewielu pozytywów spotkania, poza dobrą grą duetu Belotti-Immobile, były obrazki już po nim. Nie było w drużynie Ventury świętowania. I dobrze, bo nie ma z czego się cieszyć. Takie mecze powinno się wygrywać trzy, cztery do zera. Macedonia jest w grupie G dostarczycielem punktów, tymczasem Włosi komplet wyrwali w ostatnich minutach. Spokojne, stonowane opuszczenie murawy, podziękowanie wcześniej rywalom i hyc do szatni na wiązankę od trenera. On opieprzył zawodników jeszcze wieczorem, jego w poniedziałkowych wydaniach rozliczy prasa. Wyczuwam pogrom. W obu przypadkach.

KOMEDIODRAMAT OBUSTRONNY
Już pierwsze minuty wskazywały, że Włosi myślami byli z powrotem w klubach, albo w łóżkach z żonami/kochankami. Przecież mecz z Macedonią sam się wygra. Potrafię zrozumieć takie podejście, wszak mówimy o reprezentacji, w której gwiazdą jest sam Goran Pandev. Łysy z Macedonii przypomniał wszystkim w niedzielny wieczór długi okres ze swojej kariery (zatytułowany NIGDY), gdy był graczem wybitnym. To, co piłkarz Genoi robił z Italią, wyglądało wręcz przekomicznie dla osoby znającej potencjał chimerycznego, ekhem, snajpera. Trener gospodarzy poszedł na całego i drugie miejsce w ataku obsadził innym napastnikiem grającym we Włoszech. Nestorovski obił poprzeczkę, strzelił gola, był aktywny… a później zaatakował De Sciglio nakładką i zszedł z boiska. Z czerwoną kartką, pomyślicie. Nic bardziej mylnego. Ilija doznał, przy ataku na nogę rywala, kontuzji. Nawet nie wiem, jak to właściwie skomentować. Jakby młody chłopak postanowił przypomnieć – tak, gram w Palermo, My tak mamy.

Podobnie, jak Włosi we krwi mają takie komediodramaty. Przy stanie 1:2 wiedziałem, że Italia gra wystarczająco słabo, by odnieść zwycięstwo. Paradoks? Ale tak to już z tą drużyną bywa. Azzurri wiecznie grają w eliminacjach i sparingach piach, często gonią wynik, ale zawsze (niemal) kończy się to dla nich dobrze. Wiadomo, inna kadra zrobiłaby to po ludzku, pewnie można. Ale ta squadra przedstawienia tego typu ma zapisane w DNA, to jej cecha charakterystyczna. Na początku akapitu chwaliłem się bezpodstawnie, że wiedziałem. Ano, wiedziałem (nie mylić z wierzyłem). Oto dowód:

KABARET
Macedonia właściwie sama jest sobie winna, bo natrzepała tych okazji tyle, że mogła prowadzić i ze 4:1. Obrona Italii dała Buffonowi sporo szans na odkupienie babola z Hiszpanią i Gigi pokazał, że w czwartkowym spotkaniu po prostu zawiesił mu się Pasjans w Windowsie. Teraz, już po aktualizacji systemu i sterowników, wrócił robot, którego znamy z bramki Juve. Taki występ pewnie był mu potrzebny, choć podejrzewam, że w tym momencie kariery niewiele jest w stanie podłamać jego wiarę w siebie. Gdy cały świat ma Cię za najlepszego w swoim fachu w historii, jeden (wiel)błąd tego nie zmieni w żaden sposób.

Jak rozumieć natomiast Marco Verrattiego i jego przedstawienie? Nie wiem, dociera do mnie za to, dlaczego Ventura nie chciał postawić na pomocnika PSG przeciwko Hiszpanii. Giampiero po prostu wiedział, jak bardzo Mareczek jest słaby. Oczywiście, że nie jest, uspokajam nerwusów gotowych wytknąć mi wrodzony kretynizm. Trzeba jednak zauważyć jedną rzecz – taki występ z La Furia Roja zakończyłby się dla Italii katastrofą. Costa, Vitolo, Luiz to nie Pandev czy inny Nestorovski. Oni każdą stratę kończyliby pewnie piłką w siatce. Niestety (albo i stety), nigdy nie dowiemy się, jak Verratti wypadłby w czwartek. Pewnie byłoby o niebo lepiej, bo i o koncentrację byłoby łatwiej.

Skoro już o Hiszpanii, to punkt z tamtego meczu nie jest tak ważny, jak wyszarpany komplet z Macedonią. Tę grupę wygra bowiem ten, kto mniej straci z szeroko pojmowanym tłem. Hiszpanie nie mają problemów z ogrywaniem kolejnych przeciwników, jak widać Italia wręcz przeciwnie. Ktoś mógłby powiedzieć, że w takich spotkaniach zdobywa się charakter, że właśnie w takich szarpaninach tworzą się wielkie drużyny. Przepraszam bardzo, ale w chłodny, niedzielny wieczór na Stadionie im. Filipa Macedońskiego to można stworzyć w ten sposób co najwyżej kabaret. Drużynę to miał Marcello Lippi.

WSTYD ZALĄŻKIEM NADZIEI?
O jedynych plusach już wspominałem – nim do nich przejdę, słowo o taktyce Ventury. Pisałem niedawno, że prędzej czy później będzie próbował 4-2-4… i po wprowadzeniu Parolo oraz Sansone byliśmy tego świadkami. W ataku zagrali Candreva, Belotti, Immobile i Sansone właśnie. De Sciglio cofnięto do obrony, a lepszy defensywnie od Bonaventury Parolo miał być partnerem Verrattiego w pomocy. Ryzyko się opłaciło, ale głównie dzięki Macedonii. Gospodarze po golu na 2:1 stanęli i ostatnie kilkanaście minut można było uznać już za włoski trening ataku skrzydłami i wrzutek w pole karne. W końcu wpaść po prostu musiało. Miejscowi sami są sobie winni, ale i tak zdecydowanie większy wstyd powinni czuć Azzurri.

Może poza dwójką atakujących, którzy zasługują na osobną wzmiankę. Belotti i Immobile pokazali Giampiero Venturze, że na następne spotkania musi na nich postawić w ataku. Obaj są przykładami, że czasem forma w lidze przekłada się jednak na kadrę i fatalny w Serie A Eder nie jest od nich lepszy. A Pelle niech liczy dolary w Chinach (zarabia ich tyle, że dodatkowy czas na kalkulacje mu nie zaszkodzi). Jeśli Belotti i Immobile utrzymają formę, a wciąż strzelać będzie także Mario Balotelli, to atak Squadra Azzurra nie będzie wcale wyglądał tak źle.

To właśnie ta #dobrazmiana. Zmiana pokoleniowa (trochę naciągana, ale jednak), którą za cel powziął sobie Ventura. Człowiek, który w niedzielny wieczór czasem sprawiał wrażenie, jakby nie wiedział, co robi. Facet niewzbudzający zaufania dotychczasowym stylem, kopiujący, mogłoby się zdawać, to, co zbudował Conte. Coś każe mi jednak Giampiero wierzyć. Ten sam głos, który podpowiedział mi w niedzielę, że Włosi wyciągną 3:2.

Być może będę się mylił, być może jestem naiwny – ale wciąż daję szansę selekcjonerowi.

W najgorszym razie czeka mnie niezła avVentura, prawda?

forbet728x90

Odbierz darmowe 20 zł w nowym polskim bukmacherze forBET. Graj za darmo!

Takie promocje dla Polaków nie zdarzają się często. Żeby odebrać bonus wystarczy założyć konto >>> Z TEGO LINKU

Więcej informacji na temat nowego bukmachera. 

Komentarze

komentarzy