Numer 2 w Katalonii – Girona rewelacją sezonu

Do niedawna Katalonia żyła właściwie tylko dwoma klubami. Globalnym produktem jest Barcelona, a na niwie lokalnej działa Espanyol. Od sierpnia do gry weszła Girona i trzeba powiedzieć jasno, ekipa z Montilivi dała powiew świeżości nie tylko w regionie, ale całej LaLiga.

Po raz ostatni Katalończycy mieli trzy drużyny w najwyższej klasie rozgrywkowej jedenaście lat wcześniej. W sezonie 2006/2007 obok dwóch barcelońskich ekip, grał również Gimnastic de Tarragona, tyle że przygoda tego klubu z LaLiga trwała zaledwie rok. Co ciekawe obecne rozgrywki są dopiero 19., gdy więcej niż dwie ekipy z najbogatszego regionu Hiszpanii biorą udział w rozgrywkach o mistrzostwo kraju. Katalonia przecież wychowała całe pokolenia wielkich piłkarzy, ale jak widać dominacja jednego klubu zahamowała rozwój pozostałych.

Dlaczego w tytule mowa o numerze dwa? Wiadomo, że Barcelona jest nie do przeskoczenia. Sportowo, finansowo, marketingowo odjechała kompletnie. O tym, żeby Girona przeskoczyła Espanyol i usadowiła się na drugim miejscu w regionie mówili Pere Guardiola i Ferran Soriano od niedawna akcjonariusze klubu oraz ludzie, którzy pomogli odbudować Girone po nieudanej przygodzie z poprzednim właścicielem – Josepem Delgado, którego szukało m.in. polskie ABW. Pod względem sportowym teraz Girona już jest za plecami Barcelony, ale na ten moment trudno powiedzieć, żeby Albirojos byli większym klubem od Espanyolu.

Trzeba przyznać, że jak na drużynę, która nigdy nie grała w najwyższej klasie rozgrywkowej, Girona weszła do ligi bez gwiazd, ale i bez kompleksów. Największym plusem jest jednak fakt, że zaledwie dwóch zawodników z aktualnego podstawowego składu – Bernardo i Stuani – dołączyło po awansie. Pozostali zawodnicy, którzy dzisiaj są pierwszy wyborem trenera Pablo Machina, to piłkarze, którzy wywalczyli awans w czerwcu minionego roku. Ciągłość jak widać popłaca. Warto zacytować komentatora Eleven Sports Tomasza Ćwiąkałę, który pod koniec października pisał na swoim fanpage’u na Facebooku w ten sposób:

Otóż warto zwrócić uwagę, gdzie ostatnio występowali bohaterowie Katalonii.

Bono – Segunda (pół sezonu na ławce)
Pablo Maffeo – głębokie rezerwy Man City -> Segunda
Bernardo – Middlesbrough (pół sezonu na ławce)
Juanpe – Segunda
Muniesa – Stoke (pół sezonu na ławce)
Aday – Segunda
Portu – Segunda
Granell – Segunda
Borja – Segunda
Pons – Segunda
Stuani – Middlesbrough (4 gole w 23 meczach)

Ośmiu biegało w drugiej lidze hiszpańskiej, dwóch było kompletnymi przeciętniakami Premier League, a jeden (Stuani) zwykłym grajkiem w Boro, na którego prawie nikt w Anglii nie zwracał uwagi. To jedna sprawa. Druga to ich przynależność klubowa, ZANIM trafili do Girony – sprawa znacznie ciekawsza.

Otóż wyobraźcie sobie, że bramkarz – po tym, jak wypluło go Atletico – miał problemy z przebiciem się w drugoligowej Saragossie. Juanpe trzy ostatnie sezony spędził w Segunda, do której trafił z Segunda B. Borja nie dostał nawet minuty w dorosłym Realu, Adayowi ciężko było się przebić w Tenerife, Pons nie łapał się w Gironie, więc wypożyczono go do UE Olot (kojarzyliście tę nazwę?), Granell przeprowadził się z AE Prat (jeszcze lepiej), a Portu z Albacete, które akurat wtedy spadało z Segunda División. Mało? Aday łączył reprezentowanie L’Hospitalet z pracą fryzjera, a Granell kończył na uczelni pedagogikę, by za moment zająć się nauczaniem w szkole podstawowej.

Widać, że nie ma mowy o żadnych wielkich inwestycjach ani głośnych transferach. Krótko mówiąc zawodnicy, którzy gdzieś byli na horyzoncie, ale prawdopodobnie takich były dziesiątki, a nawet setki, jeśli weźmiemy pod uwagę Segunda oraz Segunda B.

Futbol totalnie bezpośredni

Jeśli Barcelona i sposób jej gry jest uosobieniem futbolu totalnego, to Girona prezentuje futbol totalnie bezpośredni. Pablo Machin nie stawia na długie przetrzymywanie piłki i klepanie kolejnych podań. Mimo grania w sposób mniej wyrafinowany, zamiast powiedzieć, że jest prostacki, można i trzeba użyć słowa prosty i skuteczny. Dużą rolę odgrywa ustawienie.

Najczęściej stosowanym jest 3-4-2-1, choć akurat jest kilka mutacji taktyki stosowanej przez Machina. 3-5-2, 5-4-1, 3-5-1-1 oraz 3-4-1-2, ale jak widać elementem wspólnym jest trójka stoperów. Oczywiście jedno z ustawień, w którym było pięciu defensorów, to jednak dwójka skrajnych zawodników była ustawiana po prostu niżej niż zwykle. Zazwyczaj są to Pablo Maffeo oraz Johan Mojica, ale gra tam również Aday Benitez. Ten ostatni jest na tyle uniwersalnym zawodnikiem, że można go ustawić po obu stronach boiska. Ale żeby wahadłowi mogli sobie pobiegać do przodu, środek musi być dobrze zabezpieczony, nie tylko przez stoperów. Przed nimi występuje najczęściej trójka „ósemek”, które nie zawsze są ustawiane w linii.

Ofensywa należy przede wszystkim do duetu Portu – Christian Stuani. Przy czym pierwszy jest zawodnikiem, który cieszy się na boisku największą wolnością. Czasem pełni rolę drugiego napastnika, czasem odnajduje się w roli „10”, ale nierzadko można go spotkać na skrzydłach, gdzie schodząc pomaga wahadłowym w stworzeniu przewagi liczebnej. Wychowanek Valencii jest centralną i najważniejszą postacią ofensywnych poczynań Girony, mimo że w statystykach strzeleckich lepiej wygląda Urugwajczyk.

„Gwiazdy” ogrywają prawdziwe gwiazdy

Kluczowymi postaciami zespołu pod względem zdobywania bramek są Christian Stuani i Portu. Pierwszy strzelił 13 goli, a drugi 9, a zatem odpowiadają odpowiednio za ponad 38% i 26% bramek. Krótko mówiąc średnio dwa z trzech kolejnych goli strzelonych przez katalońską ekipę, to bramki albo Stuaniego, albo Portu! Przy okazji jednak warto dodać, że nie są to zawodnicy, którzy biorą wielki udział w grze. Średnia podań na mecz najlepiej o tym świadczy – 16,6 po stronie Portu oraz 15,6 po stronie Stuaniego.

Sukcesy z tego sezonu? M.in. zwycięstwo nad Realem Madryt 2:1, dwa remisy z Atletico – 2:2 u siebie i 1:1 na wyjeździe czy też niezwykle efektowne zwycięstwo 6:0 nad Las Palmas. Właściwie trudno znaleźć plamy na ich wizerunku, ale za takowe mogą uchodzić porażki z baskijskimi ekipami, o których pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. 1:4 z Eibarem i wstydliwa 2:3 z Alaves. W tym drugim meczu prowadzili 2:0 do 71. minuty i dali sobie wydrzeć wszystkie trzy punkty. Poza tymi wpadkami, jedynie z Barceloną przegrali dość wyraźnie – 0:3. Z tym meczem również wiążę się ciekawa historia.

Wtedy Pablo Machin zdecydował się na indywidualne krycie Leo Messiego, a plastrem został Pablo Maffeo. Nominalnie prawy wahadłowy wtedy miał za zadanie uprzykrzyć życie Argentyńczykowi i z zadania wywiązał się dobrze, bo Messi nie zrobił krzywdy rywali zza miedzy. Przy okazji obaj panowie sobie porozmawiali, a Messi wypytywał go o status klubie (jest wypożyczony z Manchesteru City).

Statystyki odzwierciedleniem gry

Jeśli zaliczymy rzuty karne jako stałe fragmenty gry, to wychodzi na, że 15 z 34 goli strzelili właśnie po SFG. Ni mniej, ni więcej 44%, a to oznacza drugi współczynnik w lidze w tej materii. Wyższy procent goli zdobytych po uderzeniach ze stojącej piłki ma jedynie Malaga – 53%, tyle że Andaluzyjczycy strzelili o wiele mniej goli. W czołówce tego zestawienia są jeszcze Levante(43%) oraz Getafe(41,3%). Bardzo duża rola przykładana do stałych fragmentów nie może dziwić. Wszak Girona posiada kilku wysokich zawodników, a według raportu CIES Observatory Football średnia wzrostu zespołu to 181,9 cm i daje trzecie, ex-aequo z Levante, miejsce w lidze, zaraz za Athletikiem i Deportivo Alaves.

Poza tym ich gra w powietrzu jest widoczna nie tylko pod bramką rywala, ale również na całym boisku, dzięki czemu mają najwyższy procent wygranych pojedynków powietrznych w lidze – 54,4% – i wyprzedzają choćby Athletic Bilbao, który w swoich szeregach ma kilku świetnie grających zawodników w powietrzu – Aduriz, Raul Garcia, Williams, Iturraspe, San Jose, Nunez, Laporte i teraz Inigo Martinez.

Bezpośrednia gra jest również odwzorowana w ulubionych statystykach kibiców, a więc posiadaniu piłki i celności podań. 47,5% czasu spędzonego przy piłce oraz 75,9% skuteczności podań dają odpowiednio czternaste i trzynaste miejsce w tych zestawieniach. Jeszcze niżej są w statystyce liczby podań(15), bo średnio na mecz wykonują zaledwie 376 prób, a dla porównania będący dwie pozycje niżej w tabeli Real Betis wykonuje średnio o 140 zagrań więcej w każdym meczu.

Przy okazji posiadania warto dodać, że mają najniższą amplitudę, jeśli chodzi o mecz z najwyższym procentem posiadania piłki i najniższym. Rekord – 56% osiągnęli w meczu z Deportivo Alaves, a „antyrekord” przeciwko Celcie Vigo – 37%. Z prostej matematyki wynika, że różnica wynosi ledwie 19 punktów procentowych. Z całej stawki jedynie Sevilla zbliżyła się do tego wyniku – różnica 21 pp.

Skoro nie biją rekordów w posiadaniu piłki, nie wymieniają zbyt wielu podań, to gdzie leży sukces Girony? Chociażby w agresywności. Gry faul nie będziemy pochwalać, ale nie oszukujmy się, dla ekip, które nie mają wykonawców do grania pięknej piłki, częste przerywanie gry musi być jednym ze środków do realizacji celu. Zarówno w klasyfikacji popełnionych fauli, jak i otrzymanych żółtych kartek są w czołówce – odpowiednio 393(5. miejsce w lidze) i 72(3. miejsce w lidze). Zależność jest z tego taka, że mniej więcej, co 5,5 fauli któryś z podopiecznych Machina ogląda żółtą kartkę, aletego nie muszą  się wstydzić, bo dla przykładu faule Valencii statystycznie częściej kończą się napomnieniami.

Girona to kolejny klub, obok Eibaru, który śmiało można uznać za rewelacje rozgrywek. Zespół, którego mecze warto oglądać, bo nudy tam nie uświadczycie. Nie ma tam może wirtuozów, prawdopodobnie nie będą sprzedawać zawodników za -naście milionów euro – może poza Portu – ale mimo wszystko warto przyjrzeć się tej katalońskiej ekipie zawstydzającej Espanyol. Ten sam Espanyol, który po wejściu Rastar Group z Chin miał w szybkim tempie dokoptować do czołówki i powalczyć o puchary, a efekt widzimy wszyscy. Zresztą, pozycja Girony to jedno, bo już zaskarbili sobie sympatie wielu kibiców, dzięki bezkompromisowej i bezpośredniej grze. Na puchary nikt nie liczy, więc pora zabawić się na całego, a okazja w najbliższych tygodniach dobra, bo w sobotę zagrają z Barceloną, a w następnych spotkaniach z pozostałymi czołowymi ekipami. Czekamy na kilka widowisk!

Totolotek: Zarejestruj się i graj bez podatku! – KLIKNIJ W LINK I ODBIERZ BONUS!